281. Uśmiechnij się, Misiu.

Nad tym wpisem zastanawiałam się już od jakiegoś czasu. Książka, którą Wam dzisiaj pokażę wywołuje we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony warto ją polecić, bo porusza ważny i potrzebny temat, ale z drugiej jest w niej coś, co mnie irytuje. Pewnie część z Was podzieli moje zdanie, ale przypuszczam, że będą i takie osoby, dla których będzie to zupełnie nieistotne, a może nawet będzie to dla nich zaletą.

Uśmiechnij się, Misiu” Katja Reider, Sabine Kraushaar to książka Wydawnictwa Jedność.

SAM_3331

Wcześniej jakoś omijałam to wydawnictwo. Kojarzyło mi się głównie z książkami o tematyce duchowej, a z kościołem zdecydowanie nie jest mi po drodze. Któregoś dnia trafiłam jednak na ich stronę internetową i zdecydowałam się kupić Maluchowi kilka książek. Głównie z ciekawości, ale muszę przyznać, że kolorowe okładki ułatwiły mi podjęcie decyzji.

„Uśmiechnij się, Misiu” to rymowana opowieść o przyjaźni między Misiem i Myszką Alutką. Niestety to właśnie te rymy są tutaj głównym problemem. Dla mnie. Po prostu męczę się, kiedy je czytam. Coś jest z nimi nie tak, przez co niewygodnie mi się je czyta, np. „A wszystkie smuteczki niech idą w kąt! A wszystkie dąsy niech idą precz. Bo przyjaźń najważniejsza to rzecz!”. Być może jest to celowy styl pisania, który ma swoich zwolenników, ale ja się raczej do niego nie przekonam. Nie wszystkie fragmenty są takie, ale większość. Ogólnie bardzo lubię rymowanki i często kupuję takie książki, ale wolę jednak inne rymy. Wiąże się to z tym, że sama niechętnie sięgam po tę książkę, chociaż muszę obiektywnie stwierdzić, że Maluch ją lubi. Czytam ją w zasadzie tylko wtedy, kiedy Maluch sam mi ją przyniesie do czytania. Z kolei tata Malucha zupełnie się ze mną nie zgadza i jemu te rymy nie przeszkadzają wcale.

Duży plus daję jednak za tematykę tej historyjki. W ciekawy sposób pokazuje przyjaźń, która czasem może być męcząca i bardzo zaborcza. Podoba mi się to, że książka porusza tego typu problem, robiąc to jednocześnie w sposób przystępny dla małego dziecka. Pojawiają się tu również inne emocje, takie jak smutek i złość.

Bardzo podobają mi się ilustracje. Są kolorowe i miłe dla oka. Zdarza się, że omijam tekst i na ich podstawie układam dla Malucha własną opowieść.

Książka jest dość dużego formatu. Ma twardą okładkę, strony nie. Według mnie nadaje się dla dzieci od 2 roku życia. Tekst jest takiej długości, że mój 2,5 latek nie ma problemu z jego wysłuchaniem (w przeciwieństwie do mnie ;)).

Można ją kupić np. tu —->  KLIK.

SAM_3332

SAM_3333

SAM_3334

SAM_3335

SAM_3336

SAM_3337

mamiczka_logo

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

29 komentarzy

  • Jeśli mogę zapytać. Jakiego jesteś wyznania. Bardzo ładne ilustracje w tej książce a do rymów pewnie da się przyzwyczaić. aros to to samo co bonito tylko w bonito ciut drożej bo są odbiory osobiste.

    • Formalnie jestem katoliczką, bo przyjęłam wszystkie sakramenty. W praktyce omijam kościół szerokim łukiem, tzn. bywam tam na chrzcinach/ślubach/pogrzebach, ale nie praktykuję religii.
      Niektóre książki widywałam taniej w Bonito, ale jednak Aros jest dla mnie obecnie numerem 1. Pewnie dlatego, że wygodniej mi, kiedy kurier dostarczy mi książki do domu :)

  • Z Jedności polecam jeszcze Żabkę małą. Mała bardzo ją lubi – mamy od czerwca i ciągle wracamy. Rymy w tej książce rzeczywiście troszkę dziwne… Cóż, oryginał może lepszy – książki dla dzieci to niezwykle trudny materiał do tłumaczenia.

      • My oprócz tego mamy Biedronkę. I polecam niestety zdecydowanie mniej. Po pierwsze pozycja dla frakcji nawiedzono-religijnej, mianowicie w dziecięcy wierszyk o biedronce wpleciono stado aniołków, Matkę Boską i tabun wszystkich świętych. Mało się nie przewróciłam, jak to zobaczyłam. Gdybyż to jeszcze obleczono w piękną formę literacką… Cóż, podobnie jak w Misiu i tutaj autorowi gdzieś zabrakło polotu… Szkoda, bo książka wygląda dość ładnie graficznie, a na okładce ma cudną welwetową biedronkę…

        • Też mamy Biedronkę :)) I też byłam zaskoczona treścią. Ale ogólnie ta książka mi się podoba, bo w sumie w taki inny sposób przedstawia powiedzenie „Biedroneczko leć do nieba”. Zgadzam się jednak z tym, że trochę przesadzili z ilością świętych. U nas w domu nie ma żadnych symboli kościoła (typu krzyż itd.), więc Maluch zadawał masę pytań. Ale starałam mu się wszystko jak najlepiej wyjaśnić. Maluch lubi tę książkę.

          • Moja Młoda też ją lubi, ale w związku z tym, że ja nieco mniej, to i rzadziej po nią sięgam. Może i lepiej by mi się ją czytało, gdyby chociaż autor zgrabniej ujął treść. Jest lepiej niż w Misiu, ale Żabka zwyczajnie brzmi lepiej. Tu miejscami gdzieś wierszyk traci polot.

  • Joanna Andryszczyk

    no czesto możan spotkac takie tymowanki ja co raz się natykam w ksiązkach w bibliotece staram sie jakoś radzić ale juz nie wracam do takiej ksiązki

    • Nie tyle złego, co po prostu ciężko się je czyta. Są takie…jakby mało rytmiczne, po prostu układ tych zdań mi nie odpowiada. Ale tak jak napisałam w poście, nie każdemu będzie to przeszkadzać. Tacie Malucha np. nie przeszkadzają wcale :) Efekt tego jest taki, że ja czytam ją sporadycznie, ale tata dużo częściej.

  • Mamiczko,
    wspólnie z mężem przeczytaliśmy większy fragment tej książeczki – link ze strony wydawnictwa: http://www.jednosc.com.pl/upload_www/pdf_book/usmiechnij_sie_misiu/#/12/
    Chyba byłoby lepiej, gdyby tłumacz zdecydował się na tekst prozą. Rymowanka, szczególnie dla dzieci, powinna mieć przewidywalną formę rytmiczną, a tu właściwie nie ma żadnej cechy wiersza, poza pojawiającymi się tu i ówdzie rymami. Nie polecalibyśmy czytania tego typu „wierszyków” dzieciom, u których dopiero kształtuje się poczucie rytmu.
    Jeśli będziesz miała chwilę, to polecam Ci, a także czytelniczkom Twojego bloga, fragment artykułu Witolda Szwajkowskiego „Uwaga rymowanki”, we wpisie na blogu o dwujęzyczności (część posta pisana kursywą): http://bilingualznaczydwujezyczny.blogspot.com/2013/06/zastosowanie-rymowanek-u-dzieci.html
    Oboje z mężem również piszemy rymowanki dla dzieci, a jeśli ktoś chciałby zapoznać się z naszymi książkami, to niech zajrzy na naszą stronę: https://www.facebook.com/pages/Graliter-El%C5%BCbieta-Szwajkowska-Witold-Szwajkowski/339440619473873

    • Też mi się wydaje, że proza rozwiązałaby tutaj problem. Szkoda, bo samo przesłanie tej książki bardzo mi się podoba.

      Przeczytałam ten wpis na blogu. Bardzo ciekawy artykuł! Teraz już wiem, na co zwracać uwagę przy wyborze rymowanek.

      Kilka dni temu złożyłam zamówienie w Wydawnictwie Harmonia, jest tam ogromny wybór bardzo ciekawych książek. Na razie wzięłam kilka na próbę, ale chyba nie ma wśród nich żadnej Waszego autorstwa. Wszystko jednak przede mną, bo na pewno sięgnę po kolejne pozycje tego wydawnictwa.

  • Gagatkowa Mama

    Brr… okropne rymy… Tak jakby ktoś myślał, że wiersz czy rymowanka składa się tylko z rymów.
    Jedność ma ciekawe pozycje. My mieliśmy Obudź się mały misiu. Bardzo się Agatce spodobało

  • Kupiłam tę książeczkę córeczce pod choinkę. Tak ja polubiła, że czasem czytamy ją kilka razy w ciągu dnia i wieczorem do spania. Jest zakochana w tym misiu i Alutce :) Rym znajdujący się w książce wcale nie przeszkadza tylko trzeba go troszkę inaczej intonować. Pozdrawiam i proszę o więcej propozycji takich książek.

    • Moja Lenka umie już całą tę bajkę na pamięć :) Czy nie wiadomo kiedy będzie kolejna część misia przetłumaczona i dostępna w Polsce?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>