359. „Podziel się”, czyli zmora dzieciństwa.

Do tego wpisu zbierałam się już od dłuższego czasu. Dzielenie się zabawkami (skupię się tutaj głównie na placu zabaw) to temat, z którym stykam się niemal codziennie. Zdania rodziców i opiekunów są podzielone, ja przedstawię Wam dzisiaj moje stanowisko w tej sprawie.

Ilu z Was pamięta ze swojego dzieciństwa zdania „Podziel się z Krysią”, „Bądź grzeczna, trzeba się dzielić”, „Jak nie będziesz się dzielić, to więcej tu nie przyjdziemy”, „Zobacz jaki Franuś jest grzeczny, jak ładnie się dzieli zabawkami”, „Nie bądź samolubem”, „Daj Ani łopatkę, niech też się trochę pobawi”, „Dlaczego nie chcesz dać, przecież Ci potem odda”, „Nie histeryzuj, trzeba się dzielić!” itd.? Odmian tego typu zdań może być wiele. Ilu z Was wypowiada je teraz do swoich dzieci?

placzabaw

Od razu zaznaczę, że w dzisiejszym wpisie skupię się wyłącznie na relacjach moje dziecko — inne dzieci. Pominę kwestię dzielenia się zabawkami między rodzeństwem.

Chodzimy z Maluchem na różne place zabaw. Na każdym zdarza się przynajmniej jeden rodzic/opiekun. który nalega, aby jego dziecko podzieliło się zabawkami z innymi. Nie oceniam tego, każdy wychowuje swoje dziecko po swojemu. Nie wtrącam się i nie chcę, żeby ktoś wtrącał się w mój sposób wychowywania Malucha, np. zwracając się do niego „podziel się łopatką z Oliwką”. W tym miejscu zaznaczę od razu, że moim zdaniem każde dziecko powinno zabierać ze sobą swoje zabawki do piaskownicy, a jeśli nie było takiej możliwości, to oczekiwanie od innych dzieci, że udostępnią to, co same przyniosły jest dla mnie niezrozumiałe. Wiadomo, że każdemu najwygodniej by było niczego ze sobą nie przynosić, a tylko korzystać z tego, co inni rodzicie przynieśli. Każdy by tak chciał. Rozumiem jednak, że są sytuacje, w których nie ma możliwości zabrania czegoś, a dziecko nalega, żeby jednak pójść na plac zabaw. Ok, jeśli mój Maluch będzie miał ochotę się podzielić, to nie ma problemu. Ale jeśli nie, to nie nalegaj i nie próbuj go do tego przekonać.

CAM00739

Po tym długim wstępie, przejdę do sedna tego wpisu. Nie uczę mojego Malucha dzielenia się z innymi jego zabawkami. Te zabawki są JEGO, nie są dobrem publicznym. Jeśli jakieś dziecko zapyta go, czy może się tym pobawić, to tylko od jego dobrej woli zależy, czy się zgodzi, czy nie. Ja też nie pożyczam swojej torebki pani w autobusie, która twierdzi, że bardzo jej się podoba, nie pozwalam malować ust swoją pomadką innym kobietom, nie pożyczam antyperspirantu napotkanym na ulicy osobom, nawet jeśli bardzo by tego chciały, nie wręczam swojego pilnika do paznokci pani, która chciałaby sobie coś tam spiłować, kiedy wieje wiatr, nie użyczam napotkanej pani swojej apaszki, a kiedy słucham sobie mp3, nie pożyczam komuś innemu, kto też akurat ma ochotę czegoś posłuchać. Skoro sama tego nie robię, to dlaczego ma to robić moje dziecko? Dla Malucha jego zabawki są tak samo ważne i osobiste, jak dla mnie pilnik, torebka, antyperspirant, apaszka, pomadka i mp3. Te rzeczy są jego, a jest już na tyle świadomy, że może sam decydować o tym, czy chce coś komuś pożyczyć, czy nie.

Dzielenie się zabawkami nie może polegać na tym, że Maluch mając jedną łopatkę i jedno wiaderko, odstąpi to innemu dziecku, przez co zostają mu np. tylko foremki. A on ma ochotę się bawić i tym i tym. Bo to wszystko tworzy dla niego jakąś całość i brak któregoś z tych elementów, psuje mu zabawę. A ja nie zamierzam przykładać do tego ręki, nakłaniając go, aby się podzielił. W przypadku wymiany jednej zabawki na inną, też zostawiam tu wolną wolę Maluchowi. Bo może akurat nie ma ochoty bawić się samochodem kolegi, tylko swoim? Może ta jego cysterna bardziej mu się podoba, niż koparka kolegi?

Zdarza się, że nasze zabawki leżą w piaskownicy, a Maluch w tym czasie bawi się w innym miejscu (np. na zjeżdżalni). Jeśli inne dziecko chce się wtedy pobawić tym, co przynieśliśmy, nie widzę w tym problemu, o ile Maluch również. Bo znowu wracamy do punktu wyjścia, czyli tego, że to jest własność Malucha i to on decyduje o tym, kto się tym będzie bawił. Zwykle chętnie się zgadza, ale w takim wypadku zawsze uprzedza, że jeśli wróci do piaskownicy i będzie chciał się tym bawić, to należy mu oddać.

Spotkałam się z poglądem, że warto np. zabierać ze sobą dwie łopatki, bo wtedy łatwiej się podzielić. Nie zgadzam się z tym. Mam wiele różnych torebek. Czy to oznacza, że inni mogą z nich korzystać, bo przecież jedna zostanie dla mnie? Poza tym, niby dlaczego mam dokładać sobie zabawek do dźwigania. Tylko dlatego, żeby na siłę robić coś, wbrew sobie? Czasem z przerażeniem oglądam sceny, w których dziecko płacze, bo babcia lub ciocia na siłę zabiera mu zabawkę, aby wręczyć ją innemu dziecku, które tego chce. Bo przecież co ludzie powiedzą. Moje dziecko wyjdzie na samoluba. Czasem słyszę również teksty w stylu „Jak się nie podzielisz, to więcej tu nie przyjdziesz. Będziesz siedział sam w domu!”. Nawet nie wiem, jak to skomentować, więc najlepiej przemilczę. Zdarza mi się także widzieć pewną niekonsekwencję w zachowaniu rodziców/opiekunów. Nalegają, aby dziecko podzieliło się łopatką za 2 zł, ale nie są już tacy chętni na dzielenie się rowerkiem za 200 zł. „To rowerek Maciusia, nie twój. Maciusiu daj chłopczykowi wiaderko, chłopiec też się chce pobawić”. No to albo dziecko ma się dzielić swoimi rzeczami, albo nie.

To, co napisałam powyżej dotyczy naszych prywatnych rzeczy. Inaczej sytuacja się przedstawia z zabawkami/rzeczami ogólnodostępnymi dla wszystkich dzieci. Tu uczę Malucha tego, że to jest wspólne i mogą się tym bawić wszystkie dzieci. Tłumaczę mu, że nie może tego trzymać wyłącznie dla siebie. Oczywiście może się tym bawić, ale w rozsądnych granicach. Jeśli mija już jakiś czas i inne dziecko też chce się tym pobawić, Maluch powinien to przekazać/zejść z huśtawki itd. Tu jednak również chcę podkreślić, że to dotyczy sytuacji, w której mój Maluch już jakiś czas się tym bawi. Nie dotyczy to tego, kiedy dopiero co zaczął się huśtać, a przychodzi inne dziecko i też chce. W takim wypadku musi chwilę poczekać, aż Maluch skończy. Kiedy my podchodzimy do jakiejś huśtawki, z której korzysta akurat inne dziecko, to też cierpliwie czekamy. To działa w obie strony.

Oczywiście są sytuacje, dość częste, kiedy Maluch bawi się wspólnie z innymi swoimi zabawkami. Zdarza się to głównie w piaskownicy (inne dzieci też mają zwykle swoje zabawki). Bawią się wtedy w sklep, plac budowy itd. Wzajemnie wymieniają się tym, co przynieśli, ale dzielą się tym sami, z własnej woli. Sami ustalają między sobą zasady wspólnej zabawy. Podobnie z piłką. Maluch bardzo lubi grać z innymi dziećmi, więc sam chętnie zaprasza inne dzieci do wspólnej zabawy. To samo jest z malowaniem kredą po chodniku. Zawsze mamy tej kredy dużo, więc nie ma problemu z tym, aby podzielić się z innymi dziećmi, aby wszystkie malowały razem. Ale jeśli Maluch miałby ochotę sam pograć w piłkę, albo byśmy mieli tylko jedną kredę, to nie widzę powodu, dla którego miałabym coś robić wbrew jego woli i na siłę starać się uszczęśliwiać innych, robiąc tym samym przykrość mojemu dziecku.

Podsumowując, to co jest wspólne/publiczne jest dla wszystkich i tu Maluch musi uczyć się współdziałania (nie zawsze przychodzi mu to łatwo, ale dużo rozmawiamy na ten temat). Nie jestem jednak zwolennikiem wyrywania na siłę, bo do niczego dobrego to nie prowadzi. Dla małego dziecka nie są to tak oczywiste zachowania, jak dla dorosłych. Buntują się, czasem płaczą, to moim zdaniem zupełnie normalne. Tylko spokój może nas uratować ;) Natomiast o swoich zabawkach Maluch decyduje samodzielnie. Chce pożyczyć innemu dziecku, ok, nie chce, ok.

Ja też nigdy nie byłam zmuszana do dzielenia się z innymi. Czy to w jakikolwiek sposób źle na mnie wpłynęło? Nie. Nie jestem samolubem, ale nie jestem też Matką Teresą. Działam charytatywnie na różnych płaszczyznach, dzieląc się z innymi m.in. moim wolnym czasem. Nie daję się jednak wykorzystywać. Zachowuję równowagę w tym wszystkim i chcę, żeby mój Maluch też potrafił ją zachować.

A co Wy myślicie na ten temat? Jak to wygląda u Was?

mamiczka_logo

tekst11

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

57 komentarzy

  • na place zabaw nie chodzimy, ale jak przyjeżdża ktoś do nas, kuzyni, kuzynki Adasia „zmuszam” go do podzielenia, bo nie zabierze do domu przecież. Efekt jest taki że staje okoniem i prawie siłą odbiera. Teraz nie zmuszam, chce to chce. Ma prawo wyboru

  • Miniowe Szczescie

    Wedlug mnie dzielenie sie czyms nie jest zmuszaniem czy wymuszaniem na dziecku czegokolwiek. I wybacz, ale uwazam, ze takie wychowanie powoduje wychowanie malego Narcyza (wszystko jego, on niczym dzielic sie nie bedzie).
    Nie chodzi tutaj o kwestie oddaj czym sie bawisz I daj komus, bo musisz sie dzielic. Chodzi o zycie w grupie. Moje dzieci maja duzo zabawek, ale najbardziej interesujace sa te kogos , a nie nasze. Czesto jest wiec tak, ze moje dzieci bawia sie nieswoimi, a ktos bawi sie naszymi. Dziecko wychowane w swiadomosci, ze kwestia dzielenia jest czyms normalnym nie histeryzuje, ze cos mu sie wzielo, a I potrafi swiadomie oddac cos bez wiekszego lamentu. Uwazam, ze wlasnie zachowanie ‚to moje’powoduje krzywde dziecka, bo wczesniej czy pozniej takie dziecko bedzie zmuszone do dzielenia sie , np. samochodem z rodzicami albo pilka, bo samo chyba grac nie bedzie ?

  • Ja moich dzieci nie zmuszam do dzielenia sie zabawkami w piaskownicy. Chca to dadza innemu dziecku sie pobawic ich zabawkami, nie to ja nie nalegam, tym bardziej nie zmuszam. Syn ma 5 lat rozumie o co chodzi, czesto dzieli sie z mlodsza siostra zabawkami w domu i nie ma z tym problemu. Natomiast corka ma troche ponad rok i nie wie o co chodzi…Sama nie raz zabiera innym zabawki, ale zawsze bez problemu oddaje. Swoje zabawki tez zazwyczaj daje innym, a jak chce to po prostu idzie i je sobie zabiera…Ale tu szczegol taki, ze ja zawsze mam dwie lopatki, dwie pary grabek, kilka foremek, jakies zwierzatka, kilka autek. Bo wiem, ze oboje potrzebuja sie pobawic. I zazwyczaj jest tak ze to naszych zabawek jest najwiecej w piaskownicy i wszystkie dzieci je biora….Mi to nie przeszkadza, dzieciaki poki co tez ładnie sie bawia bez krzykow :)

  • Na place zabaw chodzimy czasem ale zabawek nie zabieramy. Moje dziecko na szczęście woli skakać i kręcić karuzelę niż grzebać w piasku :)

  • Trafiłam przypadkiem i zdaje się, że pozostanę na dłużej :) Tekst idealnie oddaje moje podejście do sprawy, choć moja córka ma dopiero 20 miesięcy i wiem, że wszystko jeszcze przede mną. Wierzę jednak w słuszność takiego podejścia :) A jak będzie – wyjdzie z czasem ;)
    Zauważyłam, że Młoda, nim weźmie do ręki jakiś nowy przedmiot/czyjąś zabawkę, to pyta: „Mogę?” wyciągając rączkę, a gdy spotka się z odmową, to raczej nie protestuje. Inaczej gdy ktoś bez ostrzeżenia wyrwie jej coś z ręki (ale ja sama mam wtedy ochotę wrzeszczeć i tupać ;) więc się nie dziwię dziecku, he he).
    Staramy się szanować jej własność i jej integralność, wierzymy, że nauczy ją to szacunku do czyjejś własności i prawa do odmowy, a także tego, że sama może odmówić czegoś na co nie ma ochoty i jest to w porządku :)
    Zauważam również, że gdy jakieś dziecko zostanie zmuszone przez rodzica do tego, by podzieliło się z nią np: klockami i zrobi to z płaczem, to moje dziecko traci zainteresowanie taką zabawką, a skupia się na płaczącej osobie i ciągnie mnie za rękę, bym jakoś zaradziła tym łzom…
    W pamięci mam jedną sytuację z mojego dzieciństwa, gdy zostałam zmuszona przy obiedzie do ustąpienia mojej młodszej kuzynce mojego stałego miejsca przy stole i do oddania jej mojego małego widelca :) Pamiętam, że czułam się odtrącona i niekochana! Przez tak banalną rzecz jak MOJE miejsce przy stole i MÓJ ulubiony mały widelec chciałam uciec z domu, bo myślałam, że moi rodzice moją kuzynkę kochają bardziej ode mnie :) To był dla mnie prawdziwy dramat i nie byłam już wtedy jakimś super małym dzieckiem :) Dlatego teraz, gdy moje dziecko ma bawić się u kogoś (raczej są to starsze dzieci, powyżej 5 lat) to prócz pytania, czy może wziąć jakąś zabawkę, mówię również, że jeśli jest coś czego ruszać nie może, to mają jej tego nie dawać i już, chyba że zmienią zdanie… I tak najczęściej się dzieje :) Mam wrażenie, że poszanowanie własności dziecka skutkuje tym, że mniej chce ono zatrzymać swą własność tylko dla siebie i chętniej się dzieli, nawet jeśli jest to jakaś szczególna zabawka…
    Pozdrawiam

    • Hej Gabi :) Cieszę się, że tu trafiłaś.
      Nikt nie lubi być do niczego zmuszany, taka sytuacja nie jest komfortowa ani dla osoby, której to dotyczy, ani dla jej towarzyszy. Robiąc „aferę” koło jakiejś zabawki, tylko niepotrzebnie nakręcamy dziecko. W książce p. Doroty Zawadzkiej (superniani) czytałam, że w takich sytuacjach dziecko może nawet w złości zepsuć tę zabawkę. Będzie wolało jej nie mieć, niż ją komuś dać, chociażby na chwilę. I ja się z tym zgadzam.
      Coś, co z boku może wydawać się pierdołą (tak, jak u Ciebie akcja z widelcem), dla dziecka może urastać do rangi prawdziwego dramatu. I wcale mnie to nie dziwi :)

  • „Podziel się” na siłe jest głupotą. Ale nauka, że można się dzielić, podpowiedź nawet na placu zabaw, jest jak najbardziej ok w moim odczuciu. Tzn jak się młody bawi łopatką i obok jest wiaderko, a jakieś dziecko chce pożyczyć, to gdy młody nie reaguje, ja delikatnie nadmieniam, że się nie bawi daną rzeczą i mógłby ją pożyczyć koledze. Jeśli chce to super, jeśli nie to nie nalegam, ale porównywanie łopatki do torebki, jest no nie wiem, dziwne w moim odczuciu. Właściwie ja nawet torebkę pożyczyłabym komuś, gdyby mnie poprosił. Może nie na ulicy, ale jednak. Jedyne czym nie lubię gdy się Kacper dzieli to woda z butelki, albo lizak. Dostaje nerwicy jak zastaję sytuacje w której widzę, że młody liże czyjegoś lizaka, albo ktoś liże jego. Ble. O ile cieszy mnie to że mając wafelki czy coś innego co da się podzielić, biegnie do kolegów i częstuję po równo, o tyle rzeczy niepodzielne przyprawiają mnie o ból brzucha.
    Ja pamiętam „pożycz” z dziecięcych lat i uważam to za świetną sprawę. Nigdy nie ucierpiałam z powodu pożyczenia łopatki koledze i myślę że mój Kacper depresji od tego również nie dostanie. A co do wychowania, można stawać na uszach a dziecko i tak wybierze swoją drogę nie zależnie od tego czy się dzieliło ta łopatką czy tez nie.

    • Porównanie z torebką pamiętam z czasów, kiedy jeszcze nie byłam mamą. Usłyszałam je kiedyś w tv i bardzo utkwiło mi w pamięci. Używam go do dziś :) Dla dziecka zabawki są tak samo ważne i osobiste, jak taka torebka dla kobiety. Ja na pewno nie pożyczyłabym jej kobiecie, której dobrze nie znam. Bałabym się, że mi ją zepsuje i nie dziwię się, kiedy mój Maluch też nie chce. Z moich obserwacji wynika, że chętniej dzieli się zabawkami z dziećmi, które zna. I to głównie na zasadzie wymiany.
      Takie wspólne lizaki pamiętam ze swojego dzieciństwa. A najbardziej wspólną gumę do żucia :D
      A pożyczałaś łopatkę, bo chciałaś, czy dlatego, że ktoś nalegał, abyś ją pożyczyła?

      • No dobra, ja też w dzieciństwie dzieliłam się piciem, ale ech teraz mnie to brzydzi:-p. Tzn jak kogoś nie znam, z rodziną jestem się w stanie podzielić.
        Własciwie pół na pół, miałam wpojone że powinnam się dzielić i szczerze mówiąc nie pamiętam sytuacji w której zabierano by mi coś siłą, żeby inna osoba mogła się pobawić. A może pamiętam, chodziło o kuzyna w podobnym wieku, ale obraziłam się na chwile i mi przeszło. A tak na prawdę nie było mi żal zabawki tylko tego, że chciał ją kuzyn, który chwilę wcześniej mnie zdenerwował, a ja nie miałam jak go ukarać bo nasi rodzice byli obok:-p. Ja na serio nie wiem o co halo z tym dzieleniem się, jestem jedynaczką i powinnam mieć z tym problem, a uważam to za zupełnie naturalną rzecz.

        • Mnie też to brzydzi. Jak ktoś wypije z mojej butelki lub kubka, to ja już tego nie ruszę ;) Nie wiem, jak to w dzieciństwie wytrzymywałam :D
          Problem z dzieleniem się pojawia się głównie wtedy, kiedy rodzice/opiekunowie przyjdą na plac zabaw ze swoimi dziećmi, bez żadnych zabawek, dzieci domagają się, aby inne im coś pożyczyły, a rodzice/opiekunowie im przyklaskują. I zdarza się, że dochodzi do szarpaniny między dziećmi. Kiedyś byłam nawet świadkiem sytuacji, kiedy babcia chłopca (który przyszedł oczywiście bez niczego) powiedziała innemu chłopcu, że jest bardzo niegrzeczny, bo nie chce pożyczyć jej wnuczkowi czegoś tam. No chwila. „Niegrzeczna” to była ta pani, pozwalając sobie na takie teksty.

          • No to takie zachowanie to dla mnie abstrakcja, nigdy nie byłam świadkiem czegoś takiego. ” Podziel się” jak najbardziej, ale nie w formie domagania się od obcych, a skierowane do własnego dziecka.

  • No teraz to aż nie wiem co napisać. Na prawdę są tacy ludzie co wyrywają swoim dzieciom zabawki żeby się tylko podzieliło?? Szok ;))
    Martynka wie, że jeżeli chce się pobawić w piaskownicy zabawkami innych dzieci, to swoje też powinna im pożyczyć. Ale jeżeli chce się bawić akurat tylko swoimi, a ktoś by je chciał pożyczyć, to nie musi się zgadzać. Mnie osobiście drażni niesamowicie wynoszenie cudzych zabawek z piaskownicy i roznoszenie ich po całym placu. Kilka razy już się z tym spotkałyśmy, że albo my szukałyśmy łopatki albo znajoma foremek czy małego wiaderka, bo czyjeś dziecko sobie wywędrowało z zabawką pozostawioną w piasku. A przecież nikt nad tym nie siedzi i nie pilnuje non stop. Dlatego wolę, jak się Martynka w publicznych piaskownicach nie bawi ;) I nie zabieramy do nich nigdy dużo zabawek. W ogródkowej piaskownicy mamy ich za to ogrom.

    • Są, są. Nie chodzi mi o jakąś wielką szarpaninę, ale zabieranie z rąk zaskoczonemu dziecku widziałam już kilka razy. A potem zdziwienie i zdenerwowanie, że dziecko płacze. No ja też bym płakała, gdyby bliska mi osoba tak wobec mnie postępowała.
      Też nie lubię, kiedy ktoś roznosi nasze zabawki :/ My nie mamy swojego ogródka, więc publiczne piaskownice są naszą codziennością. Ale mamy swoje 2 ulubione place zabaw, na których Maluch ma już swoich kolegów i bardzo chętnie tam chodzi.

  • Nie chodzimy już na place zabaw, gdyż w naszym mieście są one strasznie zdewastowane i więcej w nich psich kup, zużytych prezerwatyw i potłuczonych butelek niż miejsca do harców.

    Nigdy nie kazałam Nadii, by podzieliła się swymi dobrami z innymi dziećmi, za to czasami subtelnie sugerowałam jej, że jeśli zaprasza do wspólnej zabawy rówieśników to przecież może tak uczynić, albo na czas zabawy wymienić się z innymi dziećmi ich zabawkami. Aczkolwiek, wybierając się w takie miejsce nie brałam pod uwagę, by mieć w zanadrzu wyposażenie dla okolicznych maluchów.

    Największy problem stwarza Nadii dzielenie się ,,dobrami publicznymi”. Jak sobie coś upatrzy to nie ma na nią mocnych.

    Z jednym się zgodzę- trzeba być konsekwentnym w jakimś postanowieniu i tego samego uczyć nasze pociechy.

    li_lia

    http://lilia.celes.ayz.pl/blog/

    • U nas te place zabaw, na które chodzimy, są ogrodzone i codziennie zamykane na noc. To duży komfort.
      Maluch w zasadzie często i chętnie wymienia się zabawkami z dziećmi, które lubi i które zna. Ale to nie wynika z tego, że ja w to ingeruję. Wie, że może się podzielić, ale nie musi. Wie też, że jeśli chce coś od innego dziecka, a sam nie da czegoś w zamian, prawdopodobieństwo tego, że to otrzyma jest niewielkie. Chociaż zdarzają się i takie przypadki, kiedy słychać: nie ruszaj, nie twoje, masz swoje, pomimo tego, że dzieci same z siebie chętnie by się wspólnie pobawiły. Odgórnie jest jednak zakaz, bo stanowiska w kwestii dzielenia się potrafią być bardzo skrajne.

  • My niestety mamy bardzo duży problem z dzieleniem się :/ Młody wyszarpuje każdą zabawkę innym dzieciom. Kiedy przychodzą do nas znajomi z dziećmi to cały czas muszę pilnować Młodego, żeby maluchom krzywdy nie zrobił ( bo w większości są to dzieci trochę od niego młodsze), bo szarpie i popycha dosyć mocno. I nie ważne jest jak dużo zabawek jest w tej chwili koło nich. Może mieć 5 w ręce,a jak inne dziecko weźmie sobie zabawkę nr 6 to zaraz jest straszna awantura. I na koniec jeszcze dodaje z dumą i złością: NIE PODZIELIŁEM SIĘ! Najgorzej jest z małymi dziećmi, takimi jeszcze raczkującymi. Z 4 letnia dziewczynką już mu trochę lepiej idzie. Kiedy jesteśmy w gościach u innych dzieci Młody zachowuje się troszkę lepiej, chociaż i tak zdarza się mu wyrywać ich zabawki.
    Stosowałam już różne metody. Tłumaczyłam, że fajnie jest sie bawić wspólnie, że dzieciom jest smutno, kiedy nie pozwala im nawet dotknąć swojej zabawki. Czasami nie reaguję, ale wtedy z reguły kończy się to płaczem. Nic nie pomaga:(

    • U nas też był taki okres. Maluch potrafił mieć zajęte obie ręce i jeszcze pod brodą coś trzymać, byle się nie podzielić. To trwało jakieś 2 miesiące. Przeszło. Zrozumiał, że nikt nie będzie go do niczego zmuszał i sam może decydować o tym, czy się czymś podzieli, czy nie. Z moich obserwacji wynika, że bardzo dużo dzieci przechodzi taki okres.
      Sytuacja może być kłopotliwa właśnie np. wtedy, kiedy idziemy np. do znajomych. Dlatego zawsze coś mam ze sobą w razie czego. Już dawno nie było jednak żadnej konfliktowej sytuacji przy takich spotkaniach, bo dzieci dobrze się znają i lubią.
      Kiedy ktoś przychodzi do nas, Maluch chętnie się wspólnie bawi. Bardzo lubi, kiedy go ktoś odwiedza. W takich sytuacjach staram się jednak trochę im „pomóc”, przygotowując zabawki, które świetnie się sprawdzą przy wspólnej zabawie, czyli klocki, tory, samochody, duży garaż, owoce itd. Zabawki, które mogą być źródłem konfliktu, bo ciężko się bawić nimi wspólnie, po prostu chowam, ale też nie zawsze. U nas jest o tyle dobra sytuacja, że większość dzieci, które do nas przychodzą jest starsza od Malucha. Łatwiej im się współpracuje, bo w kryzysowej sytuacji starsze dziecko łatwiej odpuści.
      Ale oczywiście też zdarzają się czasem przepychanki, wyszarpywanie itd. Każdy może mieć zły humor. Syrena wyje na całego.
      A próbowałaś dać Młodemu wolną rękę? Na zasadzie, że sam decyduje, czy się podzielić? Bez jakiejś próby działania na jego emocje, po prostu wolna wola (wcześniej jedynie krótka rozmowa na ten temat).

      • U nas trwa to niestety juz ok 6 miesięcy. Rozmowy niewiele dają. A wręcz przeciwnie. Teraz Młody jest na takim, ze jak chce zeby podniósł ręce do góry, to musze mu powiedzieć, zeby je opuścił. Wtedy dopiero podniesie:) i moze rzeczywiście to był błąd, ze tłumaczyłam mu ze fajnie jest sie dzielić. Teraz jak wie ze ktoś go odwiedzi to krzyczy: super, ale nie podziele się. I jest to dosyć duży problem, bo z super grzesznego chłopaka robi się łobuziak bijący inne dzieci. Gdyby sytuacja nie była taka zła, pewnie miałabym podobne zdanie do Twojego. Teraz jednak staram się Mlodemu wytłumaczyć , ze pokazywanie czy pożyczanie ( bo juz nie używam słowa Dzielenie sie) jest czasem fajne. Robie to jednak na przykładach. Np jak kolega podzieli sie z nim swoją zabawka to pytam sie go czy sie cieszy ze moze sie pobawić nowym autkiem Z reguły mówi ze tak i ze on tez da koledze swoje:). Bo była juz taka sytuacja, ze troszkę starsi chłopcy powiedzieli, że nie będą się z nim bawić bo jest bandytą i szarpie ich małą koleżankę. I nie chce, zeby wyrósł na takiego strasznego samoluba. Moze spróbuje metody z chowaniem najfajniejszych zabawek. Tylko bede musiała gdzieś upchnąć te stosu aut. Bo to z reguły o samochody jest walka.

        • Może wspólna zabawa kojarzy mu się głównie z tym, że trzeba będzie się dzielić, a on wcale nie ma na to ochoty? Ale myślę, że to tylko taki przejściowy okres buntu. Mój Maluch też ma akurat teraz taki okres, że zdarzają się „bijatyki”.

  • alexanderkowo.blogspot.com

    Widzę, że nie tylko ja zauważyłam, że sporo rodziców przychodzi z dziećmi na plac zabaw bez zabawek i wymaga, że inne dzieci dzieliły się z jego dzieckiem. Pisałam o tym w jednym z postów. Mnie do szału doprowadza taka sytuacja, ponieważ ja zawsze idę na plac zabaw obładowana jak wielbłąd. Ja zachęcam do dzielenia się, ale nie na siłę. Zawsze pytam podzielisz się lub wymienisz się? ale ostateczny wybór pozostawiam Jemu. Kategorycznie jednak stawiam sprawę, kiedy On chce bawić się cudzą zabawką, a inne dziecko nie chce się podzielić (zawsze czyjaś zabawka jest lepsza), że natychmiast ma oddać. Zdarzyło mi się kilkakrotnie słyszeć od innych rodziców słowa skierowane do mojego dziecka, żeby podzielił się samochodem, a on akurat nie miał na to ochoty. Alex lubi się dzielić swoimi zabawkami bardzo chętnie, jeżeli ktoś nas odwiedza. Nie ma wówczas żadnego problemu.

    • Mnie też to denerwuje, bo właśnie przez takie sytuacje rodzą się między dziećmi konflikty. Gdyby każde dziecko zabierało coś ze sobą (chociażby jedną rzecz), współpraca między nimi byłaby dużo lepsza. U nas wczoraj np. na placu zabaw było 15 dzieci. Tylko dwójka (mój Maluch i jeden chłopiec) mieli ze sobą zabawki. Oczywiście wszystkie dzieci od razu do nich dobiegły i chciały się bawić. I ja to doskonale rozumiem. To wina rodziców, że nie zapewniają swoim dzieciom akcesoriów, licząc na to, że dziecko przez kilka godzin będzie się bawić listkiem lub patykiem albo zabawkami kogoś innego. Mój Maluch chętnie się dzieli, jeśli to przebiega we wspólnej zabawie, z której on też czerpie radość. Nie zgadza się natomiast na to, że ktoś weźmie jego zabawkę i będzie się nią bawił, bez niego. I ja mu się wcale nie dziwię i nie zamierzam nakłaniać go do tego, żeby chciał.

  • Mamiczko, zaskoczyłaś mnie tym postem. Moje dziecko jest „jedną” nogą w przedszkolu. Były tam dni próbne, z którymi zapoznał się z otoczeniem, dziećmi, paniami i zabawkami. I jak cieszyłam się, że wcześniej uczyłam go dzielenia się! Okazało się to bardzo potrzebne, bo od razu z dziećmi bawił się jedną strażą pożarną! Czytałam mu o tym książeczki , na placu zabaw uczyłam go dzielenia się, potem zbierania i szanowania swoich zabawek. Dziecko idąc dalej w świat, gdzie razem będą w jednej sali, z jednymi zabawkami, których jest ograniczona ilość powinno się dzielić. Nie pozbawia ich to świadomości swoich rzeczy, na plac nie bierze się przecież tych ukochanych zabawek, bo mogą się zgubić, zapodziać i wywołać kłótnie. Po co? Widziałam dziecko chowane w taki sposób. Siedział sam ze swoją koparką, chwaląc się przed dziećmi jej wdziękami, ale nie bawił się w grupie, był wręcz odizolowany, bo wszystkie dzieci wzięły swoje zabawki i wspólnie budowały swoje babki, zamki i auta. Przecież zabawki do piaskownicy kosztują ok 10 zł. Nie róbmy z nich skarbu świata, gdzie dzieci, tknąć nie mogą tych rzeczy. Ja sama wychowałam się z 10 „doszywanymi” siostrami i braćmi, gdzie wszystkie zabawki razem ciągnęliśmy do piaskownicy. Piękne są takie wspomnienia. Ja natomiast ogólnie nie lubię placów zabaw. Nie ze względu dzielenia się, tylko wiecznego plotkarstwa mam :)
    Żadna z nas nie wie, jakie wychowanie prowadzi do najlepszych rezultatów, ja po prostu Ciebie nie rozumiem. Pozdrawiam!

    • Sytuacja przedszkolna dotyczy zabawek wspólnych. Jak chodzimy na salę zabaw i tam są wspólne zabawki, to Maluch wie, że musi się podzielić, bo to nie są jego zabawki, tylko wspólne. Nie zawsze chętnie to robi, czasem płacze, ale cierpliwie mu przypominam, na jakich zasadach to działa. On uwielbia zabawę z innymi dziećmi, ale czasem ma taki dzień, że chce się bawić sam. Ja też mam takie dni, że nie mam ochoty na wyjścia ze znajomymi, czy spotkania. Pisałam w jednym z komentarzy wyżej, że u nas na placu zabaw zdarzają się sytuacje, kiedy na 15-16 dzieci, tylko jedno lub dwoje mają ze sobą zabawki. To wina rodziców, bo takie sytuacje wywołują konflikty między dziećmi. Tu nie chodzi o wartość tych zabawek, tylko o pewne zasady, których ja się trzymam. Jeśli Maluch chce się podzielić swoimi zabawkami, to to robi. Jeśli nie, ja nie nalegam i nie próbuję go do tego przekonać. Mój Maluch nie jest odizolowany na placu zabaw, jest bardzo lubiany i zawsze bawi się z różnymi dziećmi. Bawi się, a nie daje się wykorzystywać, bo dla mnie to jest różnica. Bo też znam przypadki, kiedy dziecko było uczone tego, że wszyscy się mają bawić razem, rodziców nie obchodziło to, że dziecko kogoś nie lubi, ma się bawić ze wszystkimi i koniec. Dzieci zabierały mu z rąk zabawki, a rodzice jeszcze przyklaskiwali, że ma dać i nie grymasić. Dzisiaj mają z nim problem, bo jest zamknięty w sobie, a dzieci szybko wyłapują takie osoby i nie ma łatwego życia w szkole.
      Nie robię z zabawek skarbu świata :) Po prostu daję mojemu Maluchowi wybór. Jeśli chce się podzielić, zrobi to, jeśli nie, to nie. Jest bardzo towarzyski, uwielbia wspólne zabawy. We wpisie piszę o tym, że nie uczę go dzielenia się na siłę. Jak przychodzi jakieś dziecko, nie nadskakuję, nie mówię, no podziel się itd. Kiedy zabawa ma być wspólna, ok. Maluch nie robi problemów. Ale kiedy ktoś chce wziąć jego zabawki i bawić się nimi osobno, nie zgadza się (chyba, że akurat nie jest w piaskownicy). I uważam, że postępuje słusznie. Wielu rodziców jest cwanych. Jak raz czy dwa zobaczą, że ich dzieci mogą się dowolnie bawić zabawkami innych całkowicie przestają przynosić swoje zabawki. Bo przecież są wielbłądy, które przyniosą, po co sobie zajmować ręce. Nie lubię być wykorzystywana. I nie chcę, żeby mój Maluch był wykorzystywany. Dążę do tego, żeby była równowaga. I jest :)

      • „Bo też znam przypadki, kiedy dziecko było uczone tego, że wszyscy się
        mają bawić razem, rodziców nie obchodziło to, że dziecko kogoś nie lubi,
        ma się bawić ze wszystkimi i koniec. Dzieci zabierały mu z rąk zabawki,
        a rodzice jeszcze przyklaskiwali,”
        Muszę przyznać,to bardzo częsty przypadek.Niezwykle krzywdzący dziecko i naginający jego osobowość.
        Pracuję w szkole i później pomagam takim „pierdołeczkom”,których rodzice mają zaprogramowane w głowie podziel się i już.

    • Rozumiem z wypowiedzi że jesteś mamą, która wyrywa zabawki swojemu dziecku i daje innemu w ramach dzielenia się albo grozisz, że jeśli się nie podzieli to wracacie do domu? Myślę że tak nie jest. Dyskusja toczy się na temat zmuszania do dzielenia – przecież nikt nie chce wychować samoluba i każdy uczy, że miło jest się dzielić. Moja córka sama często rozdaje swoje zabawki i zachęca do zabawy, ale nie mam zamiaru zmuszać jej do oddania łopatki bo akurat jakieś inne dziecko chce się w tym samym momencie nią pobawić. Dzięki temu ona rozumie, że nie zawsze może mieć to co chce, bo tak jak ona nie zawsze ma ochotę się czymś podzielić tak samo inne dziecko ma do tego prawo. Uczy ją to poszanowania dla cudzej własności

      • Hm, nie chodzi o wyrywanie dziecku zabawek, na koszt tego drugiego dziecka, dla mnie obcego i mimo wszystko mniej znaczącego oczywiście. Czytałam mu książeczki ( wspominałam o tym Tupcio Chrupcio „Umiem się dzielić”), na placu zabaw bierzemy wielką torbę zabawek, więc moje dziecko ma duży wybór i pożycza, jeżeli jakieś dziecko tego chce. Jakoś u nas na placu dzieci swobodnie poruszają się między swoimi zabawkami i traktują je jak wspólne, potem pakując je do toreb. Zdarzają się epizody, że jakieś dziecko się buntuje, ale jakoś mamy mądrze tłumaczą zasadę zabawy w piasku, no chyba, że jeden chłopiec, który nie daje swoich zabawek i zawsze siedzi sam. Zawsze. Mama się z nim bawi. Ulubionych samochodów czy dinozaurów nie bierzemy do piasku, bo wiem, że to jest jego oczko w głowie i nawet byłoby szkoda ich zgubić, czy by pożyczył nie wiem. Myślę, że zabawa w piasku przygotowuje dziecko do przedszkola. Przynajmniej ja tak to traktowałam, bo mam jedynaka. Jeżeli dziecko ma problem z dzieleniem się swoimi zabawkami, które służą do piasku wydaje mi się, że trudniej mu zrozumieć zasady dzielenia się w przedszkolu, bo „ja to wziąłem, idź sobie!” Nie lubię placów zabaw i cieszę się, że synek będzie miał kontakt z dziećmi a ja odetchnę od placu zabaw. Mimo, że dzieci ładnie się bawią, plac zabaw dla mnie jest koniecznością, w której stykamy się z wytykaniem błędów innych, np. „patrz ta mała tak ciepło ubrana, a jest tak gorąco”, albo „ooo ten mały gruby a matka mu jeszcze paluszki podaje”. Każda matka dla swojego dziecka chce jak najlepiej. Zobaczymy za parę lat, które nauki przyniosły większą korzyść. Cały wpis jest dla mnie po prostu nie zrozumiały. Tyle. Nie wiedziałam, że nie można tu pisać postów innych niż uwielbienie i przytakiwanie. Zapamiętam to. Nie wyrywam dziecku zabawek. Synek dokładnie zna swoją wartość i ma bardzo rozwinięte poczucie własności swoich rzeczy i cudzych. Wie, że nikomu np. do torebek się nie zagląda, a swoje zabawki uwielbia i umie dzielić się nimi, jeżeli odwiedzą nas inne dzieci. I jestem spokojna o przedszkole. Już ma swoich ulubieńców po lekcjach otwartych, które trwają do sierpnia i staje się liderem w grupie.

        • Agulino, ale u mnie można swobodnie pisać swoje zdanie :) Wcale nie uważam, że tylko ja mam rację. Szanuję stanowiska i poglądy innych rodziców. Piszę o tym, jak ja podchodzę do różnych spraw i wcale nie oczekuję, że każdy będzie się ze mną zgadzał :) Po to są komentarze, żeby z nich korzystać i wyrażać swoje zdanie.
          To bardzo dobrze, że Twój synek tak fajnie zareagował na przedszkole. Jest duża szansa, że będzie tam chętnie chodził.
          Na placu zabaw, na który chodzimy najczęściej nie zauważyłam jakiegoś takiego obgadywania, ale nie wiem, co się dzieje za plecami ;)

        • Myślę, że doszło tu chyba do małego niezrozumienia i w sumie wszystkim chodzi o to samo. Sama napisałaś, że potrzeby Twojego dziecko są ważniejsze niż potrzeby dziecka obcego. Wobec tego jak reagujesz jeśli Twoja pociecha ewidentnie nie chce się z kimś podzielić – odpuszczasz czy nalegasz? Ja zawsze pytam swojej córki czy się chce z kimś podzielić – w 99% nie ma nic przeciwko, ale czasem nie ma na to ochoty i ja ją rozumiem. Też jej czytam książeczki, podaję jej przykłady że mama(tata, babcia..) też się z nią dzielą i że wszystkim jest wtedy miło. Zauważyłam też, że im bardziej się dzieci do czegoś zmusza tym bardziej one się sprzeciwiają (dla zasady), więc jeśli pozwolę córce decydować, wtedy jest bardziej chętna żeby się podzielić ponieważ wynika to z jej własnej decyzji niż czyjegoś przymusu. A każdy ma prawo wypowiadać swoje zdanie, ot dyskusja. Nie było moją intencją nikogo atakować. Po prostu wywnioskowałam z Twojego postu, że w gruncie rzeczy chodzi Wam o to samo i założyłam temat nie był do końca zrozumiany.

          • Tak sobie czytam i we wszystkich postach pojawia się zdanie „jeżeli ma ochotę”. Dziewczyny czy to dobra zasada polegać na tym co 3, 4 latek ma ochotę robić? Czy tak samo będziecie pisać jak będzie miało 7 lat i przyjdzie do was i powie nie mam ochoty się uczyć, nie mam ochoty na obowiązki, będą robić jak mi się podoba? To gratuluję podejścia. Budowanie relacji polega na tym, że trzeba czasami zrezygnować ze swojej „ochoty” na rzecz „ochoty” kogoś innego.

          • Mamiczka

            Ciekawa – ale czym innym są obowiązki (typu edukacja), a czym innym sytuacje typu czy się podzielić, czy nie :) Nadal nie widzę powodu, dla którego moje dziecko miałoby zrezygnować z zabawy swoją zabawką, bo inne dziecko ją chce. Dzisiaj Maluch ma już prawie 5 lat i nadal sam decyduje o takich sprawach :) Ale każdy może mieć swoje zdanie, bo każdy wychowuje swoje dziecko według zasad, które uważa za najlepsze :)

  • Paulina Kwiatkowska

    Ja w sumie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to dobre podejście, że jeżeli chce się podzielić to fajnie, jeżeli nie to też dobrze.

  • Ja nawet teraz jakoś tak niechętnie dzielę się swoimi rzeczami, np. rzadko pożyczam książki, bo zaś mi za długo przetrzymują. Nie wiem, jak to było z 20 lat temu.

    • Ja z niektórymi osobami mam niemiłe doświadczenia w pożyczaniu. Do dziś jedna z koleżanek nie oddała mi 10 płyt CD, które pożyczyła ode mnie 15 lat temu :) Dziś pożyczam swoje rzeczy tylko naprawdę zaufanym osobom.

  • Nie do końca zgadzam się z postem, no ale oczywiście każdy wychowuje swoje dziecko tak, jak uważa :) Ja zachęcam synka do dzielenia się zabawkami, argumentując to tym, że razem przyjemnie się bawić. A razem to nie znaczy „ja swoimi zabawkami, a Ty swoimi”, ale „bawimy się wspólnie- Ty możesz pobawić się moją zabawką, ja Twoją, a może i ja i Ty będziemy bawić się moimi zabawkami itd”. Również nie pochwalam wyrywania dziecku jego zabawki i oddawania innemu dziecku, ale zachęcać i tłumaczyć przecież można. Porównanie z torebką, pilnikiem, apaszką i pomadką nie do końca do mnie przemawia. Nie proszę dziecka, aby dzieliło się ubrankami, soczkiem, jego osobistymi nożyczkami do paznokci, kremem- tak samo, jak nie chciałabym, aby ktoś używał mojego pilnika czy chodził w mojej bieliźnie. Jednakże płytą CD, książką chętnie się podzielę (nawet jeśli znam kogoś tylko z widzenia)- też są dla mnie ważne, tak jak dla dziecka zabawki.
    Jestem wychowawcą w grupie 3 i 4-latków. Mieliśmy w roku szkolnym taki zwyczaj, że w piątki każde z dzieci mogło przynieść jedną swoją zabawkę. Zabawka ta nie była więc dobrem wspólnym, tylko własnością danego dziecka. Ale była umowa, że jeśli zdecyduję się przynieść zabawkę, to pozwolę też innym dzieciom ją obejrzeć, pobawić się. I sprawdzało się znakomicie- dzieci chętnie przynosiły zabawki i dzieliły się z innymi.

    A tak nie w temacie pożyczania zabawek, to blog bardzo przyjemny, lubię tu zaglądać i często to robię :)

    • Również mamy dzień zabawek w szkole :)
      Nie wymagam jednak,by dzieci przynosiły i musiały pokazywać i dawać do zabawy innym – to ich wybór .
      Maluchy świetnie się dogadują – bawią wspólnie – wyznaczają granicę.

      • U nas jest to z góry ustalone, że się dzielimy- są to pewne warunki, zasady, takie nasze przedszkolne. Jeśli dziecko ich nie akceptuje, nie musi przynosić zabawki. A jeśli przyniesie i nie chce się dzielić, to przecież nie wyrwiemy na siłę (to jednak maluchy, więc różnie mogłoby być) ;) No ale tak, jak pisałam- sprawdza się póki co świetnie, nikt nie protestuje :)

        • Rozumiem :) U mnie w klasie też jest zasada,dzielimy swoją zabawką jeżeli tego chcemy i szanujemy chęć drugiej osoby.To działa w obie strony.
          Gdy prowadzę lekcje szachów u najmłodszych ,materiały które dzieci same,spontanicznie przyniosły,czy też zrobiły w domu są ich – same ustalają granice zabawy takimi przedmiotami.

          • Ja mam dużą grupę. Ze względu na to, że mam panią pomoc, a przy tym mamy dużą salę, moja grupa liczy 30 dzieci ;) Także jest co robić :)
            A kiedy Twój Maluch wybiera się do przedszkola? Podejrzewam, że za rok, skoro jeszcze nie podjęłaś decyzji :)

          • To faktycznie spora grupa. Maluch pójdzie do przedszkola za rok, jako 4-latek. Długo rozważałam wszystkie za i przeciw i ostatecznie podjęłam taką decyzję. Chcę opóźnić etap chorowania i to właściwie był główny powód.

  • oo temat na czasie….ja uważam , że ostatecznie decyduje dziecko czy pożycza czy nie, ale naszym obowiązkiem jest powiedzieć mu, że powinno się dzielić tym co się ma , nie każde dziecko ma tyle zabawek, a po za tym nasze dziecko też w końcu będzie chciało cos pożyczyć od innego…zawsze fajniejsze jest czyjeś! nie lubię jak rodzice nie reagują , nie uczą dobrego zachowania – bo dzielenie uważam za dobre zachowanie – za sprawianie przyjemności innym. To nic nie kosztuje! zawsze mozna spróbować.

    • Ja nie uważam, że moim obowiązkiem jest mówienie dziecku, że powinno się dzielić tym co ma ;) Bo wcale nie musi. Może. Mówienie dziecku, że coś powinno zrobić jest formą wymuszania na nim pewnego zachowania. I nie zgadzam się z tym, że powinnam sprawiać przyjemność innym, wpływając na swoje dziecko. Ale szanuję to, że Ty masz inne zdanie na ten temat :)
      Dawno Cię tu nie widziałam :*

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>