767. Nowości Wydawnictwa Amber + KONKURS!

Czas na kolejne książki Wydawnictwa Amber, które objęłam patronatem medialnym. Tradycyjnie jest również konkurs, a jego szczegóły znajdziecie pod koniec wpisu.

 

Mam też do Was pytanie. Jeśli wśród Was jest ktoś, kto leczył kanałowo zęby i nie działały na niego standardowe znieczulenia podawane przez stomatologów (nasiękowe i przewodowe), to dajcie mi proszę znać, czy znaleźliście jakąś klinikę, która rozwiązała ten problem, podając skuteczne znieczulenie. Mam obecnie duży problem z tym, bo prawdopodobnie z powodu neuroboreliozy (czyli neuroinfekcji) nie działają na mnie typowe znieczulenia (a w zasadzie nie działają one na kanały zęba, bo na sam ząb tak) i pilnie szukam jakiejś alternatywy. Wiem, że problem mogłaby rozwiązać narkoza, bo miałam już w ten sposób przeprowadzany zabieg stomatologiczny, ale aktualnie z uwagi na trwającą neuroinfekcję i różne antybiotyki, które biorę, nie jest to bezpieczny pomysł. Wybaczcie to oderwanie od tematu, ale to dla mnie ważna sprawa, bo walczę z bólem zęba, a kto to przechodził, to wie, do jakiej desperacji może to człowieka doprowadzić ;)

 

A teraz wracamy już do tematu :)

 

 

Wszystkie książki mają twarde oprawy i są rekomendowane dla dzieci w wieku przedszkolnym.

 

Miś Tuliś kocha małe ptaszki

 

 

Tego bohatera chyba nie muszę nikomu przedstawiać. To kolejna część z serii przygód Misia Tulisia, uwielbianego przez małe przedszkolaki.

 

Tym razem towarzyszą mu ptasie jajka, którym urządził jajeczne przytulenia.

 

Na końcu jest krótka instrukcja, jak można stworzyć swoich własnych wiosennych przyjaciół.

 

Książkę można kupić np. tu —>  KLIK.

 

 

Mops Klops

 

 

To ulubiona książka Malucha w ostatnim czasie.

 

Bardzo wesoła, rymowana historia o psiej przyjaźni i o dzieleniu się ze sobą. Wcale się nie dziwię, że to światowy bestseller dla dzieci. Kto ma psa, ten zrozumie ;) Nasza Tola nie lubi się dzielić nie tylko zabawkami, ale również pańcią ;)

 

Można ją kupić np. tu —>  KLIK.

 

 

Ośmiornica na dachu

 

 

To z kolei moja ulubiona książka z tego zestawienia.

 

Ma rewelacyjne ilustracje. Nie dziwię się, bo jej ilustrator został wyróżniony w 2017 r. Złotym Medalem Independent Publisher Book Award. I chociaż tekstu jest niewiele, to historia jest ciekawa. Zwróćcie uwagę na nietypowe, ciekawe twarze bohaterów.

 

Książkę można kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

Gdzie jest Kameleon?

 

 

Również i tutaj nie zawiodły nas ilustracje. Są świetne. A główny bohater uroczy.

 

Maluchy mogą się także pobawić w wyszukiwanie kameleona na niektórych stronach.

 

Książkę można kupić np. tu —>  KLIK.

 

 

Kotki, koty, kocury

 

 

Śmieszna z bardzo krótkim tekstem. Ma rewelacyjne ilustracje.

 

Nie tylko dla fanów kotów. Może się również przydać do nauki liczenia :)

 

Można ją kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

Odwagi zajączku

 

 

Pomysłowa historyjka o zajączku, który przezwyciężył swój lęk i wyruszył na zewnątrz norki na poszukiwania swojej przyjaciółki.

 

Ma świetne ilustracje, które dobrze uzupełniają tekst. Adekwatnie pokazują również emocje bohaterów.

 

Można ją kupić np. tu —->  KLIK.

 

 

A teraz ruszamy z KONKURSEM

 

Zadanie konkursowe – W komentarzu pod tym wpisem napisz, jakie masz w domu zwierzęta (lub miałeś np. w dzieciństwie), co lubisz z nimi robić lub jeśli nie masz, jakie chciałbyś mieć i dlaczego? Jakieś ślimaki z dzieciństwa też się liczą ;)

 

Bawimy się od dzisiaj, czyli 13.06.2019 r. do 23.06.2019 r. do godz. 23.59.

 

Spośród wszystkich zgłoszeń wybiorę 3 osoby, które zgarną zestawy, w skład których wchodzą wszystkie książki, pokazane w dzisiejszym wpisie. Nagrody są super, więc warto powalczyć. Wyniki ogłoszę na dole tego wpisu w ciągu 3 dni od chwili zakończenia konkursu.

 

UWAGA! Jak zawsze przypominam, że komentarze na moim blogu są moderowane. Oznacza to, że Wasze konkursowe zgłoszenie nie będzie od razu widoczne. Powinnam je zaakceptować w ciągu kilku godzin. Jeśli w ciągu 24 h nie pojawiłoby się wśród innych zgłoszeń, napisz do mnie na maila czymzajacmalucha@gmail.com.

 

Ważnym warunkiem prawidłowego zgłoszenia konkursowego jest podanie przy zgłoszeniu swojego adresu e-mail. Wypełniając pola komentarza macie tam odpowiednie miejsce do tego. To ważne, bo później z tego adresu mailowego zwycięzcy będą musieli się ze mną skontaktować. UWAGA! Nie wpisujcie swojego maila w treści zgłoszenia konkursowego (tylko w odpowiednim do tego polu w formularzu).

 

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Czym zająć Malucha?
2. Konkurs trwa od 13.06.2019 r. do 23.06.2019 r. do godz. 23.59
3. Nagrodami w konkursie są 3 zestawy książek, w skład których wchodzą: Miś Tuliś kocha małe ptaszki, Mops Klops, Ośmiornica na dachu, Gdzie jest Kameleon?, Kotki, koty, kocury i Odwagi zajączku.
4. Zgłoszenia konkursowe zostawiacie w komentarzu pod wpisem.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi pod tym wpisem w ciągu 3 dni, a zwycięzcy mają 3 dni na to, aby skontaktować się ze mną mailowo z adresu, który podawali przy zgłoszeniu. Jeśli tego nie zrobią, wybiorę kolejne osoby.
6. Zastrzegam sobie prawo do usunięcia zgłoszenia, które narusza regulamin konkursu lub powszechnie przyjęte normy obyczajowe.
7. Dane osobowe zwycięzcy konkursu będą wykorzystane wyłącznie w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia konkursu zgodnie z regulaminem.

 

Powodzenia!

 

Gorąco zachęcam Was również do wzięcia udziału w konkursie z poprzedniego wpisu, w którym do wygrania są fajne produkty Funiversity i eko torby —->  KLIK.

 

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama Malucha od września 2011 r. Z dużym poczuciem humoru, dystansem do siebie i odrobiną szaleństwa. Żona taty Malucha, swojego totalnego przeciwieństwa. Bądź z nami na bieżąco i zaglądaj na nasz Instagram.

38 komentarzy

  • Dom pełen zwierząt.

    Kocham zwierzęta, od.dziecka marzyłam o swoim pupilu. Na początku Rodzice zgodzili się na … rybki ;) i tak zaczęła się moją przygodą. Po rybkach był chomik, niestety odszedł pewnego dnia zasnął i już się nie obudził. Wiedziałam, że żyją krótko, dla mnie za krótko. Do domu zawitał nowy chomik. Pokochałam go tak samo jak tego pierwszego, ale i on odszedł. Przyszedł czas na świnkę morską, teraz często słyszę, że to kawia domowa. Jak zwał tak zwał. Po czasie przyjęliśmy psa przybłedę, ale on po jakimś czasie odszedł. Pewnego wieczoru nie wrócił ze spaceru, może znalazł swój pierwszy dom. Po czasie z przypadku, dostałam szczeniaka. Był pełen werwy i radości i psotny. Szkoda, że nie było wówczas programu typu zaklinacz psów ;) mimo wszystko był kochany i był z nami 17 lat. Międzyczasie była druga świnka morska, przygarnieta dorosła kawia. To był mój ostatni zwierzak. Zwierzęta są cudowne, dają nam uśmiech, spełnienie, uczą empatii. Moje dziecko nie ma na razie tyle szczęścia. Zaopiekowalysmy się świnka morską, którą ktoś oddał z powodów osobistych. Córka dbała o nią delikatnie głaskala, karmiła, opowiadała bajki :) żeby się do nas przyzwyczaiła. Dziecko w wieku 3 lat też potrafi mieć w sobie delikatność. Dom był przepełniony miłością, radością. Niestety przyszedł czas kiedy musiałam oddać zwierzątko. Wiele nocy nieprzespanych, wiele rozmyślań jak rozwiązać tą sytuację. Oddaliśmy w dobre ręce, ale nadal tęsknimy. Bardzo chciałabym żeby kiedyś w naszym domu zagościło zwierzątko i zostało z nami na zawsze. Chciałabym wierzyć, że tak będzie.
    Pozdrawiam Wszystkich

  • W domu zawsze był jakiś czworonożny przyjaciel. Najważniejsza – moja ukochana kotka trikolorka, która towarzyszyła mi we wszystkim, a także nie raz dzielnie się ze mną przeprowadzała. Teraz z racji braku możliwości posiadania kotka albo pieska (póki co mam nadzieję), postawiliśmy na akwarium aby wprowadzać dzieci w tajniki opieki nad zwierzęciem. A w środku rybki oraz… Krewetki :) na które mąż kręcił nosem, a teraz obserwuje akwarium czesciej niż dzieci :) Wspólnie wyciszamy się przyglądając się podwodnemu życiu :)

  • My mamy w domu Mopsa :-) klopsa :-) Robsona! Ja uwielbiam smyrać go za uszkiem i brzuszkiem. Jest już naszym siwym staruszkiem więc sił mu brak na większe zabawy…….na szczęście nie ucieka przed dzieciaczkami, które nie raz wchodzą mu do łóżka ;)

  • Zanim urodzili się Wojtuś i Krzyś mieliśmy z mężem (wtedy jeszcze chłopakiem, później narzeczonym) dwa szczurki, Maszę i Burzę. Mąż marzył o szczurkach i pewnego raz zrobiłam mu niespodziankę. Temu wielkiemu facetowi łzy płynęły po policzkach i trzęsły mu się dłonie gdy głaskał małe puchate ciałka. Szczurki są bardzo mądre i kochane, to takie małe pieski. Bardzo żałuję że żyją tak krótko i nie zdążyły doczekać naszych maluchów.
    Może jeszcze kiedyś… Może… ;)

  • Jako dzieckko byłam mała kociara i psiara. Tak mówiła na mnie mama. Rodzice bali się, że w końcu zabraknie miejsca na trzymanie każdego psiaka i kota jakiego przygarnelam.
    Tetaz mając swoją rodzinę, w naszym domu nie ma zwierzaka. Dlaczego? Mam dwójkę dzieci 1,5 roczna córkę oraz 4 letniego syna.
    Zwierzę to duży obowiązek, a ja mam obowiązków sporo przy moich dzieciach i nad samym domem.
    Czekamy aż dzieci trochę podrosna, aby wziąć pieska, który będzie kolejnym członkiem naszej rodziny. Chcemy poświęcić mu tak dużo czasu jak będzie potrzebował, dlatego musi być to przemyślana decyzja.
    Jak już pojawi się ten wymarzony piesek, to wspólne spacery, bieganie, zabawy, rzucanie piłeczka no i oczywiście będzie moim wieczornym towarzyszem podczas czytania książek :) po prostu będzie naszym przyjacielem ❤️❤️

  • A my mamy w domu KANARKA ;) taki mały, słodki, pierzasty przylepa. Na początku nazywał się Kasztan z racji swojego kasztanowego upierzenia, nie mniej jednak jego imię ewoluowało i nazywaliśmy go Gypsy, a potem po prostu Dziubuś… i tak już zostało. Dziubek uwielbia słońce! Kiedy promienie słońca muskają go robi się wielką pierzastą kulką, wygląda to naprawdę zabawnie :), a gdy wskakuje do swojego basenu z wodą i jest cały mokry poszukuje nas aby się wytrzeć, poprzytulać o nasze ciepłe części ciała: dłoń, rękę – to jest takie urocze. No ale skoro kanarek to oczywiście piękne tryle i śpiewy :) Latem od 4:30 ;) zimą po godzinie 7:00. Kanarki są niesamowicie przyjaznymi stworzeniami, same zaczepiają domowników aby się poprzytulać usiąść na palcu, głowie :). A w posiadaniu kanarka kolejnym atutem jest to, że ich utrzymanie oraz opieka nad nimi nie jest skomplikowana:) Mój trzyletni synek uwielbia codziennie wymieniać mu wodę i wsypywać świeże ziarenka. :) Czasami synek modyfikuje jego imię i np. wychodzi mu Dziubaliński Dzibuś, Dżipson albo Dżibok ;) mamy przy tym niezły ubaw. Codziennie przed wyjściem do przedszkola żegna się z nim “papa Dziubuś”. Widzę jaka relacja i więź wytworzyła się pomiędzy nimi i to jest chyba najfajniejsze! :)

  • Od podstawówki miałam w domu psa kundelka.kupiony gdzies kiedys na jakiejs giełdzie samochodowej. Okazało sie, ze najbardziej pokochał sie z moim tatą i to ich łączyła największa przyjaźń. 5 lat temu piesek nam uciekł z domu i został potrącony przez auto.było trzeba go uśpić. Mój tato płakał za nim jak za najlepszym przyjacielem. Zakopalismy go w ogrodku z jego calym dobytkiem. Po kilku dniach okazało sie,ze jestem w ciąży z moim synkiem. Ogromny smutek zamienił się w radość w rodzinie :)

  • W moim domu mamy begiela, a dokładniej suczkę Suzi jest już z nami 10 lat. Na początku cała miłość była przelana na nią, bo to była taka radosna mała wariatka, która cały czas chciała biegać za piłką i się bawić. Od kiedy urodził się mój synek musiałam pomnożyć ta miłość i teraz w sumie czuje się jakbym miała dwójkę dzieci. Każdy z nich chciałby mnie tylko dla siebie, chociaż uwielbiają się ze sobą bawić, lecz bywają o siebie zazdrośni. Biegają razem ze swoimi misiami, niestety Suzi się już dość szybko męczy i muszę tłumaczyć, że jest strasza i musi odpocząć. Do tego uwielbiaja razem jeść. Dawid zawsze dzieli się z Suzi, więc muszę uważać, co chce jej dać. Lubimy wychodzić z nią na spacery, chociaż jak jest tak gorąco jak teraz są krótsze a częściej. A wieczorem przed kąpielą często wszyscy siedzimy na kanapie i oglądamy Psi patrol co jakiś czas głaszcząc nasza psinę. Pies to członek rodziny i czasem mimo utrudnień kochamy ją, cieszymy się, że jest i uwielbiamy siedząc z nią czas.

  • Co do zębów – nie pomogę niestety… a stomatolog nic nie podpowie w tym temacie?

    Co do zwierzaczków – jako, że od zawsze mieszkam na wsi, w domach z ogródkami, tych pupilów się nieco przewinęło. Ale jedno jest stałe –
    zawsze towarzyszy mi pies. Wpierw była Megi – biała suczka kundelka, potem Dinar i Azor – jej synowie. Teraz towarzyszy nam Bingo, kundelek z odrobiną krwi spaniela – i jest ulubieńcem naszego synka. Od urodzenia Tomka są nierozłączni. Śmiejemy się nawet, że to psi bracia. Gdyby mogli, spaliby razem. A “miskę” zdarza się im dzielić, bo synek oddałby mu ostatni kęs każdego swojego posiłku, co mnie codziennie przyprawia o zawał, bo muszę go uświadamiać, że pieski nie jedzą pierogów czy lodów ;) Uwielbiają razem przebywać, biegać i rozrabiać. Aktualnie ćwiczą aportowanie, a komedy “siad”, “łapa” czy “turlaj się” mają już opracowane. Tomuś zdecydowanie przejął mój gen “psiarza” i Bingo to jego ukochany przyjaciel.

  • Moje dzieciństwo to wieś i to ta dawna wieść kiedy rodzice hodowali krowy, świnki, kaczki i kury. Pies i kot to wiadomo😁 wiele się zmieniło, mieszkam w mieście, ale do dziś kiedy jedziemy do dziadków na wies mój syn biegnie najpierw do kurnika a potem do psiej budy🤣 a kiedyś kiedyś w naszym domu na pewno zagości pies chow chow który dostanie własny pokój 🤣

  • Od dwóch lat mamy nietypowego członka rodziny. Niesamowita, kujaca kuleczkę, która kocha biegać w swoim kołowrotku. Na śniadanie zjada robaczki, a później dużo śpi,żeby zebrać mnóstwo sił na wieczor do zabawy z 3 latkiem . Jejka, czyli jeż pigmejski afrykański , uwielbia zabawy gumowa piłeczka, turlać ja ,a nawet się na nią wspinac .
    PS. Jeze nie żywią się jabłkami 😀

  • Nie mamy zadnych zwierzat w domu ale kochamy wydawnictwo Amber❤️ dlatego z checia przygarniemy te ksiazkowe zwierzaki do naszej biblioteczki😍 I obiecujemy sie nimi nalezycie opiekowac☺️

  • Nigdy nie miałam żadnego zwierzęcia. Jeśli miałabym się jednak na jakieś zdecydować, to myśle ze byłoby to zwierze gospodarskie – koza albo osioł. Oba te zwierzęta są dosyć intrygujące . Podobno kozy to ogromne samotniczki, natomiast osły wręcz odwrotnie – potrzebują stałego towarzystwa. Z kozą milczałybyśmy sobie, a jak chciałabym się wygadać to poszłabym do osła. Mam już nawet imiona dla moich zwierzaków – koza Mimoza i osioł Remek :)

  • Ja posiadam psa Parson Russell Terriera – Pixie :) to mały zwariowany piesek, który uwielbia moje, 3,5 letnie bliźniaki. Ja uwielbiam jak w zimowe wieczory przychodzi do mnie pod kocyk i ogrzewa mnie :) a ja sobie czytam. Chętnie zrobimy miejsce w naszej bibliotece na książki z wydawnictwa Amber. Mamy już Odwagi zajaczku i polecam, chłopaki nabrał po. Iej więcej odwagi

  • Miałam papùżkę i miałam kaczuszkę.

    PAPUGA.
    Papużkę wymarzyłam. Pamiętam dzień, w którym mama przywiozła ów zwierzaka do domu. Młodziutka papuga była idealnie piękna i mądra. Weronika, bo tak właśnie nazwałam swoja zieloną papugę była również niezwykle towarzyska. Lubiła przesiadywać u domowników na ramieniu. Lubiła też siadać na talerzu, kiedy jadłam obiad i próbować mojego jedzenia. Werka uwielbiała zabwy. Bawiła się ze mną w berka… jeśli mnie dogoniła siadała na mi triumfalnue na głowie. A kiedy zmywałam naczynia zdarzało się, że prosiła o kąpiel… zmiejszałam wowczas ciśnienie wody i papużka robiła sobie prysznic. Pewnego dnia mama wychodząc z domu, zapomniała zamknąć balkon. Werka nigdy nie miała zamkniętej klatki…. przez caly tydzień rozpaczliwe szukaliśmy naszej najkochańszej uciekinierki. Rozwiesiliśmy 86 plakatów prosząc o pomoc w odnalezieniu zielonej papużki. Wylaliśmy tonę łez… Weronika zaginęła na zawsze….

    KACZOR. UNKA.
    Pewnego dnia tato przyniosł żółciutki puszek. Wykluła się nam jedna kaczuszka. Z radością zaopielowałam sìę tym milutkim, żółciutkim puszkiem.
    Unka spała ze mną w łóżku. Chyba traktowała mnie jak mamę, bowiem wszędzie za mną dreptała. Robiłyśmy sobie spacery po łące..
    Łapałyśmy przysmaki, czyli muchy. Po szkole biegłam (naprawdę biegłam) do domu… do mojej Unki.
    I tak mijały nam tygodnie. Rodzice nie byli pocieszeni z naszej zacieśniającej się emocjonalnie wiezi… kaczka rosła i dość mocno brudziła w domu.
    Zapadła decyzja – pora Unkę oddać do zagrody. Znowu łzy. Odwiedzałam kaczuszkę w zagrodzie,że prosiła kilka razy dziennie i ku mojemu zaskoczeniu juz po 4 dniach przestała reagować na mój widok. Wybrała swoją prawdziwą rodzinę. Dodam tylko, że Unka wyrosła na dostojnego kaczora… i do dziś z domowników nikt nie ma sumienia zjeść kaczki (pod żadną postacią).

  • Mamy 3 koty i psa🙈 Córka okazała się miłośniczką zwierząt…najpierw przygarnelismy rudego kota abisyńskiego…nazwała go Fox. Potem była kotka Fela, po niej Fredka. A po wakacjach jesteśmy bogatsi o teriera Foxtrota😁 każde zwierzę i każdy ludzki osobnik w domu charaktery, więc mamy wesoło😁

  • Gdy byłam małą dziewczynką mieliśmy w domu kotkę która miała malutkie kocięta, niestety mieszkamy obok ruchliwej ulicy i kotka zginęła pod kołami samochodu w momencie kiedy kotki zaczynały widziec. Kupiliśmy mleko zastępcze i wykarmiliśmy wszystkie 5 maluchów. Zawsze w domu były jakieś zwierzęta : króliki, kury, kaczki . Wszystkie zwierzaki uwielbiałam. Obecnie w domu mamy małą suczkę Perełke . Ma 10 lat i odkąd ją mamy nigdy nie przespała nocy na dworze , śpi z nami w domu , traktujemy ją jak członka rodziny . Zawse poprawia nam humor. Nasz synek uwielbia się z nią bawić.

  • Na zwierzęta jestem skazana genetycznie. Rdziece lekarze weterynarii, sama też weterynarz, mąż weterynarz, córka (2,5 roku) twierdzi, że ona też…Przy rodzinnym obiedzie rozmawiamy o jednym 😉 Zwierzaków mamy mnóstwo od kotów do koni. A co lubię z nimi robić? Moja pasja to chirurgia, więc wiadomo. 😉

  • Miałam pieska który wabił się Reksio :) był Yorkiem i żył z nami 15 lat a najbardziej lubiłam gdy zwijał się w kłębek na mojej pościeli i „pilnował” mnie jak strażnik :) co najśmieszniejsze, bał się panicznie szczeniaków i innych małych piesków a na psy o wiele od siebie większe rzucał się niczym gladiator :D

  • Gdy byliśmy mali rodzice często kupowali nam zwierzaki, o których marzyliśmy. Były papużki, kanarek, chomik. Kiedy zapragnęliśmy psa, rodzice wpadli na genialny pomysł żeby nauczyć nas obowiązków- wychodziliśmy na spacery najpierw tylko że smyczą 😁 po tygodniu zamieszkał z nami Tipi. Ale najbardziej pamiętam, gdy byliśmy na wakacjach pod namiotem i przywieźliśmy stamtąd razem z bratem małe żabki. Rodzice o tym nie wiedzieli. W domu przełożyliśmy je do otwartego akwarium 😂😂 oczywiście wszystkie urządziły sobie spacer po mieszkaniu. Miny rodziców pamiętam do dziś 😂😂 teraz mamy swoje dzieciaczki 3 letniego Szymka i 3 miesięczną Alicję. Szymek już przyzwyczaja się do obowiązków i wyprowadza z sąsiadem psa Yorka 😉 z pustą smyczą jeszcze nie wychodzi 😂😂😂

  • Od małego chciałam pomagać potrzebującym, dlatego zawsze moją uwagę zwracały zwierzątka, które potrzebowały pomocy. W moim mieście była wylęgarnia gąsek. Najsłabsze gąski nie miały niestety szans na długi żywot, nie tylko z powodu swojej słabości… Dlatego postanowiłam choć jedną z nich uratować. Razem z rodzicami poszłam do tej wylęgarni i właściciel pozwolił mi wziąć do domu jedną z gąsek, które i tak już z góry skazane były na śmierć. Zatem wybrałam śliczną puchatą i zaniosłam do domu do przygotowanego dla niej wcześniej domku – kartonu wyłożonego miękką ściółką i oświetlanego żarówką, żeby gąsce było ciepło (tak poradzono mi w wylęgarni). Gąska mimo, że była bardzo słaba przeżyła u nas kilka dni i przyniosła nam wiele radości. Następny był gawron, którego znalazłam podczas spaceru z mamą. Leżał z przetrąconym skrzydłem pod murem. Rozumiemy się z mamą bez słów i od razu wiedziałyśmy, ze go tak nie zostawimy. Zaniosłyśmy go do weterynarza, który niestety stwierdził, że gawron jest zbyt słaby żeby przeżyć i jego dni są policzone – i rzeczywiście tak było. Jakiś czas później w podobnych okolicznościach znowu natknęłyśmy się z mamą na gawrona z przetrąconym skrzydłem. Tym razem okazało się, że ptak szybko dojdzie do siebie, ale już nigdy nie będzie mógł latać. W taki oto sposób w naszym domu pojawił się Azor – nazwaliśmy go tak, ponieważ zachowywał się jak pies. Reagował na nasze głosy, potrafił bez problemu poruszać się po domu i radośnie machał skrzydłami na nasz widok. Rano siedział cichutko w swoim specjalnym gniazdku dopóki ktoś z nas się nie obudził. Jak tylko Azor usłyszał jakikolwiek ruch z rana od razu słychać było głośne „kra kra!”, które budziło pozostałych domowników. Wychodziłam z nim na spacery, a z czasem nauczył się nawet sam jeść i pić to, co było przygotowane w jego miseczkach. Dożył u nas swojej ptasiej starości. Ale moją największą miłością była Misia – malutki czarno-podpalany kundelek, który był ze mną przez 18 lat! Była ze mną od mojego dzieciństwa aż po dorosłość (zdążyła nawet poznać mojego przyszłego męża, o którego była strasznie zazdrosna;)). Była moim kompanem na dobre i na złe. Witała mnie szalonym biegiem i skokami, gdy wracał ze szkoły, jeździła ze mną w koszyku na rowerze i biegała ze mną po podwórku. Kiedy byłam smutna kładła mi pyszczek na kolanach jakby starała się mnie pocieszyć. Nawet grała ze mną na pianinie;) Siedziała grzecznie i słuchała, kiedy ja ćwiczyłam kolejne utwory. Uwielbiała kąpiele w jeziorze i ganianie za patykiem. Zasypiała przy mnie, jakby wiedziała, ze to uwielbiam, a potem cichutko wymykała się do swojego łóżeczka. Kiedy Misia chciała się zrelaksować kładła się na grzbiet i trzeba było masować ją po brzuszku;) Była najukochańszym zwierzątkiem, jakie mogłam spotkać w życiu. Teraz nie mamy żadnego zwierzątka, ale kiedy córeczka podrośnie na pewno pomyślimy o jakimś zwierzęcym towarzyszu (myślę najbardziej o piesku), aby i ona mogła doświadczyć takiej wspaniałej radości i przywiązania, jakie dostaje się od zwierzaków:)

  • Z naszym ukochanym emerytowanym sznaucerkiem uwielbiam robić tysiące rzeczy: śpiewać kolędy tzn. mamy lampki choinkowe z pozytywką, włączamy je, ja śpiewam, pies wyje :-); od czasu do czasu uwielbiamy usiąść razem przy stole, ja mówię, on milczy, ale patrzy na mnie kręcąc głową, więc wiem, że rozumie ;-) i zajadamy razem mandarynki, oliwki, albo tuńczyka z puszki, a najbardziej na świecie lubię się z nim witać. Mimo, że ma już 14 lat, jak wracam do domu czy to po kilku dniach, czy tylko ze śmietnika po wyrzuceni odpadów, za każdym razem cieszy się jakbym wracała z zamorskiej długoletniej podróży :-) Esuś dziękuję, że jesteś z nami!

  • Pierwszy zwierzak z mojego dzieciństwa to chomik Kubuś. Był z niego prawdziwy maratończyk, który w swoim kołowrotku przemierzał kilometry. Miewał też swoje humorki i nieraz ugryzł mnie w palec, ale szybko mu wybaczałam, gdy tylko poczułam jego mięciutkie futerko. U babci zaś bawiłam się często z kotem Kulkiem, który nie miał ze mną łatwego życia, gdyż uwielbiałam go wozić w wózku i głaskać w każdej możliwej chwili. Teraz wiem, że ta miłość mogła być dla niego męcząca;) Na studiach uprosiłam rodziców i przywiozłam do domu psiaka znajdę. Na początku bał się ludzi a na miskę rzucał się jakby nie był przyzwyczajony do pełnego brzuszka, później wiedział już, że nasz dom stał się też jego domem i nikt go tu nie skrzywdzi. Maks to wierne psisko, który każdego dnia pokazuje nam jaki jest wdzięczny za okazane serce. Gdy pojawiły się na świecie moje dzieci był trochę zazdrosny, ale teraz zaczynają już pomału tworzyć wesołą zgraną paczkę;) Zwierzak w domu to ogromna odpowiedzialność, ale też radość a czasami nawet prawdziwa przyjaźń. Mam nadzieję, że moim dzieciom też będą w życiu towarzyszyły zwierzęta, bo uczą nas one empatii i odpowiedzialności.

  • Miałam dwa psy Boger i Urwis, które wprost uwielbiałam. Zawsze bardzo chętnie zabierałam je na długie spacery, żeby mogły sobie pobiegać, mimo iż mieliśmy spore podwórko, gdzie też miały taką możliwość.
    Ponadto miałam babcię na wsi, dlatego mieliśmy tam całkiem sporo zwierząt. Gdy u babci były dwie krowy, to razem z siostrą zrobiłyśmy sobie przydział, która jest której i wraz z dziadziusiem przez okres wakacji zaprowadzałyśmy i przyprowadzałyśmy krowy z łąki. Uwielbiałyśmy to robić, sprawiało nam to ogromną radość, a krowy zawsze były trzymane za łańcuch, żeby przez przypadek nie uciekły :)
    Miałyśmy również kury, którym zawsze przygotowywałyśmy ospę i świnki, dla których tłukłyśmy uparowane ziemniaczki.
    Jednego razu były u babci również małe króliczki. Jeden z nich, który podobał mi się najbardziej nazwałam Skoczuś. Niestety króliki zachorowały i wszystkie zdechły, co bardzo długo przeżywałam.
    Uwielbiałam te wszystkie zwierzęta i możliwość chodzenia wokół nich, dawania im jeść i to jak one okazywały wdzięczność. To były najcudowniejsze przeżycia i wspomnienia jakie teraz mam.

  • Dzięki naszemu pieskowi Kali moje dzieci uczą się jak zajmować się zwierzętami, walczą kto pierwszy przyniesie miskę i da jej jedzenie. Uwielbiają ja przytulać,głaskanie nie zawsze jest delikatne-córka ma 16 miesięcy ale suczka znosi wszystkie oznaki miłości cierpliwie. Nie raz miała towarzystwo na legowisku,a dzieci wspólnika do jedzenia. Super są wspólne spacery i to jak siedzi i pilnuje dzieci. Dzięki zwierzętom jest napewno w domu weselej,a dzieci uczą się dbać o innych.

  • Mamy w domu pieska Kale, dzięki któremu moje dzieci uczą się zajmować zwierzątkiem, walczą kto nakarmi pieska,zaniesie miskę. Dzięki niej jej dużo zabawy i uśmiechu, moja Młodsza Córka nieraz okazywała jej czułości mało delikatnie-ma 16 miesięcy ale piesek dzielnie to znosił. Prosiła nawet ostatnio pieska żeby jej bańki puszczał:) Często pomaga budzić starszego syna do przedszkola, nie wiem kto bardziej rozpycha się w łóżku:)super są wspólne spacery,głaskania przytulania zabawy z piłką. Dzieci towarzyszą jej często na legowisku,a Kala pomaga im w zjedzeniu posiłków.

  • W dzieciństwie mieliśmy psa Denisa – mieszankę boksera i owczarka niemieckiego. Duży pies, ale świetnie wytresowany przez mojego tatę, nawet do szukania ludzi pod gruzami w czasie katastrof. Psina przeżyła z nami 13 wesołych lat i niestety odeszła do psiego nieba. Ja już nie mieszkałam wtedy w domu rodzinnym, ale bardzo to przeżyłam. Rodzicom również bardzo doskwierał cichy dom, więc zdecydowali się na kolejnego psiaka. Tym razem zupełnie innego – suczkę rasy shih-tzu, co do której nie mam pewności, że to na pewno pies, bo zachowania ma jak arystokratka ;) Chyba bardziej odmiennego psa nie dało się wybrać. Lubię obserwować jej psie dziwactwa, a bez instrukcji obsługi naprawdę trudno ją ogarnąć:
    – po deszczu psia dama nie wejdzie na trawę, no bo bez przesady, co będzie chodziła po mokrym, jak można spacerować po chodniku
    – napije się wody z miski tylko jak będzie widziała proces jej nalewania. Oczywiście nie ze zlewu, jak byle kundelek, tylko z dzbanka
    – wskoczy na kanapę jak nikt nie widzi, ale w towarzystwie czeka, aż zostanie na niej położona niczym królowa
    Taki to właśnie jest uroczy cudaczek. Z kolei w naszym domu, jak już synek będzie starszy, kusi nas corgi albo mops ;)

  • Obecnie nie mamy żadnego zwierzaczka w domu.
    Ale w dzieciństwie miałam dwa chomiki,które tak bardzo pragnęłam mieć i mama mi kupiła.No ale okazało się szybko,że sobie z nimi …hmmm… delikatnie mówiąc nie radziłam i wszelkie obowiązki z nimi związane przejął mój młodszy brat. Któregoś dnia mój brat kupił im karuzelę po której sprytnie potrafiły wyjść z klatki.Potrafiły znikać za meblami,pod łóżkiem,ukrywać się w zabawkach.Jednej nocy uciekły ze swojej klatki i zawędrowały na moją pościel.Tyle co ja wtedy wrzasku zrobiłam w domu to tylko sąsiedzi mogą potwierdzić.Od tego momentu powiedziałam, nigdy więcej chomików. Oddaliśmy je mojej kuzynce,która bardzo dobrze się nimi zajmowała.

  • W dzieciństwie miałam kilka chomików i psa. Pies był moim prawdziwym przyjacielem. Spędziliśmy ze sobą cudowne chwile i moim najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa jest odnalezienie się naszego pieska po 2 miesiącach nieobecności.
    Byliśmy z rodziną na wakacjach nad jeziorkiem oddalonym od naszej miejscowości o 9 kilometrów. Spaliśmy pod namiotem. Pewnego wieczoru, gdy spędzaliśmy czas przy ognisku nasz 3letni kundelek zerwał i pobiegł za kotem. Wydawało się nam, że wróci. Jednak nad ranem wciąż go nie było. Z siostrą własnoręcznie napisałyśmy informację o zaginięciu naszego pupila. Rozwiesiłyśmy w pobliskich lokalach i w każdym możliwym miejscu nad jeziorem. Całą rodziną szukaliśmy wszędzie i … nic. Pod namiotem byliśmy jeszcze kilka dni, a Misiek nie wrócił. Rozpacz była ogromna, kiedy wyjeżdżaliśmy bez naszego ukochanego pieska. Mimo, że na ogłoszeniu był podany nasz numer stacjonarny i codziennie wyczekiwaliśmy jego dźwięku z wiadomością o odnalezieniu naszej zguby … telefon milczał. Po dwóch miesiącach naszej rozpaczy tata podjął decyzję o przygarnięciu psa ze schroniska. Pojechaliśmy tam całą rodziną, bo była to dla nas bardzo ważna decyzja. Jakaż była radość, gdy wśród tych smutnych zwierząt odnaleźliśmy naszego Miśka! Nawet tata cieszył się jak dziecko. Ten moment był niesamowity – mimo, że miałam wtedy 8 lat doskonale go pamiętam. Pies był z nami jeszcze 11 lat.
    Obecnie mamy przygarniętego kotka. Uwielbiamy zwierzęta, ale najbardziej moje dzieci upodobały sobie pingwiny i gdyby była taka możliwość, to chciałyby mieć takiego pingwina w domu. Od dawna marzą o podróży na Antarktydę i podpatrzeniu pingwinów cesarskich w ich naturalnym środowisku. Jak na razie w domu mamy małe stado pluszowych pingwinów (Na fb umieściłam zdjęcie).

  • W dzieciństwie miałam kilka chomików i psa. Pies był moim prawdziwym przyjacielem. Spędziliśmy ze sobą cudowne chwile i moim najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa jest odnalezienie się naszego pieska po 2 miesiącach nieobecności.
    Byliśmy z rodziną na wakacjach nad jeziorkiem oddalonym od naszej miejscowości o 9 kilometrów. Spaliśmy pod namiotem. Pewnego wieczoru, gdy spędzaliśmy czas przy ognisku nasz 3letni kundelek zerwał i pobiegł za kotem. Wydawało się nam, że wróci. Jednak nad ranem wciąż go nie było. Z siostrą własnoręcznie napisałyśmy informację o zaginięciu naszego pupila. Rozwiesiłyśmy w pobliskich lokalach i w każdym możliwym miejscu nad jeziorem. Całą rodziną szukaliśmy wszędzie i … nic. Pod namiotem byliśmy jeszcze kilka dni, a Misiek nie wrócił. Rozpacz była ogromna, kiedy wyjeżdżaliśmy bez naszego ukochanego pieska. Mimo, że na ogłoszeniu był podany nasz numer stacjonarny i codziennie wyczekiwaliśmy jego dźwięku z wiadomością o odnalezieniu naszej zguby … telefon milczał. Po dwóch miesiącach naszej rozpaczy tata podjął decyzję o przygarnięciu psa ze schroniska. Pojechaliśmy tam całą rodziną, bo była to dla nas bardzo ważna decyzja. Jakaż była radość, gdy wśród tych smutnych zwierząt odnaleźliśmy naszego Miśka! Nawet tata cieszył się jak dziecko. Ten moment był niesamowity – mimo, że miałam wtedy 8 lat doskonale go pamiętam. Pies był z nami jeszcze 11 lat.
    Obecnie mamy przygarniętego kotka. Uwielbiamy zwierzęta, ale najbardziej moje dzieci upodobały sobie pingwiny i gdyby była taka możliwość, to chciałyby mieć takiego pingwina w domu. Od dawna marzą o podróży na Antarktydę i podpatrzeniu pingwinów cesarskich w ich naturalnym środowisku. Jak na razie w domu mamy małe stado pluszowych pingwinów (Na fb umieściłam zdjęcie).

  • Moimi domowymi zwierzakami są… pająki ;) Ale nie jakieś tarantule czy inne straszne włochacze, ale takie zwykłe domowe pająki a’ la korsarze. Powiem szczerze, że nigdy pająków nie lubiłam. Kiedy tylko jakiegoś widziałam piszczałam głośniej niż moja siostra oglądająca wybory Mistera Polski. Jednak Babcia zawsze uparcie powtarza, że dom w którym są pająki to dom szczęśliwy i, że należy z nimi żyć z zgodzie i przyjaźni. No cóż… łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować. Bo jak żyć pod jednym dachem z bestią, która tylko na ciebie czyha łypiąc złowrogo? Jednak okazuje się, że da się razem żyć i to nawet w symbiozie. Zwłaszcza latem gdy jest wysyp komarów, a pajęcza sieć jest dla nich doskonałą pułapką. I tak sobie razem mieszkamy i jedno nie wadzi drugiemu. Co prawda nie spędzamy czasu razem, ale akceptujemy swoje towarzystwo ;p

  • Nie mamy na razie żadnego zwierzaka, ale na szczęście mój prawie 2 letni synek wychowuje się z psem moich rodziców, których odwiedza niemal codziennie. Na początku gdy ten duży brązowy labrador machnął z radości ogonem, mój mały skrzat się przewracał, ale teraz dzielnie daje sobie radę i omija miotłę psa z daleka. Raczej martwię się o Mu (jak nazywa Mikiego mój syn) bo mój mały psotnik potrafi być bezlitosny i przykleja się do psa jak rzep do psiego ogona. Włazi mu na posłanie, wylewa wodę z miski, czasem podrzuca jakiś kąsek z obiadu, a czasem próbuje dosiąść… gdy Miki ma go dość po prostu…. wstaje i odchodzi! Genialnie proste i genialnie skuteczne;-)
    Bardzo chciałabym by za parę lat mały miał żółwia. Dlaczego? Bo to zwierzęta długowieczne i mógłby z nim (i z naszą rodziną) przeżyć wiele wiele długich lat…

  • Jako dziecko zawsze miałam w domu jakiegoś zwierzaka, mieszkały u nas i chomiki i papużki i żółwie, koszatniczki , a także najwierniejszy przyjaciel pies. Majka była z nami 15 długich, wspaniałych lat. Najmilej wspominam nasze długie wędrówki po lesie. Przynajmniej raz w tygodniu z rodzicami jeździliśmy do lasu i tam chodziliśmy, rzucaliśmy patyki, biegaliśmy. To był nasz ulubiony sposób spędzania czasu. Mieliśmy też kota Leo, szefa wszystkich kotów na osiedlu. Taki rozrabiaka, nie było tygodnia żeby nie przychodził z jakaś raną, podrapany, czy cały wyczochrany. Czasami nie wracał kilka dni, nie pamiętam ile razy go szukaliśmy. Taką miał dziką kocią naturę. Zupełne przeciwieństwo poważnej, spokojnej Majki. O dziwo świetnie się razem dogadywali, ale to Leo przewodził w tym stadzie. Niestety któregoś dnia zginął pod kołami aut, był z nami tylko dwa lata, podczas których tak naprawdę rzadko bywał w domu, a jak bywał to zazwyczaj odsypiał nocne życie i odzyskiwał siły po kolejnych kocich bójkach. Jednak zapadł mi w pamięć ten nasz nieposkromiony rozrabiaka. Teraz moje dzieci ( o dziwo zgodnie) marzą o kurkach. Mieszkamy w bloku, w małym mieszkaniu więc na razie niestety żaden zwierzak nie może z nami zamieszkać, ale gdy tylko przeprowadzimy się do większego domu nie wyobrażam sobie, żeby jakiegoś zwierzaka nie mieć, może nawet te kury:)

  • Miałam zawsze w domu koty. Z nimi się wychowywałam i mieszkałam. Nauczyłam się szanować je za mądrość oraz za własne zdanie i wyjątkowy charakter. Do dziś to moje ulubione zwierzęta. Niestety, z przyczyn obiektywnych, od lat nie mogę mieć ich w domu, ale mam nadzieję, że szybko się to zmieni. Co robiłam jako dziecko? Bawiłam się z nimi, karmiłam je, obserwowałam, jak dorastają, jak polują, jak się bawią czy śpią, jak wychowują kolejne pokolenia. Koty uczą mądrości życiowej i wierności. Są wyjątkowo uczuciowe. :)

  • W domu mam zwierzęta które kocham nad życie ! Kurki które znoszą “złote jajka” i z którymi chętnie bawię się w wyścigi, bo one uwielbiają za mną gonić a ja udaję że daje im fory i przepuszczam je na metę jaką jest kurnik :)
    Mam ponadto pieska, którego przygarnęliśmy ze schroniska. Choć psinka kuleje, to jednak jest naszym oczkiem w głowie. Wraz z dziećmi lubimy zabierać go ze sobą na pikniki, gdzie on tarzasię w trawie i czeka aż będziemy go glaskać. Choć nigdy nie będziemy z nim szybko biegać (gdyż na jedną łapkę kuśtyka) to jednak uwielbiamy go tulić, głaskać i czesać jego sierść, a on? uwielbia kąpiele! To dziwne, boo zawyczaj psiaki jej nie znoszą!
    Ojj tak ! A dzieciństwie miałam chomika – kochałam go nad życie ! Uwielbiałam zabierać go do babci na wieś, gdzie wspólnie biegaliśmy po strychu i znajdowaliśmy skarby. Pamiętam, że raz się zapodział, i płacząć miałam już iść spać gdy dziadek bezzsilnie go szukał. I gdy rozścielałam łóżko, on wyskoczył z zwiniętej kołdry. Byłam wtedy najszczęśliwsza w świecie. Dziś? Marzę o chomiku, i może moje marzenie się spełni, bo gromadka moich dzieci pragnie go właśnie mieć

  • Monika Paczwa

    Moje imię to Monika,
    dwójkę dzieci mam i psa,
    rybki, kota, słonie dwa!

    Goldi – o rudym futerku kot,
    choć starszy zachowuje się niczym trzpiot,
    z każdą firanką w domu buszuje,
    a potem w pralce cały dzień poleguje!

    Piesek o 5 rano wszystkich w łóżkach atakuje,
    i na ofiarę – która go wyprowadzi – sobie poluje,
    dobry z niego przyjaciel każdy to wie,
    Bruno tak nasz kochany piesek się zwie!

    Kolejne ważne miejsce w domu rybki zajmują,
    pływają jak szalone, w akwarium wariują,
    patrzenie na nie jest dla mnie bardzo kojące,
    mogłabym rzec, że działają niczym środki uspokajające!

    Wspomniałam jeszcze że mam dwa słonie,
    tak tak codziennie je po domu gonie,
    to pluszaki moich dzieci – w dużym formacie,
    więc często muszę je sprzątać – wy to mamy znacie!

    Tak więc widzicie kochani,
    że w domu nigdy nie jesteśmy sami,
    mamy przyjaciół o których dbamy
    i bardzo oj bardzo ich wszystkich kochamy!

  • W dzieciństwie miałem szarą myszkę (dziadek rozstawił łapki a mi udało się ją uratować). Przez miesiąc czasu udało mi się ją ukrywać, a bawiliśmy się świetnie w konstruwanie, gdzie ja budowałem z patyczków po lodach jej przeszkody, koła do biegania i inne. Babcia o mało nie dostała zawału gdy otworzyła pudełko po moich butach a w środku grasowała myszka. Od tamtej pory myszka wędruje gdzieś po łąkach, i jeszcze czasem żywię nadzieję że ją kiedyś spotkam. Dziś, sam mam szóstkę dzieci i wiem, jak ważne jest posiadanie zwierzątka !

  • Bożena Siemińska

    Od zawsze miałam kolo siebie jakieś zwierzatka…
    Nie mogło ich zabraknąć w moim domu, bo uważam ze dom bez zwierząt to dom w którym czegoś brakuje…
    Gościłam juz rybki, kraba i chomika, teraz został nam tylko piesek – malutki York.
    Ktoś pomyśli…ooo ma yorka a w schronisku tyle zwierząt czeka…tak wiem, ale nasz yorczek to nie ten z kucykiem na głowie, z długim lśniącym włosem z wystawy… To piesek po przejściach, schorowany, cały czas pod opieką weterynarza. Daliśmy mu dom i nasza miłość, a on daje nam dużo radości i duzooo pozytywnej energii! Uwielbiamy codzienne spacery i zabawy jego pluszakami, które jakby nie było podkradl naszemu synkowi :) Chcieliśmy mu dać ciepło i kawałek swojego własnego miejsca, czego w pierwszych latach swojego życia nie zaznał.
    Razem z synkiem twoja duet idealny…zarówno do zabawy jak i psot! :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>