714. Seria książek dla dzieci Przyjazna Łapka, którą objęłam patronatem medialnym + KONKURS!

Dzisiaj pokażę Wam serię świetnych książek dla dzieci Wydawnictwa Amber, którą objęłam patronatem medialnym. To mój pierwszy patronat, jeśli chodzi o książki dla dzieci. Do tej pory nie podejmowałam się tego (poza patronatem medialnym Akademii Duckie Deck, bo uważam, że to świetna inicjatywa —>  KLIK). Kiedy jednak zerknęłam pierwszy raz na konspekty tych książek, to od razu wiedziałam, że będą świetne i warto nagłośnić ich premierę.

 

Z racji patronatu nie tylko Maluch otrzymał egzemplarze tych książek, ale również dla Was mam do rozdania aż 3 takie super komplety. Szczegóły konkursu znajdziecie na dole wpisu. Warto wziąć udział, bo zadanie konkursowe jest proste, a książki są naprawdę ciekawe.

 

Zacznę od tego, że wprawdzie są to książki przeznaczone dla najmłodszych dzieci, to jednak mój sześciolatek chętnie wyciąga je do czytania. Warto jednak pamiętać, że ich główna grupa docelowa to młodsze przedszkolaki.

 

Seria Przyjazna Łapka Wydawnictwa Amber to wyselekcjonowane książki, którymi zachwycają się dzieci na całym świecie. Książki te zdobywają różne nagrody i szczyty list bestsellerów. Nie bez powodu. A to jeszcze nie koniec serii, bo szykują się kolejne hity.

 

Obecnie książki są w atrakcyjnych cenach. Warto skorzystać. W sam raz na Dzień Dziecka :)

 

 

A każdy widział kota —>  KLIK.

 

 

To krótka historia o pewnym kocie. Jest tu bardzo mało tekstu, dzięki czemu książka sprawdzi się u maluchów. Ze wszystkich książek z tej serii to właśnie ta jako pierwsza zwróciła uwagę Malucha. I sam ją sobie przeczytał :)

 

Na poszczególnych stronach możemy się przekonać, jak widzą kota różne stworzenia, typu wąż, ryba czy pies. Autor w pomysłowy sposób pokazuje, jak perspektywa, z jakiej patrzymy, kształtuje to, co widzimy. Bardzo mi się te wizje spodobały. Maluchowi również.

 

Nie kojarzę, abyśmy mieli już wcześniej tego typu książkę. A jak wiecie, przewijały się ich u nas nie tyle setki, co nawet tysiące książek dla dzieci.

 

Książka ma twardą okładkę. I boskie ilustracje, które świetnie uzupełniają tekst.

 

 

Żyrafy nie umieją tańczyć —>  KLIK.

 

 

To krótka historia z przesłaniem. Jest rymowana. Główną bohaterką jest żyrafa. Nieco koślawa i mało zgrabna. Okazuje się jednak, że wbrew pozorom również i ona może świetnie tańczyć. Wystarczy w to jedynie uwierzyć.

 

Jest na liście bestsellerów od blisko 20 lat. Strony z tańczącymi w parach zwierzętami bardzo nas rozbawiły. W niektórych miejscach główna bohaterka ma takie miny, że mam od razu skojarzenia, jakby zażyła coś, czego nie powinna ;) Nie zmienia to oczywiście w żaden sposób mojego odbioru tej książki, bo to według mnie najbardziej wesoła książka z tej serii.

 

Książka ma twardą okładkę i bardzo kolorowe ilustracje, co możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

 

 

Rycerz, który nie chciał walczyć —>  KLIK.

 

 

Tu również tekstu jest niewiele. Jest rymowany. Autor pokazuje, że do osiągnięcia sukcesu nie zawsze konieczna jest przemoc. Nawet, jeśli przeciwnikiem jest okrutny smok ;)

 

Głównym motywem jest tutaj miłość do książek. A my takie motywy lubimy. Poza tym jest tu również wątek kupy, przez co książka od razu wysoko się uplasowała w rankingu Malucha ;)

 

Książka ma twardą okładkę i podobnie jak poprzednie, bardzo fajne ilustracje.

 

 

Za dużo marchewek —>  KLIK.

 

 

Tym razem głównym motywem książki jest przyjaźń. Tekstu również jest niewiele. Okładka najbardziej mnie przyciągnęła.

 

Nie wiem dlaczego, ale ta książka kojarzy mi się z Kubusiem Puchatkiem ;)

 

Książka ma twardą okładkę i pomysłowe ilustracje.

 

 

Jak schować Lwa —->  KLIK.

 

 

To krótka historia o tym, że pozory mogą mylić. Pomysłowa dziewczynka wciąż szuka sposobu, jak schować lwa, aby nikt go nie znalazł. Jak się pewnie domyślacie, nie było to łatwe. Sama miałabym problemy, aby ukryć w domu coś tak wielkiego ;) Mam problemy z odpowiednim ukryciem różnych szaleństw zakupowych przed czujnym okiem taty Malucha, a co dopiero gdybym miała gdzieś schować takiego zwierzaka.

 

I chociaż lew był postrachem w oczach mieszkańców miasta, to okazał się bardzo pomocny.

 

Książka ma twardą okładkę. Ilustracje nie są tutaj aż tak barwne, ale świetnie współgrają z tekstem.

 

 

Kto przytuli Misia Tulisia? —->  KLIK.

 

 

Tu z kolei głównym bohaterem jest mały miś, który koniecznie chciał się do kogoś przytulić. Okazało się jednak, że to wcale nie jest takie łatwe. Miś ma w sobie coś takiego, że jest rozczulający.

 

Finał wiadomy. Najlepiej przytulić się do mamy ;)

 

Książka ma twardą okładkę i ciekawe ilustracje. Zwłaszcza strony z różnymi pozycjami do przytulania skradły serce Malucha :) Oczywiście od razu musieliśmy testować jak to jest się przytulać np. na kanapkę, czy oj-nie-odchodź. Na wersję przytulenie do góry nogami nie dałam się jednak namówić ;)

 

 

A teraz obiecany konkurs.

 

Do wygrania są aż 3 komplety zaprezentowanych wyżej książek (czyli w każdym komplecie jest łącznie 6 książek).

 

 

Zadanie konkursowe jest proste. W komentarzu pod tym wpisem napisz, jaka była Twoja ulubiona książka z dzieciństwa (jedna!) i dlaczego akurat ta.

 

Bawimy się od dzisiaj, tj. 25.05.2018 r. do 01.06.2018 r. do godz. 23.59. Spośród wszystkich prawidłowych zgłoszeń wybiorę 3 osoby, które zgarną nagrody. Wyniki ogłoszę na dole tego wpisu w ciągu 3 dni od chwili zakończenia konkursu.

 

UWAGA! Pamiętajcie, że komentarze na moim blogu są moderowane. Oznacza to, że Wasze konkursowe zgłoszenie nie będzie od razu widoczne. Powinnam je zaakceptować w ciągu kilku godzin. Jeśli w ciągu 24 h nie pojawiłoby się wśród innych zgłoszeń, napisz do mnie na maila czymzajacmalucha@gmail.com.

 

Ważnym warunkiem prawidłowego zgłoszenia konkursowego jest podanie przy zgłoszeniu swojego adresu e-mail. Wypełniając pola komentarza macie tam odpowiednie miejsce do tego. To ważne, bo później z tego adresu mailowego zwycięzcy będą musieli się ze mną skontaktować. UWAGA! Nie wpisujcie swojego maila w treści zgłoszenia konkursowego (tylko w odpowiednim do tego polu – chodzi o kwestie bezpieczeństwa danych i obecnego szaleństwa z RODO).

 

Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Czym zająć Malucha?

2. Konkurs trwa od 25.05.2018 r. do 01.06.2018 r. do godz. 23.59

3. Nagrodami w konkursie są 3 komplety książek Wydawnictwa Amber. W skład każdego zestawu wchodzą książki: A każdy widział kota, Żyrafy nie umieją tańczyć, Rycerz, który nie chciał tańczyć, Za dużo marchewek, Jak schować lwa, Kto przytuli Misia Tulisia.

4. Zgłoszenia konkursowe zostawiacie w komentarzu pod wpisem.

5. Ogłoszenie wyników nastąpi pod tym wpisem w ciągu 3 dni, a zwycięzcy mają 3 dni na to, aby skontaktować się ze mną mailowo z adresu, który podawali przy zgłoszeniu. Jeśli tego nie zrobią, wybiorę kolejne osoby.

6. Zastrzegam sobie prawo do usunięcia zgłoszenia, które narusza regulamin konkursu lub powszechnie przyjęte normy obyczajowe.

7. Dane osobowe zwycięzcy konkursu będą wykorzystane wyłącznie w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia konkursu zgodnie z regulaminem.

 

Powodzenia!

 

WYNIKI

 

Przede wszystkim bardzo Wam dziękuję za tak liczny udział w konkursie. Większość wymienianych przez Was książek pamiętam ze swojego dzieciństwa. I chętnie powracam wspomnieniami do tamtych lat :) Jak wiecie, bardzo nie lubię wybierać zwycięzców, bo najchętniej nagradzałabym wszystkich biorących udział. Ale to niestety nie jest możliwe. Tym razem nagrody wygrywają Kamisia, Agnieszka D i Janka. Zwycięzców proszę o kontakt ze mną na czymzajacmalucha@gmail.com w terminie 3 dni. Nagrody są już u mnie, więc w mailu proszę o podanie adresu do wysyłki. UWAGA! Maila należy wysłać z adresu mailowego wpisywanego przy zgłoszeniu konkursowym.

 

Edit: Wydawnictwo Amber postanowiło dorzucić do puli nagród aż 5 dodatkowych kompletów, więc dodatkowo do grona zwycięzców dołączają Marta Dętka, KasiaKa, Agnieszka Ebing, Łukasz i Anka Malinowska.

 

Gratuluję :)

 

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

79 komentarzy

  • Moja ulubiona ksiazka z dziecinstwa byl ‚Mikolajek’.
    Niestety w tamtych czasach nie bylo nas stac na wiele,wiec przygody glownego bohatera poznalam dopiero dzieki osiedlowej,pachnacej starym papierem i kurzem bibliotece do ktorej zapisalam sie majac zaledwie 8 lat. Z ta ksiazka mam wiele wspomnien. Pomagala mi zwalczyc wiele stresujacych aspektow zycia,pozwolila wyciszyc sie i przeniesc sie do ‚innego wymiaru’.
    Mam do niej tak wielka slabosc,ze nazwalam syna tym samym imieniem ,a na naszej polce dumnie widnieje seria ‚Mikolajkow’ do ktorej ja ochoczo i chetnie ciagle wracam.

  • Gałgankowy skarb ☺️ Mama czytała mi ją tyle razy że potrafiłam ją recytować z pamięci. I zawsze na imprezach rodzinnych wyciągałam tą książkę i udawałam że czytam. Wszyscy byli pod wrażeniem 😀 Miałam wtedy jakieś 3 latka. A najfajniejsze jest to, że moja córka również uwielbia tą książkę. I razem ją sobie „czytamy”.

  • Nigdy nie brałam udziału w tego typu konkursach ale… Ale pytanie wyzwoliło falę wspomnień ;) ulubiona książka – „tajemniczy ogród” i film na jej podstawie z 1996 roku bodajże obejrzany na szkolnej świetlicy… Do tej pory każdego roku na przednówku zapach mokrej ziemi oczekującej na przebudzenie i taki specyficzny dla tej pory roku zestaw barw, zapachów i dźwięków powoduje, że mimowolnie z moich wspomnień wynurza się obraz ogrodu – tajemniczego ogrodu… Zawsze chciałam trafić do takiego ogrodu, to jest taka wewnętrzna tęsknota by gdzieś w zapomnianym murze odnaleźć furtkę do innego świata ;) może kiedyś się uda ;)

  • Słownik języka angielskiego w obrazkach😂Dostałam go mając 5 lat i co wieczór przez kilka lat oglądałam ze starszą siostrą.Miał piękne ilustracje z postaciami Disneya do których można było dopowiadac dowolne historie.Do dziś(25 lat) jest w moim rodzinnym domu i służy kolejnym pokoleniom które oglądają go z uśmiechem na buziach:) A ja nadal widzę oczami wyobraźni ilustracje w nim zawarte.

  • Bajka z dzieciństwa …. i od razu pojawia sie przed moimi oczami książeczka z serii „seria z Wiewiórka” pt. Sezamki 😍. Od razu mam ciepłe wspomnienia z Babcia, która wiele razy czytała mi bajkę o dwóch przyjaciółkach, spędzających wakacje na wsi, których przyjaźń wystawia na próbę sroka… sroka, która lubi sezamki😜 Do tej pory mam ta książeczkę, chociaż od czasów, kiedy czytała mi ja moja Babcia minęło ze 30 lat a może wiecej . Teraz czasami czytam ja mojemu synkowi 😀 Czy wnuki tez ja będą czytać ? Kto to wie😜 Babcia i Sezamki – czyż nie idealne wspomnienie bajki z dzieciństwa ???

  • Pierwsza myśl to „Kareta z piernika” Wandy Chotomskiej ,oczywiście stare wydanie z 88’roku , biorąc pod uwagę tamte realia marzyło mi się wtedy zjedzenie takiego piernika , wręcz czułam jego zapach oglądając obrazki ….:)

  • Pippi Pończoszanka była dla mnie najweselszą i najbardziej zwariowaną dziewczynką na świecie!
    Kto nie pamięta jej dwóch rudych wiecznie stojących warkoczy? :)
    Mała bohaterka potrafiła zawsze poprawić mi humor swoimi dziwnymi przygodami, a z dialogów śmiałam się w głos! :) Jako dziecko marzyłam, żeby mieć takie życie jak ona. :)
    No i ta siła oczywiście… :) Potrafiła przecież podnieść swojego konia. :)
    Ta książka na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
    Z Pippi nie można było się nudzić. :D

  • „Sekret taty i ciężarówka” autorstwa Anne-Catharina Vestly, Minęła już (O Matyldo!) 25 lat odkąd pierwszy raz trafiłam na tę pozycję a ona niezmiennie przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Perypetie 10 osobowej rodziny znam do dzisiaj, pamiętam, że utożsamiałam się z nimi, gdyż sama urodziłam się w rodzinie wielodzietnej. A gdyby tego wszystkiego było mało dzisiaj ja jestem mamą a moje dzieci mają tatę, który jeździ ciężarówką :) To nie przypadek!

  • Dzieci z Bullerbyn :) na sama myśl uśmiech maluje mi się na twarzy:) Książka zdecydowanie pobudza wyobraźnie i cieszę się bardzo, że nadal znajduję się w kanonie lektur szkolnych. Mam nadzieję, że nie jedno dziecko tak jak ja śięgnie po nią z przymusu, by następnie się w niej zakochać i nie jednokrotnie nawet w dorosłym życiu zatracić się w niej, powrócając dla marzeń z dzieciństwa:) Tak, mając 20 kilka lat zdarza mi się do niej wrócic hihi

  • Uwielbiałam „Dzieci z Bullerbyn”. Sama nie wiem ile razy czytałam tę książkę. Moim wielkim marzeniem było zostać, którymś z tych dzieci i przeżywać wszystkie ich przygody. Rodzice byli tylko tłem, nie ograniczali ich pomysłów i wyobraźni. Dodatkowo zawsze byłam głodna po lekturze, bo opisywane przez nich jedzenie, wydawało się bardzo smaczne.

  • „Plastusiowy pamietnik” Marii Kownackiej znacie? Jeśli tak, to pewnie mój zachwyt nad książeczką podzielcie :)
    Ludek z czerwonej plasteliny, co w drewnianym piórniku z gumką i stalówkami mieszka – otóż ów Plastuś wraz z Tosia nam przygód dostarczyć nie omieszka.
    Moja ulubiona historyjka dotyczy łapcia-czyli babcinego kapcia, co służył jako auto z extra srebrną kierownicą… wierzcie mi lub nie … mimo upływu wielu już lat -kapcie z guzikami zawsze mnie ucieszą i zachwycą.
    Sama miałam swojego Plastusia i jeszcze lada moment plastusiowymi przygodami „zarażę” mojego synusia. Książeczka jest znakomita, większość opisanych przygód mój prywatny Plastuś przeżywał w domu- ale o tym cicho sza!!! Poczytajcie jeśli nie znacie, a zapewne w ów opowiadankach się zakochacie!!!

  • Gdy myśle o ksiażce z dzieciństwa, tej ulubionej, ktora pamietam do tej pory jest Mary Poppins. Odrazu mam przed oczami wspomnienie lata u kuzyna i odkrycie u niego w biblioteczce tej książki. Pamietam pożołkłe kartki..zarys okładki, ilustracje. Przenosiła mnie w magiczny świat z ekscentryczna nianią. Zabawne przygody jej podopiecznych były tak barwne, że zazdrościłam im ich;) i tej miłości miedzy rodzeństwem. Od tamtej pory nigdy do niej nie wrociłam…czekam, aż przeżyje te przygody jeszcze raz z moimi dziećmi i zagości ona w ich dzieciecej biblioteczce.

  • Gdy myśle o mojej ulubionej książce z dzieciństwa jest nią Mary Poppins. Kojarzy ona mi sie z beztroskim latem u kuzyna i odkryciem jej w jego biblioteczce. Pomimo upływu lat pamietam pożołkłe kartki, zarys okładki, ilustracje. Magiczne przygody ekscentyrycznej Mary pochłaniały mnie do reszty (dobrze, że jest kilka cześci). A dzieciakom z ulicy Czereśniowej zazdrościłam milości miedzy rodzeństwem. Od tamtej pory jeszcze do niej nie wrociłam…czekam..czekam aż wspolnie bede sobie ją przypominać z moimi dziećmi. Napewno zagości już niedługo w ich dzieciecej biblioteczce, gdyż uwielbiają czytać jak ich mama:))

  • Ksiazka, ktora pamietam (i mam po dzis dzien!) to akurat wiersze Brzechwa dzieciom – z lisem, dzieciolem, sowa i bodajze kaczka na okladce 😁 mialam slabosc do wierszy, zapamietywalam je w mgnieniu oka, przeczytane raz zostawaly w glowie. Zywie do nich sentyment z tego wzgeldu, ze moj niesforny synus potrafil pobyc chwile w ciszy wlasnie wtedy, kiedy zaczynalam: „Skad Ty jestes krokodylu? Ja? Znad Nilu!…” itd. Skupial sie na tym, sluchal i moglam szybko dobiec z wozkiem do domku i przewinac 😂 A tak poza tym wszystkim moj tata bardzo lubil poezje, a jak to sie ladnie mowi: „genow nie oszukasz” 😉 powodzenia wszystkim! 😊

  • Moim hitem jest „Pchła Szachrajka”, którą jako dziecko dostałam od cioci.
    Mimo, iż bohaterka jest krętaczką przeżywa wiele intrygujących przygód, które za każdym razem mnie zachwycają. Książka oczarowała również mojego starszego syna, który teraz zaraża fascynacją młodszego brata ;)

  • Jako dziecko miałam dość dużo ulubionych książek. Jednak największe wrażenie wywarło na mnie BRZYDKIE KACZĄTKO. Była to pierwsza bajka nad którą musiałam się zastanowić i przemyśleć o co w niej chodzi. Pamiętam jak pierwszy raz przeczytał mi ją mój tata (pewnie czytana była już wcześniej, ale dopiero wtedy do niej dojrzałam, by ją zrozumieć – miałam ok. 9 lat). Tego wieczoru przeczytał ją aż 4 razy! Potem przez kilka miesięcy czytał mi ją codziennie. Pokochałam tę bajkę za piękny przekaz i za to, że dobrze się kończy. Jednak brakowało mi w niej, że zwierzęta, które dokuczały brzydkiemu kaczątku nie zostały ukarane – jak to zazwyczaj w bajkach bywało. Po tej lekturze założyłam nawet zeszyt i w nim pisałam nowe historie dla kaczątka, które później opowiadałam rodzeństwu. Najczęściej były w formie komiksu. Na końcu tych historyjek łabędź miał już swoje dzieci i były one ładniejsze od dzieci kaczek z którymi dorastał. Jednak piękne, młode łabędzie były bardzo skromne i przyjaźniły się z kaczątkami. Razem przeżywały fantastyczne przygody. (…ależ to są miłe wspomnienia).

    Obecnie w domu mamy kilka wersji Brzydkiego Kaczątka (różnych wydawnictw i autorów). Jedne podobają się nam bardziej, inne mniej, ale wszystkie cenimy za ich piękny przekaz. Dwuletnia córka uwielbia bardzo prostą wersję opisaną przez Wiesława Drabika

  • U mnie nie typowo…bo moja ulubiona książka to baśnie Hana Christiana Andersena…tu nawet nie chodziło o książkę tylko o babcię, która wieczorem kładła się obok mnie w mojej ulubionej krojowce pomiędzy starą szafą, która przypominała o Narnii, i metalową również wiekową maszyna do szycia…prawie jak u śpiącej królewny. Babcia tworzyła dla mnie świat pełen pięknych historii i mam nadzieję, że Andersen nam wybaczy, ale w naszym przypadku jego bajki miały zawsze szczęśliwy koniec. Babcia sama je tworzyła…kiedy po latach otrzymała tą słynną książkę dla swoich dzieci szepnąła do mnie ” teraz ty będziesz czarować”:)

  • Zdecydowanie moja ulubiona książka to „Dzieci z Bullerbyn”! Mała, żółta książeczka, dość już zniszczona wielokrotnym czytaniem. Od ciut ponad 20 lat stoi na półce w moim starym pokoju w rodzinnym domu i czeka na swój wielki powrót jak córka jeszcze troszkę podrośnie bym mogła jej ją przeczytać. A czekam na to z niecierpliwością. Dlaczego akurat tą? Bo opowiadała o przyjaźni, o rodzeństwie, ktorego nie miałam, o innych zwyczajach niż u nas, o cudownej przyrodzie (a nie blokowisku), o zabawach i śmiesznych sytuacjach. Inny świat do którego z przyjemnością wracałam :)

  • Ulubionych książek z dzieciństwa miałam i nadal mam bardzo wiele, trzymam dla córy cały regał. Oczywiście ulubione zmieniały się wraz z wiekiem, ale gdy byłam malutką dziewczynką bardzo lubiłam wszystkie małe książeczki-bajki z serii „Poczytaj mi mamo”. Duże wrażenie pozostawiła bajka o daktylach (wtedy wydawało się, że to nie byle jaki rarytas) i opowieść o Warszawie (która dla mnie była miastem na końcu świata). Każda z bajek była pisana piękną polszczyzną i ilustrowana wspaniałymi obrazkami różnych plastyków. Pewnie dlatego nowe, kilkutomowe wydanie było moim pierwszym zakupem (!) po zajściu w ciąże :-) .

  • Kiedy pomyślałam o mojej ulubionej książce z dzieciństwa, zobaczyłam przeszkloną biblioteczkę pełną baśni, bajek i wierszy. Jednak ukochaną lekturą, czytaną przeze mnie dziesiątki razy, nie był zbiór baśni, a niepozorna książeczka , w zielono-białej okładce o tytule „Piotr i Urszula. Przygody dzieci w drodze do Jezusa”. Był to zbiór opowiadań o przygodach bliźniąt, przygotowujących się do I Komunii Świętej. Historie poruszały ważne tematy, takie jak np. kłamstwo, zazdrość, pokusa, tolerancja dla odmienności, pojawienie się nowego członka rodziny, a nawet ciężka choroba i śmierć najbliższej osoby. Przy okazji mówiły o tym, czym jest Chrzest Święty, jak należy zachowywać się w Kościele, objaśniały historię Bożego Narodzenia. W czasie, gdy rodzice byli zapracowani, a starsze rodzeństwo miało swoje sprawy, książeczka pomagała mi uporać się z rozterkami, wyjaśniała kwestie, o które wstydziłam się zapytać dorosłych. Pamiętam, że wzbudzała we mnie przeróżne emocje- od radości (gdy dzieci przyjęły I Komunię Świętą), przez wstyd (gdy podobnie jak bohaterowi, zdarzyło mi się skłamać), po smutek (gdy zachorował mały braciszek Piotra i Urszuli). Wydaje mi się, że choć od czasu, gdy byłam małą dziewczynką, świat niesamowicie się zmienił, to tematy poruszane w książce są nadal aktualne. Nie wiem tylko, czy dla współczesnych dzieci, które przyzwyczajone są do opowieści „rysowanych” metaforą, książka nie okazałaby się zbyt dosłowna, trudna czy bolesna. Niemniej jednak o trudnych sprawach trzeba rozmawiać i jestem przekonana, że spotkania z Piotrem i Urszulą wywarły na mnie pozytywny wpływ, pokazały czym jest dobro, wyjaśniły wiele ważnych dla mnie kwestii.

  • Aneta Sztompka

    „Madika z Czerwcowego Wzgórza” – jakoś nawet chyba bardziej niż „Dzieci z Bullerbyn”, które też uwielbiałam. Przygody Madiki jakoś najbardziej do mnie przemawiały – może dlatego, że tak jak główna bohaterka też miałam młodszą siostrę, która wszędzie za mną chodziła. Wszystkie ferie, wakacje i długie weekendy spędzałyśmy na wsi u babci i dziadka, gdzie często puszczane byłyśmy samopas i różne pomysły przychodziły nam do głowy (podobnie jak Madice). Sporo moich książek z dzieciństwa przetrwało w dość dobrym stanie i obecnie znajduje się na półce (półkach?) mojego starszego syna (7 lat), jednak „Madikę z Czerwcowego Wzgórza” musiałam kupić nową, bo moja była po prostu zaczytana. Nasz obecny egzemplarz też pewnie nie przetrwa zbyt długo, ponieważ Jasiek też uwielbia przygody Madiki :-)

  • Jedną z moich najukochańszych była książeczka Myszka Pik, wypożyczana z pobliskiej biblioteki. Była to pierwsza przeczytana samodzielnie od deski do deski, przy której na głos składałam literki na kolanach taty. Pamiętam jak tata zaznaczał ołówkiem kropki przy zdaniu, na którym skończyliśmy czytać (wiem, zbrodnia! :) Pięknie ilustrowana, autora Witali Bianki. Gdy przeczytałam pytanie konkursowe od razu sobie o niej przypomniałam i nie mogę pojąć, dlaczego jeszcze nie mamy swojego egzemplarza.

  • Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Niezwykłe przygody Błękitnego Króliczka”. Książkę dostałam od Mikołaja pod poduszkę chyba jak miałam 5 czy 6 lat. Jak na tamte czasu (początek tak 90)byla niesamowitym okazem. Piękna, kolorowa, z krótkimi opowiadania o zwierzątka, o fajnej, bezpiecznej i uczącej dobrych zachowan treści. Wspominam ja z wielkim sentymentem i do dziś ma swoje kluczowe miejsce w mojej biblioteczne. I jest też juz ulubiona książka mojego synka, który jako 2 latek mógłby już ją oglądać i prosić o czytanie na okrągło;)

  • Oczywiście „Ania z Zielonego Wzgórza”. Uwielbiałam wczuwac się w perypetie Ani. I tak nam do dziś – uwielbiam się wczuwac. Poza tym lubiłam się z Ania utożsamiać

  • Anka Malinowska

    „Bajeczki z obrazkami”, ktorych autorem byl W. Sutiejew, radziecki autor opowiadań dla dzieci. To byla moja pierwsza ksiazeczka, która obudzila we mnie świadomą ciekawość świata. Pamiętam jak męczyłam wszystkich po kolei, żeby mi ją poczytali. Moj egzemplarz przepadl ale jak tylko zaszłam w ciążę przeprowadziłam dochodzenie… przekopalam caly internet i obeszlam wszystkie antykwariaty w moim mieście. Najwiekszym utrudnieniem bylo to ze pamiętałam najdrobnieisze szczegóły mianowicie ilustacje, bohaterów, kolejność opowiadań, ale o zgrozo nie pamiętałam tytułu. Po 3 miesiacach intensywnych poszukiwań znalazlam… Kosztował bardzo duzo, ale nie ma to znaczenia. Wspomnienia zwiazane z tą książką i niebywała przyjemność z czytania jej mojemu synkowi rekompensują wszystko…. Jest to nasz mały skarb.Pozdrawiam serdecznie

  • Pierwsza książka jaką przeczytałam, miałam 8 lat i chorowałam na świnkę – „Doktor Dolittle” Hugh Loftinga. Pokochałam Doktora bo był super gościem. Facet umiał rozmawiać ze zwierzętami, był więc moją pokrewną duszą :). W moim domu było zawsze dużo zwierząt. A ja zostałam zaklinaczem psów, kotów i kóz w szczególności…
    Po latach dochodzę do wniosku, że Hugh Lofting znalazł rozwiązanie na nauczenie dzieci szacunku i miłości dla zwierząt. Pozdrawiam serdecznie.

  • O Boziu jakie cudowności!!! Prawdziwa książkowa uczta. Oczywiście biorę udział w konkursie, bo o taki zestaw grzech nie walczyć!

    Moja ulubiona książka z dzieciństwa, to pewien zbiór wierszy,z których moim ukochanym były Rupaki Danuty Wawiłow. Napisałam pewien ponieważ tu właśnie zaczyna się problem- nie pamiętam tytułu tej książki. Mam przed oczami ilustracje, które uwielbiałam oglądać. One miały taki charakterystyczny styl. Pamiętam prawie na pamięć wiersz o Rupakach, a tytułu niestety nie. Przekopałam już Internet w poszukiwaniu tej książki i niestety nie mogę jej odnaleźć. Tak bardzo chciałabym do niej wrócić, wspominam ją z ogromnym sentymentem. Nie mam pojęcia co to mogła być za książka, ale wiem, że gdybym ją zobaczyła od razu wiedziałabym, że to właśnie ta. Mam nawet pomysł, żeby zaglądać do antykwariatów, może gdzieś akurat czeka na mnie. Allegro przejrzałam i niestety nie znalazłam.
    A ten wierszyk o Rupakach to był mój naj naj najukochańszy. Uwielbiałam, kiedy mama czytała mi go wieczorem, choć znałam go na pamięć. Te rupaki były w mojej wyobraźni całkiem żywe:) Do dzisiaj kiedy przypomnę sobie ten wierszyk zalewa mnie takie ciepło wspomnień z dzieciństwa.
    Sami zobaczcie, czy nie jest cudowny?

    Usiądź przy mnie, mamusiu.
    Coś ci powiem do uszka…
    Wiesz, kto do mnie przychodzi,
    jak się kładę do łóżka?
    Takie śliczne, pucha te,
    kolorowe jak ptaki…
    Za nic w świecie nie zgadniesz!
    To przychodzą RUPAKI !

    Te RUPAKI, mamusiu,
    to są takie zwierzaki –
    trochę jakby kociaki,
    trochę jakby dzieciaki,
    trochę jakby motyle,
    krokodyle czy raki…
    Nie rozumiesz, mamusiu?
    No, po prostu – RUPAKI!

    Są RUPAKI dorosłe
    i RUPAKI – dzieciaki,
    są RUPAKI – dziewczyny
    i RUPAKI – chłopaki,
    są RUPAKI – mądrale
    i RUPAKI – głuptaki,
    są brzydale i wcale,
    wcale ładne RUPAKl…

    Te RUPAKI mieszkają
    w różnych dziurach i kątach,
    i na przykład za szafą,
    gdzie się kurzu nie sprząta,
    i w szufladzie tatusia,
    i na półce z książkami,
    i w wózeczku dla lalki
    też nocują czasami.

    Strasznie boją się myszy
    i nie lubią jeść sera,
    zawsze tańczą kozaka,
    gdy na burzę się zbiera,
    śpią w kaloszach, a kąpiel
    zawsze biorą we frakach…
    Nie chcesz wierzyć? Naprawdę!
    Ja się znam na RUPAKACH !
    Jeśli spotkasz któregoś
    w kuchni albo w łazience,
    to go możesz pogłaskać
    albo wziąć go na ręce,
    tylko nie mów przypadkiem:
    Jejku, co za pokraka!,
    bo ty nie wiesz, jak łatwo
    jest obrazić RUPAKA!

    Popatrz, popatrz, już przyszły.
    Jeden siedzi na oknie!
    Oj, przepraszam, mamusiu,
    że tak ziewam okropnie!
    Jak mi bajkę opowie,
    to powtórzę ci rano…
    Teraz już mnie pocałuj…
    Zaraz zasnę… Dobranoc!

    • Mamiczka

      Ola Hamkało na swoim instastories pokazywała dzisiaj tę książkę :) Właśnie ze swojego dzieciństwa. Tak myślę, że to była ta książka, bo były tam Rupaki. A na ilustracji taki dziwny ludzik, który mi przypominał Plastusia :) Książkę wydawała Nasza Księgarnia.

  • Pierwsze skojarzenie to Muminki. Najpierw książka była czytana przez mamę. Potem, równolegle z bajką w telewizji, były wydawane małe ilustrowane, już kolorowe, książeczki, które dziecko mogło sobie samo oglądać i wziąć do rączek. Cudowne wspomnienia związane z tymi opowiadaniami. Niezwykle interesujący był ten zaczarowany świat! Bardzo lubiłam wszystkie postacie i ich tajemnice, przygódy.
    Chcę teraz swojego malucha wciągnąć w te opowiadania. Ciekawa jestem czy się jemu spodoba oraz jaki będzie mój odbiór – już jako dorosłej!

  • Moją ulubioną książką z dzieciństwa był ‚Pinokio’. Bardzo ją lubiłam, bo była taka nieoczywista, bo bohaterem była kukiełka i nie było w niej jedynie bajkowo i kolorowo. Pinokio popadał w tarapaty, był naiwny i trochę niegrzeczny. To się skądś znało jako dziecko ;)

  • Dzieci z Bullerbyn! Uwielbiałam ja, bo mogłam realizować ich pomysly. Do dzisiaj pamiętam nasze próby przekazywania sobie wiadomości między oknami sąsiadek, za pomocą sznurka i puszki, w której chowalysmy liściki. Albo chodzenie do sąsiada, który miał kozę, a ona była dla nas jak owieczka. Zabawy w stogach siana .. kłótnie między nami .. to był opis mojego dzieciństwa. I książka, która wzbudziła we mnie miłość do czytania, zdecydowanie!

  • Jako dziecko uwielbiałam szperać w biblioteczce swoich rodziców i bawić się w szkołę, nadając swoim uczniom – lalkom – nazwiska znanych pisarzy. Im ciekawsze – tym lepsze ;) Taki Pio Baroja był chyba najczęściej wzywany do tablicy i rugany na swoje występki ;) Zaraz za nim dziewczynka o podwójnym nazwisku: Ewa Szelburg – Zarembina. Oooj, ile ona razy dostała linijką po łapach! Nawet nie będę opowiadać, bo jeszcze ukarzą stara nauczycielkę…O ile jednak „Perwersyjna zmysłowość” mnie nie skusiła, o tyle „Tomka zucha” przerabiałam ze swoimi uczniami na każdej lekcji. Ukochałam tę książkę. Wciąż i wciąż tłumaczyłam dzieciom – na przykładzie dobrych uczynków Tomka – że warto mieć złote serce. Sama chyba jednak nie miałam takiego złotego serca, bo gdy język polski przerobiliśmy doszczętnie, przyszedł czas na plastykę i wycinanki. Zgadnijcie, jaka książka poszła jako pierwsza pod nożyczki?

  • Synonim dzieciństwa i świata fantazji
    zaczął się w szkole w przy pewnej okazji
    jako lekturę ją przeczytać musiałem
    i tak w Panu Kleksie się wtedy zakochałem…

    Teraz gdy o nim wspominam po latach
    przenoszę się w czasie i marzenia przeplatam:
    by uczniem w szkole Ambrożego móc zostać
    i do owej magicznej Akademii się dostać
    Chciałbym by moim przyjacielem się stał
    i nierealistyczny pokazywał mi świat…

    Wielkim sentymentem darzę tę opowieść
    na zawsze zapamiętam i wnukom opowiem :)

  • Mama Hani 😀

    ” Mała księżniczka ” czytałam ja chyba ze 100 razy i nigdy mi sie nie znudziła, zawsze stawialam siebie w roli bohaterki .

  • Moją ulubioną książką z dzieciństwa była pozycja zakazana… :)))))) Nie, nie był to kolorowy magazyn z barwnymi zdjęciami a był to „Konik Garbusek.” A książkę tę zakazała mi czytać Babcia z którą mieszkaliśmy a gdy pytałam dlaczego to odpowiadała, że zza Buga nawet książek lepiej nie czytać. Nie miałam pojęcia co ma Bóg do Garbuska dlatego czytałam ukradkiem. Co to były za emocje! :-D Wania, Garbusek, Daniło, Żar ptak, Cud dziewczyna – to wszystko było tak magiczne, że przez wiele wiele tygodni nie liczyło się dla mnie nic innego. Z tą książką chodziłam do szkoły, chowałam ją za szafą, żeby Babcia nie znalazła. Coś musiało być na rzeczy bo już jako dorosła osoba skończyłam filologię rosyjską. :)

  • Mama Wiktorka

    Jestem jedynaczką. Wychowałam się na wsi, z daleka od innych domów i dzieci. Może to właśnie dlatego tak bardzo do dziś kocham zwierzęta, a w szczególności psy. Były one zawsze obecne w moim życiu. Wspólne zabawy na podwórku, spacery do lasu, głaskanie. Jako dziecko wolałam przebywać z moim psem niż z innymi ludźmi. Dlatego też moją ulubioną książką z dzieciństwa jest „O psie, który jeździł koleją”. Nie jest to łatwa książka, powiedziałabym nawet, że smutna, ale prawdziwa, bo pokazuje jaką wierną istotą jest pies.

  • Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Pollyanna”. Niesamowicie wartościowa dla każdego – dla małego i dużego- gdyż mała bohaterka, obciążona i doświadczona negatywnie przez los, w każdej sytuacji, nawet tej mega złej, stara się dostrzec „coś” pozytywnego. Jest to świetna nauka, by nie widzieć tylko czubka własnego nosa, ale zwracać uwagę na innych. Powieść zmienia postrzeganie z katastroficznego na „ja mam źle, ale inni mają gorzej i muszę wziąć się w garść i poradzić sobie ze swoją sytuacją, by móc pomóc innym”. Takie podejście czyni człowieka PIĘKNYM!

  • Mother of Dragons

    Ulubiona, wręcz ukochana i wspominana przez lata książka z dzieciństwa to „Sceny z życia smoków”. Wydana w tym samym roku, w którym się urodziłam i ku mojej wielkiej radości kilka lat temu wznowiona. Kultowa pozycja pełna zabawnych historii zarówno dla małych, jak i dużych.
    Smocza banda, pełna indywidualności, żartująca z krakowskiego kolegi, pryszczata żaba w „pepegach”, Chenia, która jako jedyna wyszła bez szwanku z zagłady dinozaurów bawią jeszcze bardziej niż wtedy.
    Do dziś jestem miłośniczką zupy ogórkowej, knedli ze śliwkami i saksofonu. Muchomory na maśle jakoś mnie nie przekonały 😜

  • Agnieszka Ebing

    Pamięć bywa ulotna, dlatego tak naprawdę nie wiem czy napiszę o książce, którą rzeczywiście lubiłam najbardziej. Napiszę o książce, którą teraz, z perspektywy trzydziestu kilku lat, pamiętam jako ulubioną, taką, która natychmiast stanęła mi przed oczami, gdy przeczytałam pytanie konkursowe.To jedna z pozycji kultowej serii Poczytaj mi mamo pod tytułem „Agnieszka opowiada bajkę”. Dla tych, co nie znają fabuły: Agnieszka opowiada mamie bajkę o kotku, który szukał swojej mamy. Prosił o pomoc szczeniaczka, ale ten nie potrafił mu pomóc. Zaprowadził go do ludzkiej mamy. Na koniec Agnieszka zapytała mamę, czy przygarną prawdziwego kotka, którego dziewczynka znalazła pod domem.
    Tym, co od razu zachęciło mnie do tej książeczki było imię tytułowej bohaterki. Agnieszka to też moje imię, dlatego mogłam łatwo wyobrazić sobie, że to rzecz o mnie samej, że to o mnie ktoś napisał i zilustrował książkę. Zresztą, książkowa Agnieszka wyglądała trochę jak ja, też jak ja czekała na powrót mamy z pracy i jak ja chciała mieć własne zwierzatko:) I jak tu nie chcieć wracać do takiej bohaterki?

  • Ania z Zielonego Wzgórza! I w ogole cała seria. Opowieśc pełna ciepła ale i niepozbawiona humoru, nadal wzudza moj zachwyt. Gdy w czwartej lub piątej klasie była omawiana jako lektura, ja miałam już przeczytane wszystkie części. Dziś pomimo 30 na karku nadal od czasu do czasu podczytuję któryś tom. Martwię się tylko ze moi chłopcy (4 i 1) nie będą podzielać mojego zachwytu. Ale może spodoba im się któraś z przedstawionych tu ksiąžek☺

  • Bardzo mi się podobają te książeczki, są takie inne ;) Myślę, że mojemu dziecku również przypadną do gustu, dlatego spróbuję swoich sił w konkursie :)
    Czytać uwielbiam od zawsze i chyba właśnie dlatego ciężko wybrać ulubioną pozycję. W dzieciństwie, a może nawet gdy byłam „początkującą” nastolatką, fascynowały mnie książki typowo dziewczęce, np. Ania z Zielonego Wzgórza, Pollyanna, Zaczarowany ogród oraz Córka kapitana okrętu. Chcąc wskazać tę naj, naj musiałam się odrobinę zastanowić, jednak zdecydowanie wybieram ostatnią, tj. Córka kapitana okrętu autorstwa Ireny Szczepańskiej. Obecnie nie jest to chyba zbyt popularna pozycja. Nie wiem jak było 20 lat temu, ale w moje ręce nie trafił egzemplarz wprost z drukarni, a ze strychu mojej babci. I chyba to mnie właśnie wtedy najbardziej kręciło, że to takie stare wydanie z początku lat pięćdziesiątych, wydawało mi się, że jest to coś wyjątkowego! Wiedziałam, że książkę czytała najpierw babcia i jej siostry, potem moja mama i jej siostra, a teraz trafiła do mnie. Już jako taki dzieciak czułam, że to fajna sprawa. Dodatkowo na stronie tytułowej zawarto dopisek, że to powieść dla młodych dziewcząt, co w moich oczach dodawało duuużo klasy i dawało taki efekt łał! Oczywiście i tak najważniejsza była sama fabuła, zarówno śmieszna jak i wzruszająca, zapewne w jakiś sposób utożsamiałam się z uczuciami głównej bohaterki (chociaż nasze sytuacje życiowe absolutnie nie miały ze sobą nic wspólnego). Jest to takie fajne, lekkie, dziewczęce czytadło :) Główna bohaterka to Włoszka, a takie klimaty geograficzne lubię w literaturze do chwili obecnej, więc może to zbieg okoliczności, a może Córka kapitana okrętu wywarła na mnie aż takie wrażenie? ;)
    Jedno jest pewne. Jak moja córcia odrobinę dorośnie, to z pewnością podsunę jej Córkę kapitana okrętu i mam nadzieję, że jej również przypadnie do gustu.
    Nawiasem mówiąc, dzięki termu konkursowi jestem pewna na tysiąc procent, że w najbliższym czasie wrócę do wszystkich książek, które wymieniłam, a zacznę rzecz jasna od Córki kapitana okrętu. Aż się uśmiecham do siebie, gdy o tym myślę :)

  • Moją ulubioną książką wczesnego dzieciństwa był Kogucik Złocisty Grzebyk. Było to wydanie trochę trójwymiarowe ( zapomniałam jak się to nazywa). Szczerze nie wiem do dziś co mi się najbardziej podobało w tej książeczce czy nieporadny kogucik czy cwana lisica czy bohaterscy kot i kos. A może wierszowany powtarzający się tekst, który szybko zapamiętałam lub piękne ilustracje? Mam tę książeczkę do dziś. Choć stan nie jest pierwszorzędny, mam nadzieję, że moje dzieci też ją polubią. Mam do niej ogromny sentyment.
    Pozdrawiam, Ania

  • Miałam pisać „Dzieci z Bullerhyn”, bo kocham tą książkę i właśnie czytam że starszym synem, ale chyba jednak „W pustyni i w Puszczy”. Przeczytałam ją mając 6 czy 7 lat (bo brat cioteczny akurat omawiał w szkole) w jakieś 2-3 dni. Siedziałam nad nią nonstop, pamiętam to do dziś. A potem przez kilka miesięcy moją ulubioną zabawą było odgrywanie roli Nel. Wyciągałam w to też wspomnianego brata, który chcąc nie chcąc był Stasiek 💛

  • Ja pamietam ksiazke Pollyanna ktora wywarla na mnie wtedy ogromne wrazenie. Zmienila poglad na wiele spraw. Piekna historia o tym ze powinnisny wdzieczni za to co mamy. Juz wkrotce mam nadzieje przedstawic ja synkowi.

  • „wracaj do domu, karmelku”
    Bo to pierwsza samorzielnie z wlasnej woli przeczytana. Bo jest o piesku i smutna ale z hapi endem.

  • Ulubiona książka z dzieciństwa to Rękawiczka.Była to histiria zimowej rękawiczki.Najcudniejsze jednak było to,ze ksiązka była własnie w kształcie rękawiczku.Mam ją do dziś.

  • Hmm…takich książek było wiele…wahałam się mocno co tu napisać, ale zdecydowanie najbliższa memu sercu, chociaż z późniejszego dzieciństwa, jest historia rudowłosej Anii- tak, wspomniana już wyżej „Ania z Zielonego Wzgórza” – kocham tę książkę miłością niezmienną… najpierw wielokrotnie czytałam pierwszy tom, który do dziś od lat stoi na regale…a potem poleciała cała seria, wtedy jeszcze pożyczona. Uwielbiam tę dziewczynkę, potem młodą kobietę, która pomimo przeciwności losu potrafiła walczyć o swoje, zabierała w świat swojej cudnej wyobraźni najbliższych jej ludzi i zarażała optymizmem :) Książka pełna wzruszeń, humoru, prostych mądrości…
    Niedawno, już jako dorosła dostałam w prezencie od Męża całą serię…i to w wydaniu mojego pierwszego tomu, które nie jest już ogólnie dostępne… :) jemu udało się zdobyć od kogoś używane… twarda, kolorowa okładka, mhmm …i cała seria zdobi regał w salonie i czeka … aż moja Córcia, Ania ;) dorośnie do tej lektury…ciekawe czy też będzie podzielać moje uwielbienie dla tej książki ;) mam nadzieję… :)
    PS. A jakie fajne przepisy można znaleźć w książce kucharskiej Ani ;)

  • Dzieci z Bullerbyn – Astrid Lindgren

    Prosta książka o zwykłych dzieciach, a dla mnie 4-latki, której ze 100 razy czytały ją mama i babcia, to książka tajemnicza, po której kładąc głowę na poduszce długo przed zaśnięciem myślałam o bohaterach, tworząc historie z moim udziałem. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy 2 czy 3 lata później dowiedziałam się, że Szwecja – kraj w którym mieszkają dzieci z Bullerbyn, istnieje naprawdę, a byłam święcie przekonana, że to miejsce takie samo jak zamek złego czarownika z Kota w Butach czy wioska Smerfów :-) Dzieci wyobrażałam sobie jako 15-20 centymetrowe ludziki-krasnoludki, a Astrid Lindgren, autorkę książki, jako jakąś bajkową wróżkę, no bo przecież nikt nie nosi tak dziwnego imienia i nazwiska jak ona :-) Teraz tę książkę czytam moim maluchom – nawet ten sam egzemplarz z mojego dzieciństwa, chociaż już mocno sfatygowany i co chwilę uśmiecham się z sentymentem i przypominam sobie z jakim przejęciem ja słuchałam jej fragmentów.

  • Moja ulubiona to „W aeroplanie” Juliana Tuwima prześmieszna historia o babci której uciekła kurka z podwórka 😊 napisane wierszem, kto nie zna polecam przeczytać 😊😊😊ja miałam pięknie ilustrowaną do tej pory mam miłe wspomnienia i sentyment … ☺

  • Moją ulubioną ksiązką z dzieciństwa była książka o Czerwonym Kapturku :) do tej pory mam wspaniałe wspomnienia z czytania tej książki oraz jest na mojej półce z książkami:)

  • Do dzisiaj wracam do tej książki bo jej przesłanie jest ponadczasowe. Mi czytała ją mama, a teraz czytujemy ją z moim czterolatkiem i mam nadzieję, że i dla niego będzie to swego rodzaju drogowskaz. „Mały Książe”, a tam „Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś.” To moje życiowe motto, choć proste i wydawałoby się banalne. Kiedy mi smutno zawsze staram się trzymać fragmentu: „Śmiech jest dla życia jak studnia na pustyni.” A odkąd na świecie pojawił się mój syn każdego dnia widzę, że „Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem.” <3 <3 <3

  • Moja ulubiona książka z dzieciństwa, ta ta którą otrzymałam w
    prezencie od mojego taty w wieku 10 lat. Pamiętam, że czytaliśmy ją
    wspólnie na kanapie przez kilka zimowych wieczorów a z każdą
    stroną było coraz trudnej się od niej oderwać… „Biały Kieł” to
    naprawdę piękna i niezwykle wzruszająca książka o wilku, który
    zaznał od ludzi mnóstwo okrucieństwa i cierpienia…łzy same
    napływały mi do oczu i nie obeszło się bez chusteczek… Była częścią
    mojego dzieciństwa i z przyjemnością po latach przekazałam ją
    własnej córce. Egzemplarz widnieje teraz na półce w pokoju i choć
    trzeba było nieco podreperować okładkę to czeka w kolejce na moją
    4 letnią już wnuczkę. Poprzez fakt, że nosi w sobie masę wartości do
    dziś mam do niej ogromny sentyment. Myślę, że to jedna z tych
    książek, którą chciałabym przeczytać jeszcze raz po raz pierwszy :)

  • Pierwsze książkowe skojarzenie z dzieciństwem to „Cudowna podróż” i jej biało-niebieska okładka na której widać dziką gęś i siedzącego na niej chłopca. To historia o niegrzecznym chłopcu, który w ramach nauczki za swoje złe postępowanie zostaje pomniejszony do rozmiarów skrzata i podróżuje przez Szwecję wraz ze stadem dzikich gęsi. W dzieciństwie sama byłam chłopczycą i trochę łobuzem – wolałam wspinać się na drzewa i przeskakiwać na podwórko przez siatkę ogrodzenia zamiast przejść przez bramkę która była 2 metry dalej :) niż bawić się lalkami, więc pewnie dlatego tak porwały mnie klimaty tej książki. Poza tym zapamiętałam ją jako grube tomiszcze i byłam z siebie bardzo dumna jak ją przyniosłam z biblioteki a później przeczytałam! Swoim chłopcom ją kupię – ale stare wydanie, to które mam w pamięci :)

  • Pamiętam jak dziś.. Mam 12 lat, tata przynosi mi książkę, którą pokocham całym sercem. Wtedy średnio lubiłam czytać, ale po tej lekturze z wypiekami na twarzy czekałam na kolejne części. Mowa oczywiście o książce Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Zakochałam się w magii, bohaterach, a nawet papierze, na którym była drukowana ta powieść. Czytałam ją być może 100 albo nawet 200 razy. Dzisiaj mam już prawie 30 lat, a przygody Harrego dalej mi towarzyszą.

  • Moja ukochana książka z dziecinstwa to Plastusiowy pamiętnik. Gdzie pladtus z plasteliny maly przyjazny stworek z okropnie duzymi uszami ulepiony przez mala dziewczynke ozyl i zamieszkal w dtewnianym piorniku razem z innymi przyborami szkolnymi. Stalowka niesforna gumka i linialem. Plastus o smiesznym wygladzie wokol wzbudzal sympatkie i usmiech. Mial wiele ciekawych acz strasznych przygod by ponownie powrocic do domu. Jako dziecko bardzo pragnelam miec takze takiego szkolnego tajemniczego przyjaciela na dobre i na zle. Od tros klopotow i szalonych psotow. Pamietam jak bardzo chcialam mniec taki drewniany piornik a mialam chinski wuec wzielam mamy drewniana szkatulke przywieziona z wycieczki w góry i w nim nosilam kredki. Choc niezbyt byl ladny i wygodny ten piornik ja jadnak hylam szvzesliwa. Achbte dzieciece wielkie zmarywienia i problemy tak wazne ze zistaja z nami na zawsze.

  • „Kłamczucha” Małgorzaty Musierowicz.
    Miałam 10 lat i była to moja pierwsza nie bajkowa książka. Byłam zachwycona, zwłaszcza tym, że akcja działa się w Łebie (a byłam tam na wycieczce szkolnej) i Poznaniu, gdzie mieszkałam. Czułam się już bardzo dorosła i byłam dumna, że czytam książki o dorosłych sprawach. W końcu główna bohaterka miała już 15 lat, to nie byle co :-)
    Do teraz czytam każdą nową książkę z „Jeżycjady”. Może jestem już na nie „trochę” za duża, ale nadal je uwielbiam.

  • Moją najnajnajulubieńszą książką była ta której tytułu niestety nie pamiętam. Czytałam ją wiele, wiele razy – opowiadała o rodzinie, którą odwiedzała babcia, była tam postać taty, który był śmieszkiem i miewał szalone pomysły. Pomimo usilnych starań nie pamiętam ani tytułu ani autora. Jednak to pokazuje jak wielki wpływ mają książki na życie człowieka. Dlatego choć nieraz mi się nie chce to zawsze ale to zawsze czytam dzieciom zarówno wieczorem jak i wtedy gdy o to poproszą. :) Zwłaszcza w dobie tabletów, smartfonów i innych grająco-piszcząco-denerwujących cudów jest to dla mnie bardzo ważne.

  • Bajarka opowiada! Nie wiem, co było dokładnie w tej książce aż tak niesamowitego, ale otwieralam ja i dopiero po godzinie łapałam ponownie kontakt z rzeczywistością.. Pamiętam to wyeksploatowane do granic możliwości wydanie, ktorego w pewnym momencie już nie dało się rady po raz setny skleić… kilka lat temu dorwałam nowe wydanie, byłam tak zaskoczona, że „moją” Bajarkę wznowiono! Otworzyłam książkę z ciekawością, chociaż bardziej myślałam, że będzie to sentymentalny prezent dla siebie samej niż coś więcej. Ale nie, magia została, ocknęłam się po kilkudziesięciu stronach :-)

  • Moją ulubioną książką z dzieciństwa (i to bardzo wczesnego dzieciństwa) była książeczka o Kubusiu Puchatku, któremu skończyły się słoiki z miodem. Głodny Miś odwiedził Królika, który szykował się do kolacji, wyjadł jego zapasy miodu a na koniec utknął w wejściu do norki. Jako dwuletnie dziecko uwielbiałam tę historyjkę i kazałam ją sobie ciągle czytać. Dzięki temu nauczyłam się jej na pamięć. Gdy odwiedziła nas sąsiadka, wyciągnęłam książeczkę i wodząc paluszkiem po tekście zaczęłam recytować całą opowieść a wyglądało to tak jakbym ją rzeczywiście czytała. Czytające dwuletnie dziecko musi wyglądać co najmniej zabawnie więc wywołało to dużo śmiechu :-) książeczka jest poklejona i sfatygowana (co jest zasługą młodszej siostry), lecz mimo to zajmuje szczególne miejsce na naszym regale z książkami. Ta dwudziestopięcioletnia książeczka, do której mam ogromny sentyment, jest znów w użytku, a to za sprawą mojej siedmiomiesięcznej córeczki, której codziennie duuużo czytamy :-)

  • Moją ulubioną książką z dzieciństwa była Pippi Pończoszanka. To była taka książka, którą po raz pierwszy przeczytałam jednym tchem. Później często do niej wracałam. Jej przygody były niesamowite i fascynujące.
    Doskonale pamiętam jak będąc jeszcze dzieckiem marzyłam o przyjaźni z Pippi (sama byłam bardzo nieśmiała, więc przydałby mi się taki przyjaciel). Marzyłam o wspólnych przygodach z tą odważną, przebojową i mega niesforną dziewczynką. Chciałam zamieszkać w Willi Śmiesznotce razem z jej koniem i małpką. Marzyłam, że przygarniemy tam wiele innych zwierząt, których ludzie nie trzymają w domach,
    jak np. małą czarną panterę. Zamierzałam razem z nią nie chodzić do szkoły! No i oczywiście razem zarządzałybyśmy walizką pełną złotych monet, dzięki którym spełniałybyśmy dziecięce marzenia 😉😉

  • Moja ukochana książka z dzieciństwa to… „Bajki” Aleksandra Puszkina (Książka i Wiedza, Warszawa 1987). Niezwykłe, magiczne ilustracje i poetycki tekst to moje pierwsze książkowe wspomnienia. Połączone nierozerwalnie z ukochanym dziadziem, który wprowadził mnie w ten niezwykły świat.

  • Ja od zawsze byłam fanka Pippi i wszystkich jej przygod:) żałuję że synowi nie przypadła do gustu a córka jest jeszcze za mała. Ale w końcu do niej dorośnie:) a mi z miłości do Pippi zostało to, że do dziś farbuje się na rudo:) no i czasem…. nosze skarpetki nie do pary:))

  • (A)nia z Zielonego Wzgórza to z dzieciństwa moja książka ulubiona;
    (N)awet była kiedyś przeze mnie wymarzona;
    (I) dlatego na urodziny od Rodziców ją dostałam;
    (A) szczególne to były urodziny, bo akurat nad morzem je spędzałam;

    (Z) tą rudowłosą piegowatą dziewczynką zaprzyjaźnić się chciałam;

    (Z) zapartym tchem jej przygody czytałam;
    (I) tak na przemian śmiałam się i płakałam;
    (E)ch, tyle emocji i wzruszeń w trakcie czytania miałam;
    (L)osy Ani pokazują, że z każdą trudnością można sobie poradzić;
    (O)czywiście dobre serce i miłość tutaj dużo mogą zaradzić;
    (N)auczyć się mogłam od Ani wiele;
    (E)widentnie tego, że najważniejsza jest miłość i przyjaciele;
    (G)łowa na zielono pofarbowana to sprawa przegrana;
    (O)tchłań rozpaczy – jak mawiała Ania – jest wtedy gwarantowana;

    (W)arto marzyć i z fantazją żyć;
    (Z)awsze w zgodzie ze sobą być;
    (G)dy tak przygody Ani w przepięknym Avonlea czytałam;
    (Ó) – uśmiech na twarzy, a czasem i łzy w oczach miałam;
    (R)aptem książka się skończyła;
    (Z)atem Mama na następne urodziny dalsze części zakupiła;
    (A) więc jestem posiadaczką całej serii Ani – rudowłosej dziewczyneczki i te wszystkie książki przekażę pewnego razu dla mojej córeczki:)

  • Ech, ten zestaw jest cudny 3> .Moja głowa już przetwarza, które z tych książek zamówić. Jak narazie generuje jedynie hasło : WSZYSTKIE :-D. Tylko dopiero co przyszła duża paczka książek. Jak żyć ;-).?!
    Dlatego też motywuję się do udziału w konkursie. Bo pozornie to łatwe pytanie okazało się dla mnie bardzo trudne. Słowo klucz – jedna! Czy to możliwe, żeby wybrać tę jedną, jedyną, naj? A przecież było ich tak wiele. Każdy etap mojego dzieciństwa to kilka ulubionych tytułów czy serii. Ale ponieważ nie chcę kolejny raz wspominać o ukochanej Ani, dzieciach z Bullerbyn, baśniach zarówno braci Grimm jak i Andersena i innych to wspomnę może o książce, która głęboko utkwiła w mojej pamięci. A jest to „Zwyczajne życie” Joanny Chmielewskiej, o zwariowanych przygodach Tereski i jej przyjaciółki Okrętki. He, he etymologię imienia pamiętam do dziś (Alina- Alinka – Linka – Linka okrętowa – Okrętka). Mnóstwo dobrego humoru i ciekawej akcji. Czytałam je namiętnie po kilka razy i do dziś darzę wielkim sentymentem. Oczywiście o przygodach dziewczynek można poczytać w kolejnych tomach. Ta książka jest dla mnie taka trochę „magiczna” bo to taki „pomost” między mym dzieciństwem, a byciem nastolatkiem/ wczesną dorosłością. I to właśnie dzięki niej zrodziła się moja MIŁOŚĆ do Joanny Chmielewskiej i jej poczucia humoru. Jestem jej wiernym czytelnikiem aż po dziś. A „Zwyczajne życie” wraz z mnóstwem innych książek (najczęściej są to lekkie kryminały) stoją dumnie w mojej biblioteczce. Mam nadzieję, że moje dzieci również pokochają jej twórczość, do której ja sama często wracam.

  • Z tego co pamiętam to najbardziej lubiłam:
    1. Książkę z Baśniami H.Ch.Andersena z ilustracjami Szancera. Miłością do nich zaraziła mnie moja mama, która jako dziecko również lubiła je czytać, uciekała chyba wtedy od trudnego i biednego dzieciństwa. Wszystkie historie są po prostu piękne i przejmujące znałam je prawie na pamięć, to jedna z najczęściej czytanych przeze mnie książek w tamtym czasie. Wbrew pozorom poruszają ważne i trudne tematy. Do dzisiaj książka znajduje się w mojej biblioteczce, nosi co prawda ślady użytkowania ale nieznaczne. Rodzice nauczyli mnie szanować rzeczy a już w specjalny sposób traktować książki.
    2. Bajki samograjki J. Brzechwa, to kolejna książka, którą pokazała mi mama i którą baaardzo lubiłam. Czytałam rymowane bajki i grałam na flecie-kiedy zaczęłam chodzić do szkoły. Rymowane historie łatwo wpadały w ucho, więc nawet kiedy jeszcze nie umiałam czytać udawałam przed mamą, że znam literki i recytowałam na pamięć tekst z książki.
    3. 365 bajek na dobranoc to króciutkie opowiastki z pięknymi ilustracjami. Same w sobie historyjki nie były powalające, natomiast pamiętam jak siadałam obok łóżka mojej prababci, która złamała nogę (od tamtej pory niestety powoli zaczęła chorować na Alzheimera i demencję starczą) i czytałam jej właśnie tą książkę. Zaśmiewałam się do łez kiedy na kraba mówiła świnka i jeszcze kilka innych zwierzątek przeinaczała, wiedziała że przecież nazywają się inaczej a jednak za każdym razem nazywała je tak żebym mogła się śmiać. To była najwspanialsza osoba z całej mojej rodziny, rozdałaby wszystko co do niej należało, zawsze każdemu pomagała i o wszystkich się troszczyła. Lubiłam tą książkę chyba najbardziej przez wzgląd na nią.
    Podsumowując-dzięki wpisowi zorientowałam się, że miłością do książek wszelakich zaraziła mnie mama, choć nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, a dzisiaj to ja jako mama pokazuje starszemu synkowi jak wspaniały może być świat wyobraźni w nich zawarty, staramy się czytać w każdej wolnej chwili, a kiedy dosiada się do nas młodszy syn wybieramy książeczki całokartonowe i czytamy razem.

  • Wiele książek uwielbiałam jednak najbardziej w pamięć zapadła mi „Baśnie z gór” (Elena Chmielova). Dlaczego? Cudowne ilustracje plus tajemniczość, cudowne opowieści. Niezwykle klimatyczna książka.

  • Moją ulubioną książką z dzieciństwa, a w zasadzie książeczką, była i nadal jest pozycja Wandy Chotomskiej „Dziesięć bałwanków”. Książka jest z 1981 roku, ale moja córka czyta w 2018 i też jej się podoba. Na kolejnych stronach książeczki nieroztropne bałwanki roztapiają się z przeróżnych zabawnych powodów np. jeden bałwanek „nie wiedział po co są kaloryfery, jak się dowiedział, to zostały 4”. Dziecko w dowcipny sposób uczy się liczyć, a tak naprawdę obejmować.
    Mam mnóstwo książeczek tego typu oraz z serii Poczytaj mi mamo. Moi rodzice prowadzili introligatornię i oprawili wszystkie w jedną całość, dzięki czemu zachowały się do dzisiaj i czytam je swoim dzieciom. Kolejną ciekawą sprawą jest słownictwo, które obecnie wychodzi z użycia np słowo PLED, dzięki czemu dzieci poznają słownictwo, które kiedyś mogą spotkać w lekturach szkolnych.

  • „Karolcia i niebieski koralik” po pierwsze dlatego, że to moja imienniczka, po drugie bo była to pierwsza „taaaka gruuuba”książka, którą przeczytałam samodzielnie od deski do deski mając niespełna 8 lat:)) i pamiętam do tej pory jaka byłam z siebie dumna :D od tego czasu szczególnie pokochałam czytanie i zarażam nim namiętnie swoje Pociechy. Teraz czekam aby podsunąć „Karolcię” własnym dzieciom choć są jeszcze nieco za małe :) pozdrawiamy

  • Najmilej z dzieciństwa pamiętam Lokomotywę Juliana Tuwima. Zakochałem się w tej książeczce, zwłaszcza że autor był imiennikiem mojego taty. Pamiętam, że tylko on mógł mi ją czytać i nie było innej opcji :) Uwielbiałem gdy zaczynał najpierw powoli z takim charakterystycznym akcentem i stopniowo przyspieszał… No i ileż ciekawych rzeczy ciągnęła za sobą ta maszyna… i żyrafy, i fortepiany a nawet armata :) Ponadczasowa bajeczka. Był okres, że wszędzie targałem ją ze sobą i nie mogłem się z nią rozstać. Nie zapomnę jak jadąc na sianie z pola recytowałem niektóre strofy, bawiąc się i śmiejąc w głos. Mimo, że upłynęło tyle lat nadal znam ją na pamięć i wnuczkę zarażam :)

  • Małgorzata I.

    Moją ulubioną książką w dzieciństwie byla „Wanda leży w naszej ziemi”. Mając 3 latka znałam ją całą na pamięć i co ciekawe mimo że minęło 30 lat nadal moglabym ja recytowac. Jest to pierwsza ksiazka jaka zapamietalam i towarzyszyla mi nawet, gdy w wieku 3,5 lat, trafilam na dwa tygodnie do szpitala. W tamtym czasie nie wolno mi bylo widzic sie ani razu z rodzicami, więc przypominała mi ona o domu i codziennie wielokrotnie niestrudzone pielegniarki mi ja czytaly. Pewnego dnia niestety się zgubiła, więc mama biegała po całej Warszawie, żeby ją dla mnie znaleźć i przekazała dla mnie pielegniarka. Z ta książka wiązało się dla mnie zawsze tak dużo emocji, ze nigdy jej nie zapomnialam, mimo że potem czytalam mnostwo innych, to ta zawsze bedzie miec szczegolne miejsce w moim sercu.

  • Ależ wspomnienia udało mi się przywołać Twoim konkursem!
    Najcieplej wspominam książeczki z serii „Poczytaj mi mamo” – zwłaszcza wiersz „Chory kotek”.
    Był taki najnajnajulubieńszy być może ze względu na to, że też miałam kota, albo przez sposób w jaki był mi czytany…a to przez Mamę, a to przez Babcię…w zimowe beztroskie wieczory, przy ciepłym kaflowym piecu i kubku mleka :))) kiedy to było….
    Dzięki wznowionej serii teraz moja Mama – Babcia moich Dzieci czyta im te same wiersze z tą samą miłością i cierpliwością, mam nadzieję, że te czytanki także zostaną w ich serduchach. Co ciekawe Córka też uwielbia „Chorego kotka” przez co mnie już dorosłej wiersz podoba się jeszcze bardziej :) Brakuje nam tylko wielkiego kaflowego pieca ;))) To wspaniałe jak książki łączą pokolenia!

  • Zdecydowanie Czerwony Kapturek :) To moja ulubiona książka z dzieciństwa, bo lubiłam historię o dziewczynce, która odwiedziła babcie. Sama bardzo często w czasach nastoletnich odwiedzałam swoją babcię :) Poza tym książka ma morał, którego powinno przestrzegać każde dziecko – nigdy nie ufać nieznajomym

  • Wygląda bardzo fajnie. Gratulacje. Lubię Pani bloga, bo można znaleźć tutaj sytuacje jakby wyjęte prosto z mojego życia. Z niecierpliwością oczekuje na nowe wpisy pozdrowienia.

  • Stanisław Jachowicz: „Pan kotek był chory”.
    Dlaczego? A dlatego, że jak byłem mały to też często bywałem chory i miałem tak samo przerąbane jak tytułowy Pan Kotek. A przynajmniej wtedy mi się wydawało że mam przerąbane.
    Co ja bym teraz oddał żeby sobie tak poleniuchować w łóżeczku przez cały dzień :) :)

  • Zdecydowanie Pan Samochodzik! Uwielbiałam serię książek o Panu Samochodziku i jego przygodach. To moje ulubione książki z czasów młodzieżczych :) Dlaczego? Bo Pan Samochodzik zawsze miał niesamowite przygody, które chciałam przeżyć sama.

  • Z ogromnym sentymentem z mojego dzieciństwa wspominam bajkę Marii Konopnickiej „O krasnoludkach i sierotce Marysi”. Wtedy utożsamiałam się z tytułową Marysią. Miałam ją w pięknej twardej oprawie i trzymałam zawiniętą w kawałek bawełnianego materiału, żeby tylko jej nie zniszczyć. Czytała mi ją moja 12 lat starsza siostra. Kochałam tą książkę. Kiedy byłam starsza i umiałam czytać – to pamiętam jak pod kołdrą wieczorami, kiedy mama gasiła światło, z latarką taty (taką jeszcze na te wielkie baterie), po kryjomu czytałam… Niestety nie pamiętam co się z nią stało, a szkoda bo chętnie poczytałabym teraz swojej kochanej Córeczce.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>