537. Będę mamą przedszkolaka, czyli dom wariatów.

Chaos, chaos, czuję się chwilami jak wariatka. Ilość różnych lęków, które czają się obecnie w mojej głowie jest nieco przerażająca. Nie tylko dla mnie, ale też dla taty Malucha, który do wszystkiego podchodzi na totalnym luzie, o czym przekonacie się za chwilę.

Będę mamą przedszkolaka

Pojutrze Maluch rozpoczyna swoją przygodę z przedszkolem, a my nadal nie jesteśmy do końca gotowi. Właściwie to powinnam nazwać rzeczy po imieniu i napisać, że jesteśmy jeszcze w czarnej dupie. Tzn. ja jestem, bo tata Malucha oczywiście ma czas na wszystko ;)

Miałam przygotować wpis typowo wyprawkowy, ale zrezygnowałam z tego, bo w ostatnim czasie pojawiło się tyle postów na ten temat na różnych blogach, że niczego odkrywczego bym tu nie dodała.

Jak wiecie, nadal leżę jak kłoda, więc mam bardzo dużo czasu (ku rozpaczy taty Malucha) na rozmyślania. Mój mózg każdego dnia wytwarza kolejne wizje, czym doprowadzam do szału nie tylko siebie (sama się nakręcając), ale również męża. Maluch niczego nieświadomy nie zdaje sobie sprawy z walki, którą toczę sama ze sobą, aby nie odstawić przy nim szopki rozhisteryzowanej matki, która na myśl o tym, że będzie tam sam, ma ochotę gdzieś się zakopać i jakoś przetrwać te pierwsze dni. Spokojnie mogłabym zostać nornicą w podziemiach przedszkola. Już sam fakt, że jestem przykuta do łóżka i nie będę mogła go odprowadzać wywołuje u mnie czarną rozpacz. Tata Malucha z kolei twierdzi, że to lepiej i dla mnie i przede wszystkim dla Malucha (nie zrobię mu obciachu rzucając się na podłogę i desperacko próbując go zatrzymać ;)).

1378212073_d2qukb_600

Pomysłowość Malucha sprawia, że drżę na myśl o tym, co może tam wykombinować. Daleko nie muszę szukać. Wczoraj na placu zabaw stwierdził, że jego skarpety będą się bawić w chowanego i zakopał je w piaskownicy. Skutek tego był taki, że do domu wrócił tylko z jedną. Drugiej nie udało się odnaleźć. Kilka dni temu za żadne skarby nie chciał się rozstać z kijem, który znalazł gdzieś tam po drodze. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że kij był prawie jego wzrostu. Ładowanie się z czymś takim na huśtawki lub zjeżdżalnie jest jednak nieco kłopotliwe, zwłaszcza dla innych uczestników zabawy. Nie ma również żadnych problemów, żeby urządzić sobie małpi gaj na parapecie. W domu wszystkie klamki na oknach mamy z zamkiem, ale samo skakanie z parapetu doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego. A biorąc pod uwagę fakt, że w grupie takie ancymonki jak mój Maluch są jeszcze bardziej pomysłowe, mogę się spodziewać wszystkiego.

Jego zachowanie bardzo przypomina moje z okresu dzieciństwa, więc uwierzcie mi, jest się czego bać ;) Będzie chodził do tego samego przedszkola co ja i jego wychowawczynią będzie ta sama pani, która zajmowała się również moją grupą. To nieco koi moje nerwy, bo skoro poradziła sobie ze mną, to poradzi sobie również z Maluchem. A moje pomysły były czasem dość szalone. Z moją ówczesną przyjaciółką Anią, zrobiłyśmy sobie np. konkurs na wytrzymałość. Polegał on na ocenie, która z nas dłużej wytrzyma bez krzyku w czasie wbijania sobie gwoździa w stopę. Dodam, że bliznę po tych zawodach mam do dzisiaj ;) I właśnie tego typu akcji u Malucha boję się najbardziej.

– „Daj spokój, poradzi sobie” – tata Malucha na pełnym luzie podnosi mi ciśnienie. To oczywiste, że sobie poradzi, jak 16573729294873728298483 innych dzieci. Jednak ten fakt w żaden sposób nie wpływa na mnie kojąco.

– „Po co będziesz zamawiać przez internet, podjadę i kupię od ręki” – słyszałam to z ust taty Malucha wiele razy w ciągu ostatniego miesiąca. Efekt jest taki, że pojutrze Maluch maszeruje do przedszkola, a wyprawka plastyczno-higieniczna nadal znajduje się w sklepie, a nie w naszym domu. Chyba nie jest dla Was zaskoczeniem, że mam ochotę opiekać go za to na ruszcie ;)

– „Po co mu 3 pary kapci” – dla takiej zakupoholiczki jak ja, to cios prosto w serce ;) Stanęło na tym, że mamy dwie pary kapci, ale drżę, czy aby na pewno się sprawdzą i nie będę musiała w pośpiechu szukać jednak tej trzeciej (tu chodzi głownie o mój komfort psychiczny, ten stan zrozumieją jedynie inne zakupoholiczki).

– „Tylko nie szalej i nie kupuj mu kontenera ubrań do tego przedszkola” – oj tam, oj tam. Trzeba było mówić wcześniej ;)

– Wołam Malucha, żeby podszedł do mnie, bo akurat oglądam różne plecaki dla dzieci. Słyszę jak z drugiego pokoju nadciąga pershing, ale nie ten, którego wołałam. Mało się nie przewrócił, byle oznajmić mi jedno zdanie, w trybie, którego nie lubię – „Tylko czasem nie kupuj mu kolejnego plecaka!” – niestety nie dosłyszałam, bo akurat leciała fajna piosenka i zrobiłam sobie głośniej ;)

– „Po co mam go kłaść wcześniej spać, jak i tak nie zaśnie” – w takim razie proponuję kłaść Malucha po północy, wówczas z pewnością ochoczo będzie wstawał przed 07.00, zwłaszcza, że obecnie budzi się około 08.30. Wizja rozwścieczonego i niedospanego dziecka prowadzonego do przedszkola znacznie zwiększa poziom mojego dyskomfortu.

– „Nie padnie tam z głodu, nie pękaj” – jak słyszę to zdanie, mam ochotę wyruszyć na tatę Malucha z maczetą ;) Wiem, że nie padnie, ale jak będzie głodny, będzie rozdrażniony i osłabiony, co wiąże się z większą podatnością na infekcje. Maluch nie będzie jadł tego, co serwuje przedszkole (jestem się w stanie założyć o każdą kasę) i będzie zdany jedynie na to, co mu wcisnę do plecaka.

– „Nie ględź mi tu nad uchem, tylko zapisz na kartce o co mam zapytać w przedszkolu” – mówisz i masz. Z wystawionym językiem wykaligrafowałam wszelkie swoje pytania i wątpliwości. Następnie z wypiekami na twarzy wyczekuję powrotu małżonka do domu. Byłeś? „Byłem, ale zgubiłem kartkę i zapytałem tylko o to, co zapamiętałem„, czyli o jakąś 1/3 tego, co było zapisane.

– „Jak trochę popłacze, to nic mu się nie stanie” – klasyka. Jasne, że nic mu się nie stanie. Poza tym, że legnie w gruzach jego poczucie bezpieczeństwa, a mi pęknie serce, to istotnie, nic takiego się nie stanie ;) Kto by tam wnikał w takie pierdoły. Większość dzieci początkowo płacze w przedszkolu i żyje. Myślę sobie – jak Ci porysuję pilnikiem płytę z grą komputerową, to też tylko trochę pokwilisz i w końcu przestaniesz. Jednak nie będziesz już tak ochoczo zostawiał ich przy mnie (hłe, hłe, hłe).

Inne tematy rozmów pominę (takie jak uciekanie na spacerach), bo na samą myśl rośnie mi pompa. Odpowiedź taty jest jedna – relaaaaaaaaaaaax, take it easy.

Do tej pory Maluch był pozytywnie nastawiony do przedszkola. Wprawdzie musiałam go wyprowadzić z błędu (myślał, że zawsze będzie tam przy nim tata, niania lub ja), ale podchodził do tego ze spokojem. Wczoraj jednak nagle wyskoczył, że przemyślał sprawę i nie chce chodzić do przedszkola. To jedno niewinne zdanie spowodowało, że ilość moich czarnych wizji uległa zwielokrotnieniu. A jak tata na to zareagował? To oczywiste. Relax.

mamiczka_logo

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

26 komentarzy

  • szydelkomania

    Ten wpis jest na czasie również dla mnie, bo moja Jula też idzie do przedszkola. Czytając bardzo się ubawiłam, ale wiadomo, to taki śmiech histeryczny ;) śmieje się, bo nasze przedszkole ma z jednej strony szpital otoczony ławkami i drzewkami, a z drugiej strony są bloki i również ławki, więc 1go września jak już uda mi się ją zostawić w przedszkolu to rozsiąde się na ławce i przekibluje te wszystkie godziny, bo nic innego ze stresu nie zrobię :D no i stresuje się tym bardziej, że Jula trafiła do grupy 4latków, gdzie 2/3 grupy chodziło już wcześniej cały rok do przedszkola i praktycznie są zaznajomione z planem dnia i ogólnym funkcjonowaniem.
    Ale wszystkie wiemy, że dziecko oczywiście da sobie radę, a strach ma wielkie oczy ;)

    • Mamiczka

      Maluch też idzie do zgranej grupy 4-latków, co dodatkowo działa na mnie lękotwórczo :)) O ile nie powinien mieć problemów z nawiązaniem kontaktu z dziećmi (jest bardzo śmiały), tak z dostosowaniem się do pewnych zasad problemy już mogą być.
      Doskonale rozumiem syndrom ławki. Miałam w planach zakup psa, że niby przypadkiem wyprowadzam go ciągle na spacer w okolicach przedszkola :D

      • M.in dlatego z bólem serca zapisaliśmy Martynę rok temu do przedszkola, do trzylatków – wizja pójścia później do zgranej grupy napawała mnie jeszcze większym przerażeniem ;)
        Ale dacie radę! A z tym poczuciem bezpieczeństwa to nie dramatyzowałabym aż tak ;) Nawet jak będzie płakał na początku i bał się, czy wrócicie po niego, to szybko przekona się że w przedszkolu jest fajnie i będzie z pewnością chętnie tam chodził :) U nas dokładnie tak było. Co prawda (na szczęście) bez łez przy zostawaniu, ale już w ciągu dnia płacz był że chce do mamy. I kilkanaście pierwszych dni bywało ciężko też w domu. Ale z perspektywy czasu, szybko się przyzwyczaiła. Zresztą pisałam na fb, Martynka od kilkunastu dni dopytuje czy już dziś koniec wakacji bo ona chce iść do przedszkola się bawić ;) I życzę wam aby za rok u was było tak samo!

        • Mamiczka

          U nas w przedszkolu grupy są tak wymieszane, że i tak ciężko o jakąś większą integrację :) Na razie jest względnie zadowolony, ale jakiejś radości to u niego nie widzę. Zobaczymy, jak będzie dalej.

  • daj na luz kobieto :P u nas drugi rok już z tym że u mnie drugie dziecko ale i przy pierwszym nie panikowałam powiem ze przy drugim mi gorzej to idzie na dodatek Adam dwa tygodnie temu na słowo przedszkole wpadał w histerię !!! teraz ju tego nie robi ale i tak wiem że moze być cięzko oooo najgorzej sie nastawiam ze moze być tak że go niosę wrzeszczącego do przedszkola rozbieram wnosze do sali wrzeszczącego i zostawiam zamykam drzwi i uciekam do domu już to przerabiałam i z młodszym i ze starszym ech …

  • Ja się nie martwię jak sobie Młoda poradzi (nooo, może ciut) w przedszkolu, raczej się zastanawiam jak oni sobie poradzą z nią i czy w przedszkolu będzie odstawiać takie akcje jak w domu. Boję się, ze będą mi ją chcieli oddać wcześniej niż ja ją będę chciała odebrać :P Wyrodna ze mnie matka i cieszę się jak głupia na chwile spokoju, w szczególności, że Młoda potrafi wykończyć nerwowo, a mam Maluszka w brzuchu na stanie, więc chwila spokoju się przyda :)

  • Będzie dobrze, musi być :) zazwyczaj matki panikuja bardziej niż dzieci, wiem cos o tym moj syn tez kiedyś szedł pierwszy raz do przedszkola, już je skończył i we wtorek idzie do 1 klasy :) Dasz rade, Maluch tym bardziej, powodzenia :)

  • Dziewczyny jak ja Was rozumiem – dwa lata temu przechodziłam to samo. I także zastanawiałam się jak Panie z przedszkola poradzą sobie z moją córką, jak ona sobie da radę i tym podobne. Daliśmy radę wszyscy:) A teraz przechodzę to samo z moją drugą córką w porównaniu do której starsza to anioł. Ale teraz ja do tego podchodzę ze spokojem. Ze sto razy omawiałam już z nią schemat dnia przedszkolnego i … myślę, że i tym razem damy radę :) Wszyscy! Wy także :)

  • syna chcemy z mężem wysłać do przedszkola za pół roku, jak już będzie miał skończone trzy latka. już z nim na ten temat rozmawiamy, jednego dnia się cieszy drugiego wręcz przeciwnie. gorzej ze mną, jakoś tego sobie nie wyobrażam.
    tym bardziej, że na przeciw balkonu mam przedszkole ze żłobkiem. nowe dzieci swoją przygodę zaczęły miesiąc temu i od miesiąca stoi obok bramy wejściowej grupka dwulatków i cały dzień słyszę (potrafią tak przez 6godzin) płacz i mamoooo, mamooo. jeden przestanie zaczyna następny, albo wszyscy razem. tak mi szkoda tych dzieci :( panie przedszkolanki próbują jakoś zabawiać te dzieci, ale kiepsko im idzie.

  • No to jestem cała ja!
    Dokładnie cały ten wpis to tak jakby moje myśli i moje obawy, tylko moja Anka idzie już do drugiej klasy!
    Nic się nie zmieniło!
    Wrzesień najgorszy, potem już będzie ciut lepiej ;)

  • Ja to przeżywałam rok temu. Teraz nie mogę się doczekać wtorku. Odliczam dni, godziny, minuty :)
    A tak dla pocieszenia:
    1. wyprawka nie jest konieczna już pierwszego dnia. Przedszkola maja jakieś zapasy art. plastycznych z zeszłych lat. U nas przynosiło się wszystko początkiem września. Nie wiem jak u Was, ale w naszym przedszkolu wszystkie kredki, plasteliny, itp są wspólne. Jak malują to kredki lądują na środku stolika i wszyscy malują wspólnie.
    2. Ciuchów przydaje się dużo, tzn spodni dresowych, bo w tym najwygodniej i koszulek. My nie mamy w domu wykładzin, a w przedszkolu są, więc Młody wyciera sobie na nich dziurę w spodniach. I ciągle trzeba nowe i nowe. Pantofle też jakoś szybko się wykańczają.
    3. Nie martw się, że Maluch wchodzi do grupy która się już zna. Im Młodsza grupa tym łatwiej przyjmują nowych. Nie są jeszcze tak zgrani jak np 5-latki.
    A teraz żeby Cię jeszcze bardziej dobić ;) : nie wiem jak u Was, ale w naszym przedszkolu nie da się za bardzo dokarmiać dziecka jedzeniem z domu. Ciężko by chyba było panią upilnować dzieciaki ze swoimi przekąskami, dzieci mogłyby być zazdrosne o inne jedzenie itp Ale nie martw się, mój MEGA NIEJADEK w przedszkolu zjada prawie wszystko. I dlatego przede wszystkim tak czekam na ten wtorek :) Młody trochę mniej :/ Ważne jest (jak nam tłumaczyły panie z przedszkola), żeby nie mówić dziecku: dziś na obiad barszczyk, pewnie nie zjesz, bo tego nie lubisz. Później dzieci mówią, że nie jedzą bo mama tak kazała :)
    I życzę Maluchowi żeby spodobało mu się w przedszkolu, a Tobie, żebyś za rok, tak jak ja teraz, wyczekiwała rozpoczęcia roku szkolnego

    • Mamiczka

      Ostatecznie Maluch trafił do grupy 5-latków :/ Ale jest tam kilka 4-latków.
      U nas jedzenie może mieć swoje :)) To był mój warunek, jak go tam zapisywałam.

  • Serdecznie dziękuje za wszelakie wpisy, sama mam 3 latkę która pójdzie do przedszkola, rezolutna dziewczynkę przy Mnie ale w grupie różnie może być. Ale jestem dobrej myśli i staram się za dużo nie myśleć bo przekombinuje a po co .Co ma być to będzie a będzie ok .Pozdrawiam wszystkich rodziców.

  • u nas tez stresik jest, choć to drugi rok przedszkola, Denisek nie chce tam chodzić…ale wiem że będzie dobze – pierwsze dni są najgorsze….choc w pierwszym roku jego miłość do przedszkola na wydruku wyglądałaby jak wykres sinusoidy

  • Mam tak samo.
    Tyle, że ja nie leżę, no i będę musiała zaprowadzić do przedszkola dwójkę dzieci naraz.
    I też właśnie o tym napisałam, coby się nieco odstresować.
    Trzymam kciuki i nie będę Cię wkurzać żadnym komentarzem typu :daj spokój” albo „dasz radę”. :D
    Łączę się w stresie:)

  • Dzięki Kasiu za stronę mojego sklepu. Dobra robota. Dzisiaj jednak ważne jest, jak wnuczek przetrwał dzień. Zadzwonię wieczorem.
    Aktualizując ofertę mozna dfodać odzież i akcesoria dziecięce dobrej jakości.
    Cierpliwości, Maluch zaraz wróci do domu pełen wrażeń.

  • I jak pierwszy tydzień?
    Doskonale rozumiem wszystko, o czym piszesz, tyle że u nas od kilku dni żłobek. Poziom stresu sięga zenitu, bo przecież Róża jest taka malutka! Jakoś jednak idzie, z każdym dniem jest coraz lepiej, chociaż na wejściu jest ryk, a mi się serce kraja i najchętniej płakałabym razem z nią. :( Siedzę potem w szatni i nasłuchuję albo pod otwartym oknem staram się wyłapać wszelkie niepokojące dźwięki. :) Ehhh… dzieciaki dadzą radę! :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>