Dzisiejszy post będzie o tym, jak opowiadać dziecku historie. Zainspirowała mnie do tego wpisu książka “Bajki, które leczą” (Doris Brett) Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. O tym wydawnictwie wspomniałam Wam we wpisie o tej książce —-> BĘDZIEMY MIELI DRUGIE DZIECKO. Fragmenty, które są cytatami z tej książki, będę pisała kursywą.

Historie mogą być różne, ale w tym wpisie skupię się na takich, które pomogą dziecku oswajać się z różnymi lękami. Autorka zaczęła wymyślać tego typu historyjki, kiedy jej córka bardzo bała się pierwszych dni w przedszkolu. Była nieśmiała i perspektywa odłączenia od mamy po prostu ją przerażała. Bajki terapeutyczne pomogły się pokonać swoje obawy.
“Dziecku często bardzo trudno jest mówić o własnych problemach. Nie potrafi zwerbalizować swych lęków i niepokojów, a często nawet ich rozpoznać. Może też obawiać się, że jeśli je wyrazi słowami, one się nasilą“.
Jak wiecie, jestem zwolenniczką rozmawiania z dzieckiem o różnych emocjach, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Wspominałam o tym na blogu wielokrotnie. Umiejętność rozpoznania własnych emocji pomaga dziecku w radzeniu sobie z nimi. Złość, lęk, strach, to tak samo potrzebne dziecku emocje jak np. radość. Ważne jest to, żeby dziecko potrafiło je odpowiednio rozładowywać. Najpierw musi je jednak zrozumieć. A w tym pomocne mogą być właśnie wymyślane przez rodziców historie.
“Poczucie bezpieczeństwa wypływające z faktu, że jakaś sytuacja nie zdarzyła się nam, tylko komuś innemu, sprawia, iż możemy ją przemyśleć, zbliżyć się do niej i zrozumieć zarówno ją samą, jak i towarzyszące jej uczucia (…) Uczucia, które gromadziły się tak jak para w szybkowarze, mogą teraz wydostać się na zewnątrz przez coś na kształt wentylu bezpieczeństwa. Kiedy zamiast trwonić energię na zaprzeczanie tym emocjom, uważnie się im przyjrzymy, dostrzeżemy być może, jak sobie radzić – nie tyle z nimi samymi, co z sytuacją, której towarzyszą“.
Analizując te słowa doszłam do wniosku, że wielokrotnie, zupełnie instynktownie wymyślałam Maluchowi różne historie, które dotykały problemu, który w jakiś sposób mógł go dotyczyć (niechęć do zasypiania, problemy w relacjach z młodszymi dziećmi lub rówieśnikami, lęk przed ciemnością itd.). Na podstawie takich historii dziecko uczy się, w jaki sposób radzić sobie z trudnościami. Może to być np. historia o Tomku, który bał się ciemności, bo wyobrażał sobie, że gdzieś w zakamarkach pokoju lub pod łóżkiem kryją się jakieś potwory. Bał się zasypiać, żeby potwory nie zrobiły mu krzywdy, kiedy będzie spał. Razem z rodzicami sprawdzał wszystkie kąty w swoim pokoju i zaglądał nawet do szuflady. Przekonał się, że nic tam nie ma i lęk, który odczuwa jest jedynie wytworem jego wyobraźni. Wyobraźnia chłopca pozwalała mu wiele razy przenosić się w różne odległe krainy, a nawet wyobrażać sobie, że jest np. smokiem. W taki sam sposób płatała mu figle i powodowała, że obawiał się jakiegoś ukrytego potwora. Wspólnie z rodzicami uzgodnił, że na czas zasypiania będzie miał w pokoju zapaloną małą lampkę, aby czuć się bezpieczniej. To oczywiście duży skrót myślowy takiej przykładowej historii. Najlepiej dopasować ją do konkretnych okoliczności, które występują u naszego dziecka. Warto na spokojnie zapytać, gdzie te potwory zdaniem dziecka mogą się znajdować.
“Treść opowiadania pomaga w pokonywaniu różnych kłopotliwych sytuacji, a jednocześnie wzmacnia więź pomiędzy dzieckiem a rodzicem, która sama w sobie jest potężnym źródłem pocieszenia i poczucia bezpieczeństwa“.
Warto tutaj zaufać swojej intuicji. Uważnie obserwując swoje dziecko, można wychwycić, czego się obawia, co je martwi. Musimy bowiem pamiętać, że dziecko nie zawsze potrafi lub po prostu nie zawsze chce nam o tych swoich lękach powiedzieć. Z moich obserwacji wynika, że Maluch zawsze chętnie i z uwagą słucha historii, które nawet pośrednio dotyczą kwestii, które go interesują lub są dla niego w jakiś sposób problematyczne. Znając zainteresowania swojego dziecka, w łatwy sposób możemy odpowiednio pokierować opowiadaniem. Jeśli nasze dziecko fascynują np. zwierzątka leśne, to wśród nich może się odbywać główna akcja. Ważne jest to, aby główne wątki opowiadania były jak najbardziej zbliżone do codzienności naszego dziecka. To pomoże mu utożsamiać się z bohaterem.
“W gruncie rzeczy nie możemy wyręczyć naszych pociech w rozwiązywaniu ich problemów. Muszą w końcu nauczyć się, jak sobie z nimi radzić. Możemy jedynie pomóc, dając im siłę, wiarę w siebie i nadzieję na znalezienie skutecznego rozwiązania“.
Warto pamiętać, że nasze dzieci stale nas obserwują i na podstawie naszych zachowań kodują sobie w głowach różne reakcje. Wiem, że są rodzice, którzy uważają, że rodzice nie powinni okazywać przed dzieckiem swoich słabości. Ja uważam inaczej. Nie jestem idealną mamą i też popełniam błędy. Potrafię się jednak do nich przyznać i za nie przeprosić. Nie stanowi to dla mnie problemu. Dzięki temu Maluch też nie ma problemów z przepraszaniem innych, jeśli coś nie do końca pójdzie tak, jak powinno. Cieszę się, że tak jest, bo to ważna i potrzebna umiejętność. Mam nadzieję, że zostanie mu ona na długo. Potrafi również wyciągnąć rękę na zgodę. Nie lubi być w stanie konfliktu. Kiedy jego emocje opadną, od razu chce się “pogodzić” i chętnie rozmawia o tym, co go zdenerwowało. Wtedy wspólnie szukamy jakiegoś dobrego rozwiązania takich sytuacji.
“W przeszłości taka wiedza docierała do dzieci poprzez legendy, baśnie i podania opowiadane przez wędrownych poetów i pieśniarzy, niezliczonych krewnych, przyjaciół i starszych rodu, którzy przekazywali tę tradycję nauczania. Dzisiaj jesteśmy tego prawie pozbawieni. Zwyciężyła telewizja i komputery“.
Nie do końca zgadzam się z tym ostatnim twierdzeniem, bo to od rodziców zależy, czy telewizja i komputer staną się dla dziecka ważniejsze niż książka czy wspólna rozmowa. Wiadomo, że im dziecko jest starsze, tym to zadanie jest trudniejsze. Myślę jednak, że praca poświęcona we wczesnym dzieciństwie, może zaowocować w przyszłości. Maluch na klasyczne, długie legendy lub baśnie jest jeszcze za mały. Nudzą go (zwykle są dość długie), a czasem są po prostu zbyt drastyczne (w moim odczuciu). W takich wypadkach wkracza do akcji wyobraźnia i zmieniam treść danej legendy/baśni odpowiednio do wieku Malucha. Bardzo lubi np. tę o Smoku Wawelskim, o Kopciuszku i o Trzech świnkach. To niby zwykłe historyjki, ale wbrew pozorom każda z nich dotyka pewnej ważnej tematyki.
“W gruncie rzeczy i fabuła, i bohaterowie już istnieją. (…) Są po prostu odpowiednikami tego, co dzieje się w życiu waszego dziecka. Do was należy tylko wymyślenie zakończenia historii oraz tego, jak do niego dochodzi. Ważne jest, by zakończenie było pozytywne. Musicie ofiarować dziecku nadzieję, że zdoła znaleźć wyjście ze swych kłopotów“.
Są rodzice, którym się wydaje, że nie potrafią wymyślać historii. Albo im się po prostu nie chce, bo tego nie lubią. W tym drugim wypadku można się posiłkować książkami z gotowymi opowiadaniami. Nigdy jednak nie będą one tak spersonalizowane i dopasowane do potrzeb naszego dziecka, jak te wymyślone przez nas. Przyznaję, że czasem też mi się nie chce. Albo nie mam pomysłu. Wtedy Maluch przychodzi mi z pomocą, np. inicjując początek albo dopowiadając coś w środku. W ten sposób łączymy tworzenie takich historii z fajną zabawą. Można np. dzielić opowiadanie na części. Po kilka zdań (a nawet po jednym) możemy mówić na zmianę. Pomysły dziecka mogą nas czasem zaskoczyć. Ale jednocześnie mogą dać nam wskazówkę, w którym kierunku to opowiadanie powinno zmierzać.
“Kiedy opowiadacie dziecku wymyśloną przez siebie historię, da wam znać, jak sobie radzicie. Jeśli jest zainteresowane i żywo reaguje, trafiacie w sedno. Jeśli wygląda na znudzone, to albo nie jest w stanie zajmować się swoimi kłopotami właśnie teraz, albo już nie potrzebuje pomocy“.
Często praktykujemy z Maluchem taką zasadę, że kiedy pierwszy raz opowiadam mu jakąś historię, dopytuję go, co jego zdaniem czuł główny bohater. Z uwagi na to, że często rozmawiamy o emocjach, nie ma problemu z określeniem tego. To bardzo pomocne, bo pomaga mi odpowiednio pokierować przebiegiem historii. Ważne jest to, żeby te historie były opowiadane prostym językiem, dostosowanym do wieku naszego dziecka. Jak słowa będą zbyt wyszukane, dziecko może nie zrozumieć przekazu i szybko się zniechęcić do takich historii. A to wiąże się z tym, że jak nasze dziecko będzie zniechęcone, to nam odechce się wymyślania.
Podsumowując, zachęcam Was do wymyślania różnych historii. Mały Krzysiu, czy mała Basia mogą bardzo pomóc Waszym dzieciom w oswojeniu się z ciemnością, kąpielą, zasypianiem, lękiem przed zwierzętami, lękiem przed pojawieniem się rodzeństwa, strachem przed pierwszym dniem w przedszkolu/szkole. Nie wstydźcie się tworzyć, nie zniechęcajcie, jeśli początkowo nie bardzo Wam to wychodzi. Razem z dzieckiem możecie stworzyć naprawdę ciekawe i przydatne opowiadania. Możecie je nagrywać np. na dyktafon, co ułatwi Wam zadanie, jak dziecku dana historia bardzo się spodoba i będzie chciało jej słuchać wielokrotnie (dzięki temu łatwiej Wam będzie nauczyć się tekstu na pamięć, bo zwykłe odsłuchiwanie nie zastąpi opowiadania).
Jeśli macie starsze dzieci, możecie urozmaicać takie opowiadania, zachęcając dziecko do wykonania ilustracji. Rysowanie też może być bardzo fajnym sposobem na odreagowanie różnych emocji.
Pamiętajcie, że jeśli problem Waszego dziecka jest poważny i widzicie, że sami nie dajcie sobie z nim rady, warto skorzystać z pomocy psychologa. Zbyt długie tłumienie w sobie problemu może bardzo negatywnie odbić się na psychice dziecka. Umysł dziecka jest bardzo plastyczny, ale w podświadomości pewne rzeczy mogą pozostać na długo. U niektórych dzieci problemy na tle emocjonalnym mogą przybrać formę fizycznego bólu, np. brzucha.
Jeśli interesuje Was taka tematyka, warto przeczytać tę książkę, która zainspirowała mnie do dzisiejszego wpisu (są dwie części —> CZĘŚĆ 1 i CZĘŚĆ 2). Ja mam starsze wydanie (pożyczone), ale myślę, że jej treść niewiele się zmieniła. Jest napisana bardzo przystępnym językiem i porusza wiele lęków, z którymi muszą się zmierzyć nasze dzieci w życiu codziennym.

O autorce: Mamiczka
Mama Malucha od września 2011 r. Z dużym poczuciem humoru, dystansem do siebie i odrobiną szaleństwa. Prawnik z zacięciem medycznym. Studentka naturopatii i dietetyki klinicznej. Partner Eqology. Chcesz zadbać o swoje zdrowie? A może chcesz pracować w moim zespole? Jeśli tak, napisz do mnie na czymzajacmalucha@gmail.com.




Magda
Często stosuję podobne metody. W sumie, to robię to dość intuicyjnie żeby pokazać, że strach ma czasem wielkie oczy, dodać otuchy i odwagi do stawienia czoła różnym strachom. Staram się też jednak tłumaczyć, że każdy się czasem boi i nie ma w tym nic złego. Bardzo fajny wpis. Właściwie przy odrobinie dobrych chęci sami możemy tworzyć bajki terapeutyczne. Nie trzeba do tego jakichś specjalnych umiejętności, wystarczy dobrze słuchać swojego dziecka i być czujnym na to, co czasem trudno mu zakomunikować wprost.
Mamiczka
Dokładnie :) Warto zaufać swojej intuicji :)
Sylwia P.
To bardzo fajna metoda. Też coś takiego praktylujemy. Czasem przemycam też historie o cudownych warzywach któr kogoś uleczyły…ale nie sprawiło to ze chcial je zjeść ;))).swoją drogą,
Pobudzanie wyobrazni zawsze dobrze skutkuje
Piotr
Są jeszcze bajki, które pomagają w odkryciu, że coś, czego się boimy, tak naprawdę nie istnieje. Choćby ta: “Czy w ciemności mieszkają potwory?” (http://swiatafika.pl/bajki-edukacyjne/i-6-czy-w-ciemnosci-mieszkaja-potwory/)