297. Herve Tullet – Kolory.

Byłam bardzo ciekawa tej książki. Koniecznie chciałam ją mieć jak najszybciej. Niestety okazało się, że to wcale nie jest takie proste ;) Kilka dni po premierze, nadal nie było jej w naszym Empiku, Smyku i Matrasie. Na poszukiwania wybrałam się z Maluchem, bo chciałam od razu sprawdzić jego reakcję na tę książkę. Tulleta bardzo lubimy, chociaż do niektórych książek Maluch musiał dorosnąć i początkowo nie był nimi zainteresowany. Na blogu pokazywałam już m.in. TURLUTUTU, A GDZIE TYTUŁ i THE GAME OF MIX AND MATCH. Jak było tym razem?

SAM_4038

„Kolory” Herve Tulleta wydane przez Wydawnictwo Babaryba przenoszą nas w świat kolorów. Całej masy kolorów. Zresztą już sam tytuł wskazuje na to, co znajdziemy w środku. Książka przypomina mi chyba najbardziej znaną pozycję tego autora – „Naciśnij mnie”. Działa na podobnej zasadzie. Zaprasza małego czytelnika do wspólnej i aktywnej zabawy. Z „Naciśnij mnie” było u nas tak, że zainteresowanie Malucha tą książką przyszło dopiero z czasem. Kiedy ją kupiłam, był na nią po prostu jeszcze za mały i nie potrafił się nią bawić w taki świadomy sposób. Dlatego książka najpierw obskoczyła dzieci naszych znajomych, które są starsze od Malucha i jakiś czas temu do nas wróciła. Teraz Maluchowi się już podoba i chętnie przynosi ją do czytania, co mnie bardzo cieszy ;) Ale o tej książce więcej napiszę w osobnym wpisie.

Tym razem książka nie tylko zapewnia fajną i wesołą rozrywkę, ale jednocześnie uczy. Na poszczególnych stronach, „maczając” palce w określonych farbach i „łącząc” je z innymi, odkrywamy jaki kolor powstaje w wyniku ich połączenia. Tego typu zabawy sprawdzą się głównie u dzieci, które rozróżniają już kolory i nie mają problemów z ich wyszukaniem i nazwaniem. Dzięki temu dowiedzą się, z jakich kolorów powstaje m.in. zielony i pomarańczowy. Można od razu przejść również do czynów i po wspólnym czytaniu sprawdzić „na żywo”, na prawdziwych farbach, jak to faktycznie jest z tymi kolorami. Mojego Malucha nie trzeba dwa razy wołać do takich zabaw :) Warto pamiętać, że w czasie takich eksperymentów dziecko łatwiej przyswaja wiedzę, a jeśli sprawia mu to przyjemność, chce wiedzieć jeszcze więcej.

Oczywiście, tak jak w innych książkach tego autora, są tutaj przygotowane także inne zadania dla dzieci. Oprócz naciskania kropek, trzeba np. policzyć do pięciu (w wykonaniu Malucha jest to jeden, dwa, trzy, pięć), potrząsnąć książką, a nawet ją na chwilę zamknąć.

Bardzo podoba mi się to, że na ilustracjach farby wyglądają bardzo naturalnie. Ma się wrażenie, że tam naprawdę coś jest rozchlapane na stronach.

Książka jest kwadratowego formatu i ma twardą okładkę (strony nie). Jest bardzo kolorowa i od razu przyciąga uwagę. Tekstu jest mało. Jest prosty i łatwy do zrozumienia. W czasie czytania pytamy, czy dziecko dobrze się bawi, czy chce w tym uczestniczyć dalej. Maluch zawsze odpowiada „tak”.

Wprawdzie książka niczym mnie nie zaskoczyła, ale i tak uważam, że jest interesująca. Maluch ma obecnie 2,5 roku i potrafi już wczuć się w klimat tej książki i dobrze się bawić. A to przecież najważniejsze! Ale jeśli Wasze dzieci nie przepadają za kolorami, nie ciągnie ich do zabaw farbami itd., to książka może być dla nich nudna. Może, ale nie musi, bo dzieci potrafią nas przecież zaskakiwać na każdym kroku.

Można ją kupić np. tu —-> KLIK.

SAM_4039

SAM_4040

SAM_4041

SAM_4050

SAM_4043

SAM_4044

SAM_4046

SAM_4047

SAM_4048

SAM_4074

mamiczka_logo

Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama od września 2011 r. Wraz z Maluchem sprawdza i ocenia zabawki i książki dla dzieci. Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu? Zapisz się na newsletter lub zaglądaj do nas na facebooka i instagram.

19 komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>