729. Ciekawe książki dla przedszkolaków i nie tylko + konkurs!

Czas na pokazanie Wam kolejnych świetnych książek dla dzieci Wydawnictwa Amber, które objęłam swoim patronatem medialnym. Tradycyjnie mam również dla Was kilka zestawów, które będziecie mogli wygrać w tym wpisie. Szczegóły konkursu znajdziecie na dole.

 

Wszystkie pokazane w tym wpisie książki mają twarde okładki i są dość dużego, kwadratowego formatu.

 

 

Dzień w Zwierzaczkowie. Strażacy przy pracy.

 

 

W sam raz dla małych fanów strażaków. Z moich obserwacji wynika, że wiele dzieci, głównie w wieku przedszkolnym, przechodzi etap fascynacji strażą pożarną. I dotyczy to zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Kuzynka Malucha jest właśnie na tym etapie ;)

 

Jest to krótka, ale ciekawa historia o łosiu, który musiał się wykazać, że nadaje się do pracy strażaka. Tekstu jest mało, w sam raz dla małych przedszkolaków. Jego dopełnieniem są bardzo kolorowe ilustracje.

 

Książkę można kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

Słoniątko Trąbiątko w przedszkolu.

 

 

To kolejna ciekawa pozycja dla małych przedszkolaków. Porusza kwestię często pojawiającego się u dzieci uczucia zazdrości.

 

Mali czytelnicy mogą się przekonać, jak sobie z tym poradził główny bohater. A nie było to łatwe, bo początkowo to uczucie wciąż narastało. Ostatecznie jednak przyjaźń wygrała, co może być budujące dla dzieci, które mają problemy z odnalezieniem się w przedszkolu.

 

Książkę można kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

Tomek mały jest nieśmiały.

 

 

Ta pozycja również sprawdzi się głównie u przedszkolaków.

 

Tu z kolei poruszona została kwestia nieśmiałości, która często pojawia się właśnie w okresie przedszkolnym. A kto z Was sam zmagał się z tym problemem ten wie, jak może to utrudniać nawiązywanie relacji z innymi i wykonywanie różnych zadań, zwłaszcza grupowych.

 

Kiedy ja byłam mała, to uczucie było mi akurat całkowicie obce i zawsze lubiłam być w centrum uwagi. Wszelkie konkursy i występy publiczne były dla mnie czymś zupełnie naturalnym, gdzie mogłam pokazać swoją przebojowość. Maluch z kolei jest zupełnie inny. Nie lubi wystąpień publicznych i każde stanie na scenie, również tej przedszkolnej, było dla niego dużym wyzwaniem.

 

Książkę można kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

Bajkołapek na dobranoc.

 

 

I na koniec moja ulubiona pozycja z tego wpisu.

 

I chociaż tekst jest rymowany (a ja nie przepadam za taką formą), to bardzo dobrze się go czyta. Historia jest krótka, ale ciekawa.

 

Pewnego dnia z domu różnych zwierząt zaczynają ginąć książki. A dla dzieci, które lubią mieć je czytane przed snem, to duży problem. Szybko jednak udało się rozwiązać ten problem.

 

Książkę można kupić tu —->  KLIK.

 

 

A teraz czas na konkurs.

 

Do wygrania są 3 komplety pokazanych w tym wpisie książek.

 

W komentarzu pod tym wpisem napisz jaką zabawę najlepiej zapamiętałeś ze swojego dzieciństwa. Czy to było skakanie w gumę, czy jakaś inna wymyślona przez Ciebie lub innych zabawa. Wróć wspomnieniami do tamtych czasów i pomyśl, co sprawiało Ci największą radość.

 

Bawimy się od dzisiaj, tj. 31.10.2018 r. do 07.11.2018 r. do godz. 23.59. Spośród wszystkich prawidłowych zgłoszeń wybiorę 3 osoby, które zgarną nagrody. Wyniki ogłoszę na dole tego wpisu w ciągu 3 dni od chwili zakończenia konkursu.

 

Przypominam, że komentarze na moim blogu są moderowane. Oznacza to, że Wasza konkursowa odpowiedź nie będzie od razu widoczne. Powinnam ją zaakceptować w ciągu kilku godzin. Jeśli w ciągu 24 h nie pojawiłaby się wśród innych zgłoszeń, napisz do mnie na maila czymzajacmalucha@gmail.com.

 

Ważnym warunkiem prawidłowego zgłoszenia jest podanie przy nim swojego adresu e-mail. Wypełniając pola komentarza macie tam odpowiednie miejsce do tego. To ważne, bo później z tego adresu mailowego zwycięzcy będą musieli się ze mną skontaktować. UWAGA! Nie wpisujcie swojego maila w treści zgłoszenia konkursowego (tylko w odpowiednim do tego polu – chodzi o kwestie bezpieczeństwa danych i RODO).

 

 

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Czym zająć Malucha?
2. Konkurs trwa od 31.10.2018 r. do 07.11.2018 r. do godz. 23.59
3. Nagrodami w konkursie są 3 komplety książek Wydawnictwa Amber. W skład każdego zestawu wchodzą książki: Bajkołapek na dobranoc, Dzień w Zwierzaczkowie. Strażacy przy pracy, Tomek mały jest nieśmiały i Słoniątko Trąbiątko w przedszkolu.
4. Zgłoszenia konkursowe zostawiacie w komentarzu pod wpisem.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi pod tym wpisem w ciągu 3 dni, a zwycięzcy mają 3 dni na to, aby skontaktować się ze mną mailowo z adresu, który podawali przy zgłoszeniu. Jeśli tego nie zrobią, wybiorę kolejne osoby.
6. Zastrzegam sobie prawo do usunięcia zgłoszenia, które narusza regulamin konkursu lub powszechnie przyjęte normy obyczajowe.
7. Dane osobowe zwycięzcy konkursu będą wykorzystane wyłącznie w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia konkursu zgodnie z regulaminem.

 

Powodzenia!

 

Wyniki! Jak zawsze było ciężko. Wiecie, że najchętniej nagradzałabym wszystkich. Ale już wkrótce kolejne konkursy :) Tym razem wygrywają Aneta Sawicka, Janina i Ewa Sa. Gratuluję i czekam na kontakt w terminie 3 dni pod adresem czymzajacmalucha@gmail.com :)

 

 

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

40 komentarzy

  • Pierwsza myśl …. tańcowanie w kółko z dziadkiem za ręce w rytm śpiewnanej rymowanki ,,tańcowaly dwa Michały , jeden duży, drugi mały, jak ten duży zaczął krążyć , to ten mały nie mógł zdążyć,, albo ,, w murowanej piwnicy tańcowali zbójnicy….,, to wspomnienie na ktorego myśl się uśmiecham 😆

  • Pamiętam dwie zabawy z dzieciństwa – pierwsza to oczywiście zabawa w chowanego – moja ulubiona!
    Druga – zabawa w policjantów i złodziei :) Rysowaliśmy na piasku ścieżki i budynki, którymi mozna było się poruszać :)
    To były czasy~!

  • Moje dzieciństwo, kochane lata 80te 😍 A cudowne wspomnienia? Jejciu, one chyba bardziej dotyczą chyba Tych z którymi się bawiłam niż samych zabaw….
    Naprawdę nie ważne było czy graliśmy w lasku po ciemku w “podchody”, czy “łaziliśmy” po drzewach. Nie ważne którzy z nas byli 👮 a którzy złodziejami 😁…że w sklepie za patyki/kamyki udające towary płaciliśmy liśćmi 😂 ZAWSZE razem ;) Nawet nasze występy artystyczne na scenie z przyczepy 😎 chyba zostaną z nich na zawsze 😀 choć każdy na innym krańcu świata :)

  • Moją ulubioną zabawą z dzieciństwa była zabawa w chowanego na podwórku u babci z ośmiorgiem moich kuzynow i kuzynek. Mogliśmy się bawić w to godzinami a przy takiej ilości osób i zakamarków na podwórku zabawa dluuuugo się nie nudziła a ile było krzykow i piskow radości. W tej chwili moje dzieci: 9letnia corka i 6letni syn tez lubia sie bawic w chowanego z rodzicami i dziadkami. Niedługo znów zostanę mamą ale tym razem blizniaczek i myślę, ze za 3-4 lata cała moja czwórka nadal będzie czerpac radość z zabawy w chowanego 😊

  • Z dzieciństwem najbardziej kojarzą mi się podchody, często oj często się bawiliśmy. Mam trzech starszych braci i szybko “wskoczylam” w zabawy dla starszaków ;)

  • Uwielbiamy te książki z wydawnictwa Amber <3 co jakieś kupimy, to za chwilę wydawane są kolejne. A że wszystkie książki opisane w tym poście mam na liście do kupienia, to muszę spróbować szczęścia w konkursie.

    W dzieciństwie miałam bardzo bujną wyobraźnię i mnóstwo pomysłów na zabawy. Codziennie razem z siostrą bawiłyśmy się lalkami, figurkami, w szkołę i w dziesiątki innych. Jednak zabawy, które wspominam z największym sentymentem miały miejsce podczas ferii i wakacji na wsi u dziadków. Wtedy często byłam zła,że na całe wakacje rodzice zostawiali nas na wsi, że nigdzie indziej nie wyjeżdżaliśmy. Teraz oddałabym wiele, żeby wrócić tam chociaż na jeden dzień.
    Wakacje zawsze spędzaliśmy w czwórkę- ja, moja młodsza siostra, brat cioteczny i siostra cioteczna (która niestety kilka lat temu zmarła na białaczkę:( )Całe dnie spędzaliśmy na dworze, bawiąc się w chowanego, berka, grając w piłkę nożną, a nawet w bejsboll (za pomocą plastikowych butelek:D)Najlepsze jednak były hodowle- za garażem mieliśmy kilkumetrową przestrzeń, gdzie spędzaliśmy całe dnie. Zbieraliśmy stare wiadra, garnki, pojemniki, rurki i co tylko udało nam się znaleźć i z tego budowaliśmy domy dla żab, jaszczurek, świerszczy, pasikoników i stonek ziemniaczanych. Całymi dniami doglądaliśmy naszych podopiecznych, znosiliśmy im jedzenie, robiliśmy wyścigi stonek i ze słoikami pod pachą chodziliśmy po łąkach w poszukiwaniu nowych łupów (nikt wtedy nie myślał o kleszczach, żmijach i innych niebezpieczeństwach). To było nasze królestwo.
    Inna zabawa, która utkwiła mi w pamięci to zabawa w zamykanie- na podwórku mieliśmy starą szopę, w której wcześniej dziadek hodował jakieś zwierzęta. Później szopa stała pusta, a my użyliśmy jej do zabawy- dzieliliśmy się na dwie drużyny- jedna drużyna zamykała drugą w tej szopie i sobie szła. Zamknięte osoby miały za zadanie się wydostać:D Co my tam nie wyprawialiśmy, aż dziwne, że ta szopa to w ogóle przetrwała.
    Bawiliśmy się też w telenowelę i nasz biedny brat, jako jedyny chłopak, musiał odgrywać rolę faceta każdej z nas.
    Kiedy była brzydka pogoda, wieczorem, kiedy zrobiło się już ciemno bawiliśmy się w domu w blankę. Również podzieleni na dwie drużyny- jedna drugiej szykowała tor przeszkód z różnymi pułapkami. Używaliśmy stołów, foteli, krzeseł, a jeśli chodzi o pułapki to mieliśmy niezłą fantazję- najbardziej pamiętam rozmazaną pastę do zębów i nocnik. Nie jednego guza nabiliśmy sobie przez tą zabawę, ale było warto;) A kiedy była ładna pogoda, to do ciemnej nocy bawiliśmy się w chowanego. Dodam, że na wsi nie było latarni, więc jedyne oświetlenie to była żarówka przed wejściem do domu, która oświetlała tylko malutką przestrzeń. Całe podwórze pogrążone było w całkowitych ciemnościach.
    O tych naszych wakacjach na wsi mogłabym pisać godzinami. To są moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, do których wracam z ogromny sentymentem, tym bardziej, że dwóch osób już nie ma pośród nas- mojej babci i siostry ciotecznej. Bardzo żałuję, że moje dzieci już nie doświadczą takich zabaw, tej swobody jaką my mieliśmy. Kiedy to wszystko wspominam włos mi się jeży na myśl, że moi chłopcy mieli by robić takie rzeczy. Teraz ciężko jest odciąć się od wiedzy o niebezpieczeństwach i pozwolić dzieciom na taką swobodę jaką miało nasze pokolenie. Co tu dużo mówić, chociaż czasy były cięższe, zabawek mniej, to pomysłów nam nie brakowało.

  • Lucyna Czerwińska

    Najlepsza zabawa z dzieciństwa na podwórku to zdecydowanie zabawa w dom ! W piaskownicy czy też po zaroślach w okolicy, skoki do piasku ogromna wyrwlizacja…To było coś…skoczyc najdalej jak się da ! A granie w kratki wspaniałe wspomnienia..wygrać z największym cwaniakiem z placu ! Ha to było coś!
    A z zabaw przedszkolnych najbardziej przypadły mi do gustu, krzesełka na przedszkolnych imprezach ! Do dziś chętnie na weselach biorę w nich udział…A co tam trzeba coś życia mieć i czerpać jak dziecko- całymi garściami !
    Aaaa jeszcze tworzenie z kartonów przeróżnych konstrukcji też pamiętam i wspominam bardzo dobrze !!
    Pozdrawiam serdecznie!;)))

  • Wspólnie z młodszą siostrą zbierałyśmy zabawki z jajka Kinder Niespodzianka. Miałyśmy bardzo duży zbiór rożnych figurek. Miałyśmy kilka zabaw z nimi związanych. 1. Wybierałyśmy kilkanaście figurek, ustawiałyśmy na stole i przypatrywałyśmy się im. Później jedna z nas się odwracała, a druga chowała jedną figurkę lub zamieniała dwie miejscami. I potem ta, która miała zamknięte oczy, musiała zgadnąć co się zmieniło. 2. Ustawiałyśmy figurki tak, jakby siedziały w szkolnych ławkach i bawiłyśmy się nimi w szkołę. 3. Figurki były ustawione w kole, jedna z nich “wchodziła” do środka koła i “śpiewała” jakąś piosenkę – to była nasza wersja “Od przedszkola do Opola” :-) poza tym namiętnie grałyśmy w gumę zarówno w domu (taboret robił za jednego “trzymacza” gumy) jak i na podwórku wspólnie z innymi dziećmi.

  • O rety, było ich wiele 😍 Ale najbardziej utkwiły mi wakacje u Babci na wsi. Jak z kuzynami na rowerach bawiliśmy się w policjantów ( złapany przestępca musiał wejść do piwnicy, przywiązywaliśmy sznurkami – oczywiście tak by można było się uwolnić i uciec:) ),kolejna zabaw to robienie przedstawień gdy cała rodzina się zjeżdżała do babci to różne teatrzyki były… Zabawa w podchody, zabawa w gumę, zabawy w dom, w klasy. To były piękne czasy!!! Cieszę się że mogłam wychowywać się w tamtych czasach gdzie zabawa na dworze była MEGA! ❤️❤️❤️

  • Ciężko wybrać tą jedną ulubioną. W tamtych czasach świetnych zabaw było mnóstwo ale najbardziej zapamiętałam zabawę w gotowanie i robienie zup w starych garkach z wody ze studni, liści i gałęzi, robienia ciast z błotka i dekorowanie czym się dalo- piórami kur, ziarnami zbóż, owocami. Jak byłam trochę starsza to uwielbiałam zabawy na trzepaku. Codziennie wymyślanie nowych akrobacja, zwisanie, przekręcanie się. To było super!!! No i chodzenie po drzewach. No wszystkie na osiedlu były moje 😁

  • Wiele było takich zabaw,które przywołują wspaniałe wspomnienia,ale pierwsza zabawa,jaka przyszła mi na myśl,to budowanie namiotu w domu oraz na podwórku z koców. W domu koce były układane na krzesła,taborety, stół,co tworzyło wspaniale namioty, a w nich można było szaleć do woli i wymyślać rozne zabawy, na co tylko nam wyobraźnia pozwoliła. Namioty na podwórku polegały na mocowaniu koców do siatki ogrodzeniowej, a końcówki koców przyciśnięte były cegłami, kamieniami:)Tam spędzaliśmy całe dnie z braćmi, wymyslajac przeróżne zabawy. Mama musiała nas długo wywoływać do domu,ponieważ ciężko było nam zostawić nasze wspaniałe namioty:)

    Pozdrawiam,
    Sylwia

  • Nafajniesze były zabawy, które nie wiązały się z użyciem tradycyjnych zabawek. Człowiek cieszył się towarzystwem drugiej osoby i widzę po moich dzieciach, że też największą radochę mają podczas wymyślonych przez nas zabaw. Ja natomiast zawsze miło wspominam z dzieciństwa jazdę na rolkach po namalowanym kredą na ulicy mieście , oczywiście najczęściej wjeżdżało się do McDonalda, wtedy to była nowość. Budowanie różnych baz na dworze z przyjaciółmi też było rewelacyjne. A z takich najmłodszych lat pamiętam jak z sąsiadką chciałyśmy zarobić trochę pieniążków i wystawiłyśmy się z zabawkami przed domem…oczywiście nie było chętnych, co nas trochę dziwiło;) Przyszła mi na myśl jeszcze zima, a jako że śniegu wtedy było u nas sporo to trzeba pamiętać o kuligach. Wspaniałe czasy ;)

  • Najlepiej pamiętam i chyba najbardziej ciepło wspominam zabawę w PIP. Wybrałam akurat tą, ponieważ była to zabawa która nadaje się dla wszystkich, niezależnie od wieku. To były piękne chwile spędzone razem ze starszym rodzeństwem przy tej grze.
    W dzieciństwie bardzo chciałam bawić się wspólnie ze starszymi siostrami i bratem, ale ze względu na dość dużą różnicę wieku tych wspólnych zabaw było mało. Ciągle prosiłam brata (który jest ode mnie 10 lat starszy), żeby się ze mną pobawił, ale on po prostu nie potrafił bawić się w to co mogło interesować małą dziewczynkę. Pewnego dnia wymyślił zabawę, którą polubiliśmy wszyscy.

    Mieszkaliśmy w bloku na trzecim piętrze skąd mieliśmy świetny widok na główną ulicę w naszym miasteczku. Zasiadaliśmy w oknie i wypatrywaliśmy nadjeżdżających samochodów. Kto pierwszy zauważył jadący samochód mówił ,,pip” i dopisywał sobie punkt na kartce. Wygrywała osoba, która nazbierała najwięcej punktów. To była zabawa w której wszyscy mieli równe szanse i wiek się nie liczył. Nadmienię, że wówczas nie było takiego ruchu na ulicach i samochody przejeżdżały dużo, dużo rzadziej. Jeden na kilka minut. Teraz, jak jesteśmy u dziadków nasze dzieci też bawią się w PIP, ale wybierają sobie kolor samochodu na jaki będą wołać ,,pip”.

    Bardzo byśmy się ucieszyli, gdyby udało się zdobyć te wspaniałe książeczki. Wielkim hitem jest u nas książka wydawnictwa Amber ,,Rycerz, który nie chciał walczyć”, więc jestem pewna, że ,,Bajkołapek na dobranoc” też byłby naszą ulubioną! Poza tym inne tytuły też nas niezwykle zainteresowały. Pozdrawiamy.

  • Kogut i kurki.
    Wychowałam się na wsi. Każda porządna wieś miała swoje koguty i kury. Nasza wioska, a tym samym i my mieliśmy ogromne szczęście, bo ktoś wpadł na genialny pomysł i obdarował wieś “trzepakiem”.
    Trzepak – centrum spotkań, głownie dziewcząt, ale i chłopców też.
    Kury i koguty. Nasza (moja) ulubiona zabawa. Kury, kwoki i kokoszki siedziały/ wisiały na trzepaku – należało byc cichutko, tak by kogucik (osoba stojąca na ziemi, koniecznie musiała mieć zawiązane oczy) kurczaków nie słyszał. Od czasu do czasu systematyczne:” ko ko ko” naprowadzało koguta do kwoczek.
    Jeśli kogucisko odnalazło kurę musiało zapiać: “kukuryku!!!” Najgłośniej jak się dało… i to właśnie owe “kukuryku” było w całej zabawie najśmieszniejsze. Zawsze nas bawiło. Chociaż zdarzało się iż zaaa płotu sasìędzi wołali:” ciszej tam.. bo jak spuszczę Burka z łańcucha to wszystkie te kurczaki wyłapie !!!”
    To też nas śmieszyło :)
    Trzepak – zawsze niesie ze sobą, radosne wspomnienia i salwę śmiechu! Gdy widzę trzepak (nawet na obrazku) uśmiecham się pod nosem.. nadal jestem 8 letnią dziewczynką.

  • Kiedy byłam mała całymi dniami bawiliśmy się w różne zabawy. W policjantów i złodziei, w wojnę, w lesie mieliśmy bazę w której ja gotowałam i sprzątalam a bracia zdobywali “jedzenie”. Ale najbardziej pamiętam jak postanowiłam zrobić teatrzyk dla mieszkańców naszej ulicy. Wszystkie dzieci z sąsiedztwa brały udział w wymyślonej przeze mnie sztuce – bajce. Stroje zrobiliśmy z papieru, różnych starych ubrań od babci. Każdy miał za zadanie przyniesc jakieś rekwizyty do teatrzyk. Trzy tygodnie cwiczylismy role. Wszyscy przyszli i pamiętam że potem rodzice zrobili nam poczęstunek ze słodyczami. A wtedy to były rarytas, bo słodycze były na “kartki”.

  • Mój wspaniały dziecięcy świat miał miejsce na przełomie lat 80 i 90. Nieświadomi ery wszelkiej elektroniki, która w dzisiejszych czasach zalewa nas z każdej strony, cieszyłam się z jakże prostych zabaw z rówieśnikami. Były to zabawy na trzepaku, gra w gumę, klasy czy kolekcjonowanie kapsli. Ale najpiękniejsze co mogło spotkać mnie w tamtym okresie to po prostu starszy brat i jego poświęcony dla mnie czas :-) gra na gitarze, plastelinowe ludziki, czy pierwsze klocki kupione w Pewexie za dolary. Ahh te piękne czasy!

  • Pierwsze ci mi przyszło do głowy to gra w kapsle. Przechodziliśmy przez kraty na teren przedszkola na naszym podwórku, gdzie było dużo miejsca. Tak więc rysowalismh tory i wtedy zaczynała się prawdziwą zabawa wyścigi kapsli.

  • Moje dzieciństwo to były cudowne czasy… Aż łezka w oku się kręci ;) I ciężko wybrać tą jedną jedyną zabawę.. Z bratem bawiliśmy się w dom, a pluszaki to byli nasi domownicy – pamiętam Misie, które tak długo z nami były – szyte, łatane, także przez nas “na okrętkę kolorową nicią” – aż przyszedł dzień, gdy materiał rozszedł się w rękach i wtedy kochane Misie wg słów mamy pojechały w daleką podróż do Dziadka, który już na nie czekał gdzieś w Niebie. Zabawa w sklep z dzieciakami w sąsiedztwie, gdzie warzywami i owocami były kamienie, trawa i gałązki, a walutą liście babki. Albo zabawa w podchody.. choć to już w starszym wieku ;) Jednak najlepszą zabawą, którą do tej pory wspominam, bo chciałabym również, by takie wspomnienia miał mój Syn – było wieczorne oglądanie bajek-kliszy na projektorze Ania i potem snucie dalszych opowieści o ulubionych bohaterach. Rozbudzanie wyobraźni, ciekawości i wiara w możliwość ożywienia choćby poprzez słowa tych postaci, które teraz są tak łatwo dostępne na wyciągnięcie ręki. Wtedy to była PRAWDZIWA MAGIA. I tego – takich wspomnień właśnie – życzę wszystkim bez wyjątku :D

  • Najlepszą zabawą z dzieciństwa była zabawa w szkołę. Rodzice kupili mi tablicę,kredę. Z zeszytów robiłam dziennik, wpisywałam różne tematy, zmyślone imiona i nazwiska, obecność, uwagi no i oczywiście oceny :) Ławki szkolne robiłam z podłużnych poduszek. Wymyślałam sprawdziany i je oceniałam. Najbardziej lubiłam,kiedy brat się ze mną bawił. Mogłam wtedy się poczuć jak prawdziwy nauczyciel. On jednak po 5 minutach miał już dosyć, a ja chciałam się bawić cały dzień ;)

  • Hmmm … jak tak się zastanowić to tych zabaw ulubionych było całkiem sporo. Ale jak mam wymienić jedną taką naj naj naj…. to będzie to “łapanie przez rów” ;) Już wyjaśniam o co chodzi … kto mieszka lub mieszkał na wsi i miał przed domem rów melioracyjny ten pewnie wie o co chodzi:) Nasze rowy były już nieużywane i zarośnięte trawą, dlatego doskonałe do zabawy. A zabawa polegała na tym, że wybraniec (mogło być ich dwóch) był w środku rowu a zadaniem reszty było przebieganie tak by Ten w środku go nie złapał. Oczywiście co odważniejszym i szybszym nie dość, że udawało się spokojnie przebiec na drugą stronę to jeszcze mogli klepnąć łapiącego …. śmiechu przy tym było co nie miara. Byliśmy świetną zgraną paczką z głową pełną pomysłów a teraz mimo dzielących nas kilometrów – dobrymi przyjaciółmi, którym buzie się nie zamykają podczas każdego spotkania:) Teraz ja tak “biegam” z moimi dziewczynkami a za rów służy nam pas wytyczony z patyków. I to jest ich również ulubiona zabawa :))

  • oczywiście skakało się w gumę na przerwach w chowanego , ganianego a po szkole w tzw. “domek ” w piaskownicy z najróżniejszymi przedmiotami przyniesionymi z domu i znalezionymi na dworze kiedy zebrała się większa grupka bawiliśmy sie na boisku szkolnym w państwa i miasta (rysowalo sie wielkie okregi i dzieliło sie na tyle części ile osób dalej zasad nie pamiętam) kiedy jechałyśmy do babci na wieś wykorzystywałyśmy z siostrą maszyny i inne “rupiecia ” do stworzenia restauracji :) muszę przyznać ze bardzo prężnie nam działała :) bawiłyśmy sie również w bank i kantor to chyba moja ulubiona zabawa zrywałyśmy najróżniejsze liście różnocowaliśmy pod względem wielkosci nadawaliśmy im nominały a rodzaj to inna waluta itd…

  • Moja pierwsza myśl to “sekrety”. Wraz z koleżankami zbieralysmy historyjki z gumy Donald, szukałyśmy odpowiednich szkiełek, np. denka po butelkach z oranzady, (biała, pomarańczowa, zielona) i zakopywalysmy te historyjki pod szkiełkiem. Następnie tworzyłysmy mapę i po jakimś czasie odkopywałysmy je. Nie zawsze wszystkie przetrwały, ale zabawa była przednia.

  • Etna Lewandowska

    Najlepiej i najmniej wspominam zabawę w “bazę” :)
    Na podwórku między dwoma ciasnymi rzędami krzaków mieliśmy – my 11 dzieciaków z bloku -bazę. Każdy przyniósł coś zbobycznego z domu, żeby nasze miejsce spotkań “umeblować”. Były kapsle od tymbarków jako dzwonek, stare chusty babci Ani jako zasłonki, plastikowe opakowania po serkach waniliowych służyły jako garnki na zupy z liści, stare lalki i Misie pilnował wszystkiego. W bazie były podziały na role (mama,tata, dzieci,ciocie,pani doktor:)) W bazie też gralismy w gry planszowe.
    Kto był pierwszy na podwórku rządził w bazie. Reszta, żeby się do niej dostać musiała wykonać jakieś bardzo trudne fizyczne zadanie. Nikt nie protestował.
    Teraz jak spotykamy się przypadkiem z kolegami, oprócz:”co słychać?” zawsze pada pytanie: “A pamiętasz zabawę w bazę?” :)
    Jest to nie tylko moje cudowne wspomnienie z dzieciństwa

  • Erna Lewandowska

    Najlepiej i najmniej wspominam zabawę w “bazę” :)
    Na podwórku między dwoma ciasnymi rzędami krzaków mieliśmy – my 11 dzieciaków z bloku -bazę. Każdy przyniósł coś zbobycznego z domu, żeby nasze miejsce spotkań “umeblować”. Były kapsle od tymbarków jako dzwonek, stare chusty babci Ani jako zasłonki, plastikowe opakowania po serkach waniliowych służyły jako garnki na zupy z liści, stare lalki i Misie pilnował wszystkiego. W bazie były podziały na role (mama,tata, dzieci,ciocie,pani doktor:)) W bazie też gralismy w gry planszowe.
    Kto był pierwszy na podwórku rządził w bazie. Reszta, żeby się do niej dostać musiała wykonać jakieś bardzo trudne fizyczne zadanie. Nikt nie protestował.
    Teraz jak spotykamy się przypadkiem z kolegami, oprócz:”co słychać?” zawsze pada pytanie: “A pamiętasz zabawę w bazę?” :)
    Jest to nie tylko moje cudowne wspomnienie z dzieciństwa

  • Moją ulubioną zabawą z dzieciństwa był ,,mini teatrzyk”.
    Organizowałyśmy go z dwiema koleżankami. Rysowałyśmy postacie i zwierzątka, które przyklejałyśmy na patyczki od lodów, rysowałyśmy scenerię i razem wymyślały dialogi, które próbowałyśmy uczyć się na pamięć. Nierzadko musiałyśmy improwizować – wtedy śmiechu nie było końca 😂😂😂.
    Najwierniejszymi fanami naszej ,,sztuki” były młodsze dzieci z podwórka, a zwłaszcza nasze młodsze siostrzyczki. Przedstawienia robiłyśmy na kocu przed blokiem lub w jesienno-zimowe wieczory u jednaj samotnej starszej pani, która była emerytowaną nauczycielką klas 1-3. Ona często podsuwała nam pomysły na przedstawienia i służyła pomocą. Dzieliła się wspaniałymi pomysłami na przeróżne prace plastyczne i pomagała w ich realizacji. Uwielbiała towarzystwo dzieci i sprawiało jej ogromną radość razem z nami się bawić. Bardzo miło ją wspominamy, a przy niektórych wspomnieniach robi się ciepło na sercu.

  • U nas na podwórku najczęstsze były zabawy z recyklingu. :) Najbardziej popularna była gra w 5 kapsli. Potrzeba było tylko dwóch drużyn i pięciu kapsli + 1 piłka- a to było zawsze. Ustawialiśmy kapsle jeden na drugim. Jedna drużyna ustawiała się za kapslami a druga w odległości ok. 5 kroków. Po kolei rzucaliśmy piłką w kapsle, jeśli udało się je zbić to na ucieczkę było tyle czasu ile drużynie przeciwnej zajęło ułożenie kapsli. Tamta drużyna musiała złapać wszystkich członków drużyny, która zbiła kapsle. A potem była zamiana. Druga drużyna rozbijała kapsle.

  • Z Januszem nikt sie nie klocil. Janusz mial kij do palanta, a kazdy chcial grac. Zbieralismy sie razem, odbijalismy pileczke ile sil w rekach, zdobywalismy bazy „gubiac po drodze nogi” i darlismy sie na pol osiedla, jak ktos ugral punkty dla druzyny. Ale to Janusz mial decydujacy glos, czy baza zaliczona. Gdybysmy sie z Nim nie zgodzili, zabralby kij i poszedl do domu. Przetestowalismy. Albo Paulina. To byla gosciowa. Miala super wrotki. Takie z regulowana dlugoscia podeszwy, nakladane na buty. Czasami pozyczala mi jedna, sama zakladala druga i tak jezdzilysmy dookola bloku, az mama nie zawolala na wieczorynke. W wakacje spalam z Nia w namiocie. Gadalysmy dopoki baterie w latarce sie nie wyczerpaly. Tomek mial zeza i dystans do siebie. Gdy wychodzilismy pograc w badmingtona (na srodku ulicy!) to na pytanie, ktora lotke wybiera, jak widzi je trzy, zawsze odpowiadal ze stoickim spokojem, ze srodkowa. Z Aska i Anka najczesciej gralam w gume. Jak padal deszcz, to skakalysmy w piwnicy. Mozna? Mozna! Przeciez nie bedziemy w domu siedziec. Piwinica to w ogole bylo wyjatkowe miejsce zabaw w niepogode. To tam, na dyskotece w komorce taty Blazeja, tenze Blazej NIE poprosil mnie do tanca, tylko Aske. To tam ganialismy sie do upadlego, a Daniel tak mi przycial palec drzwiami, ze az mialam krwiaka. Ale to nic, i tak wystapilam w przedstawieniu cyrkowym zorganizowany, w domu Kaski i Agnieszki. Co to byl za show! Cudownych chwil bylo bez liku. Jednak najmilej wspominam, jak robilam mamie perfumy z wody z kaluzy i kwiatow stokrotek i koniczyny. Mieszalam je zaciekle w czerwonym wiaderku i przesiewalam przez sito chyba ze sto razy. Pachnialy nieziemsko – dziecieca miloscia. I co z tego, ze musialam wylac cala Pania Walewska, bo potrzebowalam flakonu…

  • U mnie królowały podchody. Zbieraliśmy pół wsi dzieciaków i rozpoczynalismy zabawę. Ponieważ w naszej miejscowości nie było jeszcze chodników to strzałki ukladliśmy z darów natury. Uwielbiałam nasze zadania, które były bardzo złożone np. Ułożyć bukiet i napisać liścik dla kogoś bliskiego… To była zabawa na cały dzień i do dziś, kiedy się spotykamy po kilku latach często wspominamy nasze kreatywne podejście do zabawy w podchody:)

  • Przyjaciólka psów

    W dzieciństwie uwielbiałam się bawić się w weterynarza. Długopisem robiłam pluszowym pieskom zastrzyki, podawałam im tabletki( czyli cukierki), syropek(soczek). Mierzyłam im temperaturę i sprawdzałam czy serduszko bije :) Przykrywałam je kołderką, żeby nie zmarzły.
    Dziś mam salon pielęgnacji psów. Miłość do psiaków pozostała.

  • Skakanie po słomie u dziadka w stodole;))))) A potem te podrapane nogi od słomy które strasznie piekły w trakcie kąpieli;)

  • Jako dziecko miałam dwie ulubione zabawy na których mogłam z dziećmi z sasiednich domów spedzić naprawde kilka godzin. Pierwsza z nich to smerfy- taki berek w naszym wydaniu; kiedy było nas mało był tylko Gargamel, ale kiedy zebrała się nas większa grupka to do pomocy miał Klakiera i musieli razem gonic dzieci, które jako skrytke/domek miały taką “wnękę” w jeżynach i tam ich nie można było dopasc. Jesli jakies dziecko udało im się schwytać to pozostałe mogły go uwolnic dotykając jakiejś czesci jego ciała i tak sie bawilismy az do znudzenia a to wcale nie przychodziło predko:D choc po latach jakos nie wydaje mi sie to az takie fajne haha a druga zabawa to DOMEK najczęściej bawiliśmy się u koleżanki która wokól domu mała wymurowane obejście taki taras bez mebli. Tam kazdy wyznaczał patykiem swoje miejsce (domek) i kazdy wybierał sobie jakieś rzeczy np. pudełko po tic tacach, chipsach, kartoniki, liscie, zabawki z jajek niespodzianek dosłownie wszystkie pierdoły jakie mozna sobie wyobrazić i tak mozna było sobie chodzić po domkach i sie wymieniac, kompletowac jakies rzeczy, kupowac, sprzedawać. Juz nie pamietam wszystkiego dokładnie, ale pamietam jak ciezko sie do domu wieczorem przychodziło bo zabawa była przednia. Dopiero teraz zdałam sobie sprawe jak duzo mielismy wtedy wyobraznie:)

  • Gdy zamknę oczy widzę jak budujemy szałasy z paproci, gotuję zupę z błota, bawimy się na polance w gąski, gąski do domu…Pamiętam,że godzinami graliśmy z dzieciarnią w dwa ognie, kapsle, gumę.Hmm, chyba muszę częściej wyganiać dzieciaki na dwór a najlepiej wyrzucić pudło zwane telewizorem;)

  • Jako mała dziewczynka wiele z rodzeństwem się bawiłam niesamowicie,
    nasze zabawy trwały w najlepsze do samej nocy a zaczynały się już o świcie,
    nie było mowy o oglądaniu bajek w tv czy korzystania z technologicznych gadżetów
    my jako dzieci zajmowliśmy się zabawa i nie potrzebowaliśmy takich bzdetów !
    Do dziś mam ciarki i uśmiech na twarzy gdy zabawy z tego okresu sobie wspominam
    bo tak radosnych dziecięcych dni, po prostu już jako dorosła kobieta i matka nie zapominam!
    Gdy zamykam oczy, przenoszę się w ZACZAROWANY OGRÓD u mojej babusi,
    gdzie ona potrafiła uchylić nieba każdemu wnukowi i każdej wnusi !
    Tam wraz z dziadkami, szliśmy na łąkę, rozkładaliśmy koc i chowaliśmy się w trawie,
    wypasaliśmy krówki, goniliśmy motyle i oddawaliśmy się spontanicznej zabawie !
    Najepszą zabawą jaką wspominam był BEREK gdzie dziadek zawsze dawał nam fory,
    gdzie ssapani, zmęczeni, z lejącym się potem po czole wskakiwaliśmy do zbudowanej z koca nory,
    biegaliśmy w każdą stronę świata, chowaliśmy się za drzewa i w trawie się turlaliśmy
    o utratę czasu, jego marnowanie wcale się nie baliśmy !
    A potem ? Zasiadaliśmy na kocu, zmęczeni, zajadając się upieczonymi przez babcię pysznościami
    i delektowaliśmy się wymyślonymi na poczekaniu przez dziadka opowieściami !
    A po powrocie do domu, zawsze skakaliśmy na skakance robiąc sobie zawody
    a jednocześnie próbując ominąć dane przez rodzeństwo pod nogi przeszkody !
    Ahh to były czasy, to było dzieciństwo, gdy rodzice na dobranoc książki czytali
    i sami przy swych dzieciach nie bawili się telefonami i telewizji nie oglądali!
    Dziś? Taki zestaw książeczek pomógłby mi na jesienne wieczory by me dzieci
    widziały jak przy fajnej rodzinnej zabawie i czytaniu książek czas miło leci !

  • Myśląc o swoim dzieciństwie od razu się uśmiecham na wspomnienie mojej gry na “perkusji”. Pod ogromną starą gruszą w ogrodzie ustawiałam garnki i wiaderka (do góry dnem oczywiście), następnie szukałam odpowiedniej pałeczki (czyli jakiegoś solidnego patyka) i zaczynałam koncert. Czasami dołączałam też wokal (koniecznie w jakimś obcym języku ;) – przypominało to raczej zawodzenie jakiegoś zmęczonego zwierza). Po niedługim czasie zazwyczaj mama przychodziła zasugerować żebym już zakończyła występ. Z biegiem lat domyśliłam się dlaczego tak robiła… Prawda jest taka, że słoń mi na ucho nadepnął i moje zdolności muzyczno- wokalne są duuuużo poniżej przeciętnej :)

  • Właśnie po całym dniu spędzonym z szóstką swoich dzieci, zdałem sobie sprawę, że dawno nie wspominałem swojego dzieciństwa.Zmęczony, padnięty usiadłem na krześle i przeczytawszy Twego posta zamknąłem oczy. Przeniosłem się wehikułem czasu kilkanaście lat wstecz i zobaczyłem… zobaczyłem siebie i przyjaciół z podwórka w zabawie, która była moją ulubioną ! cO TO TAKIEGO ? Otóż, to gra w KALAMBURY ! Ale … nie takie zwyczajne ! Otóż siedzieliśmy wszyscy na trzepaku i ławeczkach, dzieleni na grupy które wylosowaliśmy. I tak każdy przedstawiał jakieś zdarzenie, postać lub rzecz a reszta zgadywała! Ileż było śmiechu, ileż radości… Niejednokrotnie kładliśmy się ze śmiechu na ziemi bądź upadali z trzepaka, mając jeszcze więcej radochy. Zabawa pobudzała naszą wyobraźnię, daawała szansę na wykazanie się i pokazanie swojego talentu “aktorskiego”. Ojj tak ! To były czasy. Czasy gdzie rodzice nie mogli dowołać nas by przyjść do domu, w przeciwieństwie do obecnych czasów, gdzie nie można doprosić się by dziecko spędzało czas bez technolgii.
    Całe szczęście ja swoją szóstkę dzieci trzymam z dala o nowinek technologicznych, tv mamy wyłączony i jak tylko możemy to spędzamy z żoną z dziećmi jak najwięcej czasu, ucząc ich że wspólna zabawa to wyjątkowy dar, który niesie korzyści na całe życie. Uwielbiamy zabawy na świeżym powietrzu, gonitwy, jazdę na rowerze czy hulajndze. A gdy pogoda nie dopisuje, bawimy się klockami, malujemy a także czytamy książki. I nie ukrywam, że taki zestaw książeczek, dałby nam szansę na super wieczory pełne czytania ! Tata Adam

  • Ależ się cieszę. Bardzo, bardzo dziękujemy!
    Dobrze, że wstrzymałam się z zakupem, bo ,,Bajkołapka” już mieliśmy w koszyku zakupowym ♥️

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>