477. A może rozwód? #2

Obchodzicie Walentynki w jakiś szczególny sposób? My nie. Nie należę do osób romantycznych, ale w porównaniu do taty Malucha śmiało można mnie określić chodzącą ikoną miłosnych uniesień. Z okazji tego święta miłości przygotowałam dla Was część 2 wpisu rozwodowego (kto przegapił część 1 może to nadrobić tu —-> A MOŻE ROZWÓD? #1).

1. Nie cierpię wierszy miłosnych (wywołują u mnie irytację), ale bardzo lubię polskie piosenki o miłości. Kiedy kilka ulubionych kawałków puściłam jakiś czas temu tacie Malucha, prawie skonał ze śmiechu.

2. Mogę wałkować setki razy filmy takie jak np. “Pamiętnik”. Tata Malucha ziewa, zanim jeszcze skończą się początkowe napisy. W połowie filmu śpi już na skarbonkę.

3. Zakupy. Lubię chodzić po galeriach handlowych, chociaż nie przepadam za długim przebieraniem w ubraniach. Raczej szybko się decyduję na to, co mam kupić. Tata Malucha ma jednak inne zdanie na ten temat. Na hasło “galeria” dopadają go różne tajemnicze choroby, które uniemożliwiają mu wyjście z domu. Kiedy jednak wpadnie w sidła zakupowych szaleństw, skłonny jest stwierdzić (wskazując pierwsze z brzegu ubranie), że ten zestaw będzie na pewno świetnie na mnie leżał, nie ma co mierzyć, raz dwa do kasy i wychodzimy. To nic, że zestaw, który wskazywał to męski garnitur dla grubasa. Kto by tam wnikał w takie szczegóły, najważniejsze, żeby ponownie znaleźć się w samochodzie.

4. Wspominałam już o tym, że jestem chomikiem. Bardzo przywiązuję się do swoich rzeczy i trudno mi się z nimi rozstać. To dotyczy nie tylko ubrań, ale też innych przedmiotów domowego użytku. Z kolei tata Malucha doszedł do perfekcji w pozbywaniu się nadmiaru rzeczy. Ma taki magiczny dar w swoich rękach, że potrafi wytłuc połowę kuchennej zastawy. Niestety, w najszybszym tempie lecą mu z rąk jakieś moje ulubione filiżanki i kubki. Coraz częściej rozważam przejście na plastikową, jednorazową zastawę. Wyjdzie taniej i zdrowiej dla moich nerwów. Jeśli zalegają Wam w domu jakieś talerze lub inna porcelana i żal Wam się tego pozbyć, podeślę Wam tatę Malucha. Rozwiąże za Was ten problem.

5. W zeszłym roku kupiłam sobie nowe zimowe buty. Brązowe. Miałam je na sobie raz. Następnego dnia jedliśmy na obiad pizzę. Tata Malucha wynosząc pudełko do śmietnika, upuścił sos pomidorowy. Prosto na moje nowe trzewiki. Zorientował się dopiero rano, kiedy zobaczył blask poklejonej czerwieni bijący z jednego buta. Obudziło mnie jakieś “szuru buru”. Chciał zatrzeć ślady swojego występku i rozmazał szczotką sos po całym bucie, wcierając go dogłębnie w zakamarki skóry. Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale wtedy miałam ochotę włożyć mu tę szczotkę do gardła :)

6. Kupiłam sobie kiedyś fajny sweter. Długo mi się podobał i w końcu udało mi się odłożyć na niego pieniądze. Z uwagi na moje problemy z oszczędzaniem, to było naprawdę sporym wyczynem z mojej strony. Taki był ładny, wełniany, milutki. Dobrze, że chociaż raz miałam go na sobie. Tata Malucha robił pranie i wrzucił go do pralki razem z jakimiś ręcznikami. Pranie miałam rozwiesić ja. Kiedy wyciągałam wszystko ze środka, moim oczom ukazał się jakiś sweterek, całkowicie sfilcowany, rozmiarów małego bobasa. Cycki opadły mi po same kostki.

7. Lubicie drogie kosmetyki? Ja nie mogę ich kupować. To się po prostu mija z celem. Jak tylko kupię nowy puder w kamieniu, następnego dnia znajduję w łazience jakieś popękane, wymazane pudełko. W środku coś, co kwalifikuje się jedynie jako puder sypki. Nie potrafię zrozumieć, jakim cudem ręce taty Malucha wyczuwają nowy produkt i przyciągają go tam jak magnes. On sam też nie potrafi tego racjonalnie wytłumaczyć. Do szału doprowadza mnie tym, że myśli, że jak schowa ten potłuczony puder do środka, to ja się nie zorientuję. Maluch poszedł w jego ślady i ostatnio wyręczył tatę w tej dziedzinie. W łazience była cała masa różnych kosmetyków. Chwycił akurat za puder, który zdążyłam sobie kupić na miejsce poprzednio sproszkowanego. Zostało z niego opakowanie i łysy placek, otoczony milimetrową, pudrową obwódką.

8. Kupiłam sobie kiedyś szampon do włosów. Nie taki zwykły, tylko w sklepie fryzjerskim. Sporo za niego zapłaciłam. Tata Malucha jako rasowy skarpetowiec, który odkłada wszystko na czarną godzinę, psioczył całe popołudnie. Wiedziałam, że taki zakup nieprędko się powtórzy (już będzie czujny), więc oszczędzałam ten szampon na maksa. Włosy myję codziennie, ale tego szamponu używałam tylko co kilka dni, niewielką ilość. Dziwiłam się, że tak szybko mi go ubywa, ale pomyślałam, że widocznie mało wydajny jest. Któregoś dnia weszłam do łazienki w czasie kąpieli taty Malucha. Od razu wyczułam znajomy zapach. Tata Malucha właśnie namiętnie masował sobie włosy na klacie moim cholernie drogim szamponem! Prawie zemdlałam, jak to zobaczyłam. Myślał, że to płyn do kąpieli i taplał się w tym codziennie.

Pod koniec kwietnia tego roku będziemy obchodzić 9 rocznicę ślubu. Tata Malucha przygotuje z tej okazji część 3 wpisu rozwodowego. Tym razem będzie coś o mnie, z jego perspektywy (o ile wpis przejdzie akceptację głównego administratora tego bloga :D).

hasło

UWAGA! Powyższy wpis należy traktować z dużym poczuciem humoru ;)

mamiczka_logo

Obrazek pochodzi ze strony www.komixxy.pl.
Mamiczka

O autorce: Mamiczka

Mama Malucha od września 2011 r. Z dużym poczuciem humoru, dystansem do siebie i odrobiną szaleństwa. Prawnik z zacięciem medycznym. Studentka naturopatii i dietetyki klinicznej. Partner Eqology. Chcesz zadbać o swoje zdrowie? A może chcesz pracować w moim zespole? Jeśli tak, napisz do mnie na czymzajacmalucha@gmail.com.

20 komentarzy

  • Historie 5-8 sprawiają, że wciąż trzęsę się ze śmiechu! A jak tylko Pan M. skończy usypiać Oleńkę to mu je odczytam, bo są genialne ;)
    Aczkolwiek… są mężczyźni bardziej utalentowani od Taty Malucha – słyszałam o chłopaku, który mieszkając z dziewczynami w mieszkaniu studenckim stosował płyn do higieny intymnej jako żel pod prysznic ;)

  • Buahahahahhah genialny wpis na wieczór :D Tym bardziej śmieszą mnie faceci, bo dziś miałam kłótnię z moim Szanownym Małżonkiem. No ale jako dobra, miła i kochająca Żona, która jest ponad jego dziecinne zachowanie (Jani to przy Nim staruszek) kupiłam mu ciasto w kształcie serduszka. Kiedy wychodził do pracy na nockę wręczyłam mu mój super zakup za całe 7,99zł i co? Wściekłość przeszła jak ręką odjął, a jak mu się humor poprawił…No i kolejny dowód, że mentalnie ma jakieś dwa lata.
    U mnie na zakupach jest podobnie :D z JEDNYM wyjątkiem, kiedy to Małż ma kupować sobie nowe ciuchy zachowuje się w sklepie gorzej niż Baba. Wdzięczy się przed lustrem, przymierza każdą szmatę jaka wpadnie mu w ręce i oczywiście nigdy nie może się zdecydować na jedną rzecz, bo we wszystkim wygląda tak wspaniale :D

    • Mamiczka

      To u nas zakupy dla męża przebiegają podobnie, jak te dla mnie. Ma być szybko i tylko wtedy, kiedy to konieczne. Jedynie przy butach są problemy. Jak mamy iść po jakieś męża buty, to mnie dopadają różne choroby :D

      • Identycznie jest u mnie, tzn w moim małżeństwie. Cały Twój wpis powyżej jest taki, jakbym sama go napisała. Już szukałam pomocy u psychologa, ale rzeczywiście najlepiej zmienić siebie. A żeby było weselej: mąż zarzuca mi, że za bardzo dbam o czystość!!! I że piec z wierzchu myję prawie codziennie. Postanowiłam 2 tygodnie nie myć. Dobrze, że była zima, bo latem muchy, osy i co tam jeszcze lata na pewno by się poprzyklejały do tego ufajtanego pieca. A mój mąż dalej, że ja za bardzo dbam o piec….. Kiedyś wybiorę się jeszcze do psychologa, żeby mi wytłumaczył :)

  • Ha ha po raz kolejny sie usmialam z Twojego wpisu :) Gratuluje 9 lat razem, mimo takich wspaniałych historii życiowych :) My w tym roku bedziemy 7 lat po ślubie, szybko mineło :)

    A tak przy okazji, niech Tata Malucha opublikuje trzecia czesc bez twojej akceptacji, ciekawe co napisze :P

    • Mamiczka

      U nas co chwilę coś się dzieje. Nigdy nie ma nudy. Ale to nam obojgu bardzo odpowiada :))
      7 lat to też już bardzo dużo. A czas leci strasznie szybko. Pamiętam, jak wybierałam suknię ślubną (tu też były niezłe przeboje), a to już tyle lat minęło.
      Tata Malucha też najpierw musiał zatwierdzić ten wpis, więc musi być sprawiedliwie :D Ale mam duży dystans do siebie, więc pewnie będzie zaakceptowany w całości ;)

  • Jezu, u nas to samo z tym szamponem! W dodatku mąż wlewa czasem Mateuszowi do wanny, żeby pianę miał ;) Teraz co droższe kosmetyki ukrywam w szafce w pokoju, bo żal dawać facetom na pożarcie ;)

  • :))) faceci są z jakieś innej planety!…chyba bym udusiła za te buty brrrr …mój mąż jak idzie na zakupy ze mną , to za nim wejdziemy do sklepu pyta”długo jeszcze?” :)

  • :) To się nazywają atrakcje dnia codziennego :) Ja zakupy robię przez internet (butów potrafię zamówić 8 par z czego 7 odsyłam ;) oczywiście tam gdzie nie przepłacę przesyłką) bo po pierwsze nie lubię sklepów stacjonarnych (za dużo rzeczy i siada mi na wzrok tak, że nic nie widzę), a po drugie mój mąż na samo wspomnienie, że idę na zakupy i mnie nie będzie dłużej niż pół godziny zaczyna wzdychać, wzywać “kurki wodne” z byle powodu i w ogóle choruje na samą myśl, że go na tak długo z dziećmi zostawię i do tego nie idę po papier toaletowy czy szamponik dla niego tylko na przyjemności pieniądze wydać. ;)
    A od kosmetyków wie, że ma się trzymać z dala, bo odkupić musiałby dwa razy droższe :)))

Zostaw komentarz do Gosia Cancel Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz używać tych tagów HTML i atrybutów:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>