700. Wielkie Laboratorium Naukowe i inne ciekawe produkty Lisciani.

Obstawiam, że każdy z Was przynajmniej raz widział gdzieś lub miał u siebie jakiś produkt z uśmiechniętą pomarańczową marchewką. To charakterystyczny znak firmy Lisciani. Kiedy otrzymałam propozycję zapoznania się z nowymi produktami tej marki, nie miałam wątpliwości, że to coś dla nas. Lubimy gry, a różne eksperymenty są od jakiegoś czasu w czołówce zainteresowań Malucha.

 

 

Zacznę od I’M A GENIUS! Wielkie Laboratorium Naukowe, które mocno podbiło nasze serca.

 

 

Już samo pudło jest reprezentacyjne. Maluch aż przebierał nogami, żeby zobaczyć, co jest w środku.

 

Dotychczas zrobiliśmy większość eksperymentów, więc mogę Wam powiedzieć, że zestaw spełnił nasze oczekiwania.

 

Podoba mi się to, że są tu zadania z różnych dziedzin. Są tu nie tylko probówki do eksperymentów chemicznych (absolutny hit u nas), ale również takie kategorie jak optyka, dinozaury, astronomia, geofizyka, krystalografia, meteorologia, mechanika i botanika.

 

Kiedy pokazywałam na instagramie nasze zabawy z probówkami z tego zestawu, obiecałam, że w tym wpisie podam Wam również przykłady, w jaki jeszcze sposób można je wykorzystać. To świetna zabawa nie tylko dla Malucha, ale również dla taty Malucha. Bo to głównie ten duet eksperymentuje w tej dziedzinie ;) Ja jestem raczej obserwatorem takich zabaw.

 

Aby wykonać fajne, dodatkowe eksperymenty potrzebujemy tylko kilka składników: sodę, olej, ocet, barwniki i tabletki musujące.

 

Do wysokiej szklanki wsypujemy sodę (około pół paczki), następnie do 3/4 zalewamy szklankę olejem (trzeba lać go delikatnie po ściance, żeby nie zmieszał się z sodą). Do probówek wlewamy niewielką ilość octu i barwimy barwnikami (my używamy naszych od mydełek). Następnie pobieramy pipetką krople z różnych kolorów i zakraplamy ten olej z sodą. Maluch uwielbia tę zabawę.

 

 

Opcja numer dwa to zabawa z tabletkami musującymi. Kupujemy zwykłe, z jakimiś tam witaminami, przy kasie w sklepie. Jak znudzi nam się dodawanie kulek z octu, wrzucamy musującą tabletkę i obserwujemy, co się dzieje. To super zabawa :)

 

 

Do doświadczeń chemicznych dołączone są m.in. okulary, ale my z nich nie korzystamy. Wprawdzie je założyłam, ale Maluchowi spadały, bo są wykonane z plastiku i nie są elastyczne. To tylko taki dodatkowy ozdobny bajer. Jak chcecie, aby Wasze dzieci miały na sobie okulary w trakcie zadań, żeby mieć większą frajdę, najlepiej sprawdzą się zwykłe okulary basenowe.

 

Przygotowując się do poszczególnych eksperymentów dokładnie sprawdzajcie wszystkie worki. Początkowo zestaw może sprawiać wrażenie podzielonego na konkretne zadania. Ja tego nie zrobiłam i nie zauważyłam żyłki do planet, dlatego nasze wiszą na sznurku, który mieliśmy w domu :)

 

Jako pierwsze do składania Maluch wybrał właśnie planety. Wyciągał poszczególne elementy, a składaniem ja się zajęłam. Instrukcja do poszczególnych zadań napisana jest w przystępny sposób. Przy niektórych pokazuje krok po kroku, jak należy coś wykonać. Samo składanie planet to była moja działka. Maluch nie miał na tyle siły, żeby zrobić to samodzielnie. Poszczególne połówki trzeba dość mocno docisnąć, aby prawidłowo się ze sobą złączyły. Planety świecą w ciemności. Na zdjęciach tego nie widać, ale sprawdzałam to. Po zgaszeniu świateł w pokoju dają bardzo delikatną poświatę. Pewnie przy lepszym doświetleniu planet, świecenie byłoby silniejsze.

 

 

 

 

Na parapecie w pokoju Malucha rozpoczęliśmy również hodowlę roślin. Warto pod spód doniczek włożyć jakieś spodki lub całość położyć np. na jakąś dużą tackę do grilla. Dzięki temu woda w czasie podlewania nie będzie Wam ściekać tam, gdzie nie powinna ;) Maluchowi sadzenie nasion sprawiło dużo frajdy. Jeszcze nie wiemy, na ile to nasze sadzenie było skuteczne, ale zainteresowane osoby mogą mnie potem dopytać mailowo.

 

 

 

 

 

 

Wykopalisko dinozaurowe to coś, co Maluch znał wcześniej. Podobny zestaw dostał kiedyś od mojego brata. Jest to bardzo czasochłonne zadanie, ale dziecko da radę zrobić to samodzielnie. U nas etap wydobywania dinozaura jeszcze trwa, bo Maluch codziennie poświęca na to kilka minut. Robi to w swoim tempie, a ja w to nie ingeruję. Ma z tego dużą radochę. I satysfakcję, ale zaczynają być widoczne kolejne fragmenty. Do tego zadania warto na podłogę rozłożyć folię malarską lub tak jak my duży worek na śmieci. Dzięki temu łatwiej zapanować nad sajgonem, który roztacza się w trakcie tego zadania ;)

 

 

 

 

 

 

Peryskop to przyrząd, który zmontował tata Malucha. Jest wykonany z tektury. Maluch wykorzystuje to w codziennych zabawach.

 

 

 

Bączki optyczne od samego początku zaintrygowały Malucha. Spodobało mu się kręcenie nimi i obserwowanie, co się dzieje.

 

 

 

 

 

Domek młyn. Jest wykonany z solidnej tektury. Tym akurat Maluch nie bawi się już po złożeniu, ale z zainteresowaniem słuchał, jak tata tłumaczył mu, na czym to polega.

 

 

 

 

 

Na końcu dodam, że wprawdzie zestaw jest przewidziany dla dzieci od 8 roku życia, ale według mnie pod nadzorem rodziców spokojnie mogą się tym zająć również starsze przedszkolaki (pięciolatki i sześciolatki). Starsze dzieci po prostu większość zadań będą mogły wykonać samodzielnie, ale tu przecież liczy się nie tylko efekt końcowy, ale przede wszystkim fajna, wspólna rodzinna zabawa. Zestaw jest świetny.

 

 

 

 

 

W serii I’M A Genius znajdziemy też  Wielką Szkołę Aktorską. To bardzo ciekawa i pomysłowa gra.

 

 

Można tu grać zarówno drużynowo, jak i indywidualnie. Walczy się o trofeum, czyli puchar z talentem. Składa się go z puzzli. I tu od razu zaznaczę, że jak będziecie wypychać te pucharowe puzzle z ramek, to ramki zostają. Ułatwiają potem składanie tych pucharów.  Gra jest mieszanką quizów, zagadek i kalamburów. To fajna alternatywa dla klasycznych planszówek. Uprzedzam, że jest wciągająca ;)

 

Zamiast kostki jest tu tarcza z dużą strzałką. I magiczny guzik (stoper), który dla Malucha jest główną atrakcją tego zestawu. Są na nim dwa tryby (łatwy i trudny), które dopasujecie pod siebie do określonej rozgrywki. Dźwięki są dość głośne. Wrażliwe osoby mogą podkleić głośnik taśmą.

 

Nie ma sensu, żebym Wam dokładnie opisywała na czym polega ta gra, bo możecie to sobie przeczytać na opakowaniu gry. Napiszę tylko, że można tu nieźle poszaleć i odkryć swój aktorski talent. My bardzo lubimy kalambury, więc wiedziałam, że to gra w sam raz dla nas.

 

Według producenta gra przeznaczona jest dla dzieci od 6 roku życia, ale według mnie najlepiej sprawdzi się u dzieci w wieku szkolnym. Przyda się tutaj zarówno umiejętność czytania, jak i wiedza z różnych dziedzin. Przyznaję, że z niektórych tematów ciężko mi udzielić poprawnej odpowiedzi ;) Lubimy jednak takie zagadki, bo poprzez wspólną zabawę dużo łatwiej zapamiętać Maluchowi wiele ciekawostek, które z pewnością będą dla niego przydatne, kiedy rozpocznie edukację szkolną.

 

My gramy w ten sposób, że jesteśmy z Maluchem w jednej drużynie, a tata w drugiej. Czasem zamieniamy się z tatą Malucha miejscami. To gra w sam raz na długie zimowe wieczory.

 

 

 

 

 

 

Czas na serię CAROTINA i zabawę Szukaj i znajdź, czyli grę ćwiczącą uwagę i refleks małych dzieci.

 

 

Zasady są proste. To przede wszystkim gra na spostrzegawczość i refleks. My lubimy takie wyzwania.

 

Tu również nie ma tradycyjnej kostki, tylko są plansze ze strzałką. I stoper, czyli magiczny guzik. Wiadomo, że to Maluch uruchamia go za każdym razem.

 

Jest tu cała masa tekturowych kwadratów, pełniących rolę kart. Ich rogi nie są zaokrąglone. Szkoda, bo byłabym najbardziej zadowolona, gdyby były okrągłe :)

 

Najprostszą opcją według mnie jest gra w kolory. Tu poradzą sobie najmłodsze dzieci. My najbardziej lubimy wersję literkową. Jest dla nas na czasie, bo Maluch bardzo lubi  wszelkie zabawy z literami. Wiadomo jednak, że tu już jest niezbędna znajomość liter i maluchy sobie z tym nie poradzą.

 

Gra jest przewidziana dla dzieci od 3 roku życia, ale według mnie najlepiej sprawdzi się mniej więcej od 4 lat w górę. O ile z kolorami poradzą sobie trzylatki, tak z literami bardziej sześciolatki. Można oczywiście zacząć w to grać już z trzyletnim dzieckiem, a potem wraz z jego rozwojem można przechodzić do trudniejszych etapów gry.

 

 

 

 

 

 

 

 

I na koniec CAROTINA 1000 pytań.

 

 

To ciekawy zestaw dla dzieci w wieku przedszkolnym, które interesują się literkami. Można tu po prostu dać dziecku karty i marchewkę, a samo będzie wiedziało, jak się tym zająć ;) Maluch jest obecnie na etapie nauki samodzielnego czytania, więc zestaw idealnie nam w tym pomaga. Karty są dwustronne, dzięki czemu zabawa nie kończy się zbyt szybko. Są tu jednak nie tylko zadania literkowe. Część z nich dotyczy życia zwierząt, kształtów i kolorów, liczb i ogólnie środowiska.

 

Z kolei plansza do gry znajduje się wewnątrz pudełka, co jest fajnym rozwiązaniem. Zamiast kostki jest tu koło losujące z obrotową strzałką. Maluchowi taka forma bardzo odpowiada. Trzeba ją samodzielnie zamontować (to proste, wystarczy odchylić planszę z jednej strony i od spodu podpiąć strzałkę). Wskazówka bardzo lekko się porusza dookoła i nic się nie zacina. Ujęłabym to nawet w ten sposób, że obraca się jak szalona. To dla nas istotne.

 

Gra jest tak prosta, że sprawdzi się również jako pierwsza gra dla dzieci. To z kolei może się przydać przy rodzeństwie, kiedy jedno z dzieci jest młodsze.

 

Na koniec dodam, że to są niezależne od siebie gry, czyli planszówka i karty. Początkowo Maluch szukał jakiegoś powiązania między nimi, ale nic nie znalazł :)

 

Według Malucha główną atrakcją tego zestawu jest oczywiście marchewka. Światłem i dźwiękiem zaznacza prawidłową odpowiedź. Duży plus za to, że wystarczy delikatnie dotknąć końcówką marchewki prawidłową odpowiedź. To dla nas ważne, bo Maluch bywa bardzo niecierpliwy i potrafi się szybko zniechęcać. Tu tego problemu nie ma. Przy nieprawidłowej odpowiedzi marchewka sygnalizuje, że to nie był dobry wybór. Maluch oczywiście bardzo chętnie celowo zaznacza złe odpowiedzi, bo bawi go grymaszenie marchewy ;)

 

Instrukcja jest bardzo prosta. I to również jest duży plus, bo mamy w domu gry, gdzie kilka osób musi czytać instrukcję, żeby zrozumieć o co chodzi :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie pokazane tu zestawy są ładnie i solidne zapakowane, dzięki czemu świetnie nadają się na prezent. I my w tym roku skorzystamy z tej opcji, wręczając te same zestawy kuzynkom i kuzynom Malucha. A jak się pewnie domyślacie, z uwagi na to, że prowadzę bloga o takiej tematyce, nie mogę sobie pozwolić na to, żeby w ręce dzieci z naszej rodziny trafiły jakieś buble ;)

 

We wszystkich zestawach trzeba samodzielnie powypychać z szablonów różne elementy. Przyznam, że nie cierpię tego robić. Wolałabym, żeby wszystko od razu było luzem, zwłaszcza, jak trzeba coś wypinać z plastikowych ramek. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, jak jakieś zabawki są poprzykręcane na śrubki do pudełka. Wtedy to jestem wręcz wkurzona ;) Tu tego problemu na szczęście nie ma.

 

Zabawki LISCIANI możecie kupić w sklepach stacjonarnych lub przez Internet.

 

Dziękuję firmie Dante, która jest oficjalnym dystrybutorem produktów Lisciani w Polsce za przekazane zestawy.

 

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

4 komentarzy

  • Mam dwa zestawy z marchewką i jestem średnio z nich zadowolona, niestety trzeba dokładnie trafić w czarne kółeczko, żeby marchewka „zaliczyła” dobrą odpowiedź. Przez to córka szybko zniechęca. Za to zainteresowała mnie gra „Szukaj i znajdź”, może to będzie jakaś alternatywa do Dooble.

    • Mamiczka

      U nas z kolei marchewka działa bez problemów :) Inaczej Maluch też by się szybko zniechęcił. Może to kwestia zestawu? Nie mam niestety porównania.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>